"Skandal na całą Polskę". Ten protest może wywrócić wybory w KO
Wybór przewodniczącej bez czynnego prawa wyborczego, bezpodstawne usunięcie członkini komisji, a także jednoczesne zasiadanie w komisji i kandydowanie. RadioZET.pl otrzymało długą listę zarzutów dotyczących wyborów w Koalicji Obywatelskiej na Lubelszczyźnie. Jeśli krajowa komisja wyborcza uwzględni protest, może dojść do zmiany przewodniczącego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie nieprawidłowości zostały ujęte w proteście dotyczącym wyborów KO w Kraśniku.
- Dlaczego działaczka KO uważa, że wybory powinny zostać unieważnione.
- W których regionach poza Lubelszczyzną złożono protesty wyborcze w KO.
- Nie zgadzam się z bagatelizowaniem protestów wyborczych. A zwłaszcza sposobu, w jaki zrobił to jeden ze stronników Marty Wcisło na łamach RadioZET.pl. Sprawa wcale nie dