PiS, Braun i Mentzen przy jednym stole? W tle Nawrocki i „amerykański oddech”
Prawica chce w 2027 roku odbić Senat z rąk koalicji 15 października, ale jej starania coraz bardziej przypominają fabułę serialu animowanego „Pinky i Mózg” niż poważną strategię polityczną. PiS nie chce rozmawiać z Braunem, a Mentzen z Kaczyńskim. – Nikt nie ma dziś pomysłu, jak w ogóle prowadzić takie negocjacje – słyszymy od polityków Konfederacji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie partie tworzą obecny pakt senacki opozycji w Polsce.
- Dlaczego prawica rozważa utworzenie paktu senackiego w 2027 roku.
- Jakie problemy mogą utrudnić zawarcie prawicowego paktu senackiego.
- Co sugeruje rolę prezydenta Karola Nawrockiego w planowanym pakcie.
Kilka miesięcy temu prawicowi politycy zaczęli mówić w mediach o nieuchronnej potrzebie utworzenia w 2027 roku paktu senackiego między ugrupowaniami z prawej strony sceny politycznej. Miałaby to być konkurencyjna formuła wobec identycznego porozumienia tworzonego przez KO, PSL, Lewicę, a także Polskę 2050. Przypomnijmy, że dzięki zawarciu takiego paktu w większości okręgów ugrupowania te wystawiały lub popierały jednego wspólnego kandydata. Dzięki temu wszystkie głosy trafiały do jednej puli i obecna koalicja 15 października od 2019 roku ma większość w Senacie, a władzę w izbie przejęła jeszcze za rządów PiS. Niemal na pewno ugrupowania te wystartują w ten sposób także w kolejnych wyborach w 2027 roku.
Prawica myśli o wspólnym starcie do Senatu
Partie prawicowe nie chcą dłużej przyglądać się temu, jak są systematycznie ogrywane przez Donalda Tuska i jego koalicjantów. W 2025 roku dostrzegł to Przemysław Czarnek, który przekonywał, że „są obliczenia, które pokazują, że gdyby taki pakt powstał na prawicy, to miałaby ona zdecydowaną większość w Senacie”. Następnie za podobnym rozwiązaniem opowiedział się Sławomir Mentzen z Konfederacji, stawiając jednak warunek, że porozumienie jest możliwe, ale bez Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego. Do zawarcia paktu wezwał także Grzegorz Braun, który z rozmaitymi środowiskami buduje tzw. Szeroki Front Gaśnicowy.
– W wielu tzw. wahających się okręgach wyborczych łączny potencjał Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji może być już dziś wyższy niż suma poparcia dla Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy oraz politycznych pozostałości po Trzeciej Drodze – mówi nam dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW. Jak zauważa, taki scenariusz byłby szczególnie groźny dla rządu w okręgach, gdzie przewaga kandydatów demokratycznej opozycji w poprzednich wyborach była niewielka lub opierała się właśnie na rozbiciu elektoratu prawicowego.
Dla porównania: w 2023 roku, w okręgu senackim nr 3, popierana przez koalicję Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska zdobyła 82 511 głosów, a kandydatka PiS Dorota Czudowska – 78 066. Gdyby do wyniku tej drugiej doliczyć głosy oddane na Piotra Jasińskiego z Konfederacji, kandydatka PiS uzyskałaby łącznie ponad 99 tys. głosów i to ona wygrałaby wybory. Podobnie było w okręgu nr 38, w którym mandat senatora zdobył były premier Waldemar Pawlak. Gdyby zsumować głosy oddane na kandydata PiS Eryka Martynowskiego oraz Adama Matyszewskiego z Konfederacji, ich łączny wynik byłby lepszy od rezultatu kandydata popieranego przez koalicję 15 października. Takich okręgów w całej Polsce jest więcej.
Z informacji RadioZET.pl wynika jednak, że w sprawie paktu nie poczyniono żadnych postępów i nikt nie ma w tym momencie pomysłu na to, jak w ogóle zacząć takie negocjacje. Liderzy PiS, Konfederacji i Korony nie prowadzą ze sobą rozmów, a największa partia opozycyjna skupiona jest teraz na gaszeniu wewnętrznych konfliktów i realizowaniu własnej strategii z Przemysławem Czarnkiem w roli frontmana. Po prawej stronie pojawiają się także głosy bagatelizujące wybory do Senatu i podkreślające, że najważniejsze będzie starcie o Sejm. – Senat? Nie przeceniajmy wagi tego zagadnienia – słyszymy.
Nawrocki patronem prawicowego układu?
Patronem hipotetycznego prawicowego paktu do Senatu miałby być – zgodnie z sugestiami Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna – prezydent Karol Nawrocki, który nie wywodzi się bezpośrednio ze środowiska PiS, a wybory wygrał także dzięki głosom obu Konfederacji, prezentując w kampanii styl i język bliższy skrajnej prawicy. W czasie występu w podcaście Sławomira Mentzena przed drugą turą wyborów prezydenckich Nawrocki skrytykował PiS za niektóre pomysły, m.in. Zielony Ład czy „Piątkę dla zwierząt”, podpisując ponadto ośmiopunktową deklarację lidera Konfederacji. Dał tym samym do zrozumienia, że jest otwarty na szeroką współpracę po prawej stronie z wieloma podmiotami. Nieoficjalnie wiadomo, że Nawrocki przychylnie patrzy na ewentualne porozumienie prawicy do Senatu.
– Jeżeli to w ogóle ma się wydarzyć, to tylko z prezydentem w roli kogoś, kto będzie to spinał i mediował między partiami – mówi nam poseł Konfederacji Michał Wawer. Podobnie widzi to dr Bartosz Rydliński. – Prezydent, z racji swojej pozycji ustrojowej i symbolicznej, mógłby stać się naturalnym zwornikiem różnych środowisk prawicowych - przede wszystkim Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji reprezentowanej przez Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Taki projekt mógłby zostać przedstawiony jako próba zbudowania szerokiego obozu „antyrządowej równowagi” w Senacie, a zarazem jako inicjatywa mająca ograniczyć dominację obecnej większości parlamentarnej – uważa ekspert.
Braun chce, ale reszta nie
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. PiS, przynajmniej na razie, wyklucza możliwość jakiegokolwiek porozumienia z Konfederacją Grzegorza Brauna. – To jest partia z jednej strony całkowicie niepoważna. Tam są różne jaszczury i tym podobne – mówił w lutym Jarosław Kaczyński. Wyliczał, że ugrupowanie Grzegorza Brauna tworzą „ludzie związani z Rosją, prorosyjscy, proputinowscy” czy też osoby, które mogą mieć – jak stwierdził – „jakiś kłopot” z równowagą psychiczną. – Ludzie, którzy przecież siedzieli w więzieniu z oskarżeniem o szpiegostwo na rzecz Rosji. Mówię tutaj o niejakim Piskorskim i wielu innych ludziach, których w polskim życiu publicznym w ogóle nie powinno być – dodał prezes PiS.
Grzegorz Braun konsekwentnie rozbudowuje swoje środowisko, a u jego boku pojawiają się coraz barwniejsze postacie. Jak tak dalej pójdzie, to na finiszu, w 2027 roku, jego komitet może okazać się najbardziej egzotycznym i najbardziej kontrowersyjnym w historii polskich demokratycznych wyborów. W ostatnim czasie to już nie tylko Wojciech „Jaszczur” Olszański i Marcin „Ludwiczek” Ossadowski, ale także skazany za zabójstwo Janusz Waluś, oskarżany o szpiegostwo Mateusz Piskorski, prorosyjska publicystka Samuela Torkowska i najnowszy nabytek – były kandydat na prezydenta Stan Tymiński, który w rozmowie z Kanałem Zero komplementował Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenkę. Do „Szerokiego Frontu Gaśnicowego” dołączył także Marek Woch, lider Bezpartyjnych i Samorządowców. On również od kilku miesięcy nawołuje do utworzenia prawicowego paktu do Senatu.
Paradoksalnie, jedynie Grzegorz Braun gotowy jest na porozumienie z PiS i Konfederacją bez warunków wstępnych. – Prawacki pakt senacki. Niepodległościowy pakt formacji patriotycznych, prawicowych – do tego wzywamy. Konfederacja Korony Polskiej, chociaż w sposób głupi i podły stygmatyzowana, eliminowana z życia publicznego, z dostępu do mediów, nie zaprzestaje pracy politycznej, której celem jest odzyskanie niepodległości – mówił w grudniu 2025 roku. W rozmowie z Moniką Jaruzelską sugerował, że ona także mogłaby zostać kandydatką prawicowego paktu. W podobnym tonie wypowiadał się o byłym premierze z SLD, Leszku Millerze, który w ostatnim czasie za sprawą antyukraińskich komentarzy stał się gwiazdą prawicowej części internetu.
PiS, Kamraci i Stan Tymiński
Choć w polityce teoretycznie wszystko jest możliwe, trudno wyobrazić sobie liderów PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego czy Mateusza Morawieckiego, obok prorosyjskich Kamratów, antyszczepionkowców i ekscentrycznego Stana Tymińskiego, a przecież do tego w praktyce sprowadzałby się taki pakt wyborczy. Dużo łatwiej bowiem zbudować egzotyczną koalicję po wyborach, niż przekonać do niej wyborców w czasie kampanii.
– Start kandydatów kojarzonych z takimi poglądami w ramach wspólnego prawicowego paktu byłby trudny do zaakceptowania dla części umiarkowanych wyborców prawicy. Zwłaszcza tych, którzy popierają twardą politykę wobec Rosji i jednoznaczne wsparcie dla Ukrainy. Co więcej, obecność najbardziej skrajnych środowisk prawicowych ułatwiłaby obecnie rządzącym ataki na cały projekt. Koalicja rządowa mogłaby przedstawiać taki pakt jako dowód na to, że PiS i część Konfederacji są gotowe zawierać porozumienia z politykami oskarżanymi o antysemityzm, prorosyjskość i radykalizm światopoglądowy. W kampanii wyborczej byłby to dla prawicy poważny problem, ponieważ zamiast koncentrować się na krytyce rządu, musiałaby stale tłumaczyć się z doboru partnerów i kandydatów – przekonuje dr Rydliński.
Brak chemii między PiS a gaśnicowym frontem Brauna to niejedyny problem. Z Jarosławem Kaczyńskim nie chce w formacie wyborczym współpracować Sławomir Mentzen, który zarzuca prezesowi PiS, że ten „nie dotrzymuje umów”. Szef największej partii opozycyjnej odpowiada mu krótko: „Obecność pana Mentzena w polityce jest jednak pewnym nieporozumieniem”. Od dłuższego czasu wiadomo, że Nowogrodzka z większą sympatią spogląda na narodowe skrzydło związane z Krzysztofem Bosakiem, a dystansuje się nieco od „wolnościowców” Sławomira Mentzena. Podział widoczny jest także w samej Konfederacji, a jej liderzy z coraz większym trudem ukrywają narastający rozjazd politycznych interesów. Po ostatnich słowach Mentzena na temat generała Wiesława Kukuły ostro zareagował wicemarszałek Krzysztof Bosak, pisząc, że są one „nie tylko obraźliwe”, ale też „niezgodne z prawdą”.
Co zrobi Karol Nawrocki?
Konfederaci też mają problem z Grzegorzem Braunem. Nie bez przyczyny drogi trójporozumienia rozeszły się na początku 2025 roku. Skrzydło Mentzena krzywi się na myśl o nowej formie współpracy z kontrowersyjnym politykiem, mając wciąż w pamięci jego woltę w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Więcej entuzjazmu jest po stronie narodowców, ale nawet oni nie są wolni od wątpliwości. Sam Krzysztof Bosak raz zauważa, że pakt senacki bez udziału partii Brauna nie ma większego sensu, a innym razem mówi o konieczności rezygnacji z „flirtowania ze środowiskami wariackimi, agenturalnymi czy politycznej ekstremy”.
Politycy, z którymi rozmawiamy, nie chcą komentować możliwych wariantów i układanek, przypominając, że jakiekolwiek rozmowy mogą rozpocząć się dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku. W każdej rozmowie przewija się jednak prezydent Karol Nawrocki jako „akuszer” ewentualnego przedsięwzięcia, a także wzmianka o „prezydenckim pakcie” jako autorskim projekcie politycznym. Co to oznacza? Zgodnie z taką koncepcją to właśnie Nawrocki i jego środowisko miałyby odegrać kluczową rolę we wskazaniu konkretnych kandydatów, za których prezydent – jako patron porozumienia – niejako osobiście brałby polityczną odpowiedzialność. Taka lista byłaby wolna od postaci budzących skrajne emocje i największe kontrowersje. Scenariusz ten przewija się jednak jedynie jako ambitna koncepcja, a nie konkretny plan.
Polityczna cena prawicowego sojuszu
Ogólnopolska Grupa Badawcza (OGB) sprawdziła, na jaki wynik mógłby liczyć prawicowy pakt senacki tworzony przez PiS i Konfederację, ale bez udziału partii Grzegorza Brauna. „W wariancie rywalizacji z PiS przewaga paktu senackiego pozostaje wyraźna - 62 mandaty wobec 38. Przy założeniu wspólnego bloku PiS i Konfederacji różnica znacząco się zmniejsza: pakt senacki uzyskuje 53 mandaty, a pakt prawicowy - 47” - czytamy na stronie OGB.
Choć polityczna matematyka pokazuje dziś, że odbicie Senatu przez prawicę byłoby realne w przypadku zawarcia szerokiego porozumienia, bardziej pragmatyczne spojrzenie na taki alians każe zachować dużą ostrożność. Pakt senacki zawarty przez KO, Lewicę, PSL i Polskę 2050 opierał się bowiem na względnie spójnym fundamencie: podobnym podejściu do Unii Europejskiej, polityki zagranicznej Polski, państwa prawa i zasad demokracji. W przypadku tak wielobarwnej prawicy, z jaką mamy dziś do czynienia w Polsce, jedynym rzeczywistym wspólnym mianownikiem pozostaje sprzeciw wobec rządów Donalda Tuska.
Poza tym ugrupowania te różni bardzo wiele. Ostateczna cena za tak trudne porozumienie mogłaby więc okazać się znacznie wyższa, niż sugerują dzisiejsze sondaże i wyborcze kalkulacje. Tym bardziej że w politycznych kuluarach wciąż słychać o „amerykańskim oddechu” na plecach PiS i daleko idącym sceptycyzmie wobec układów z siłami wzbudzającymi niewielką sympatię za oceanem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET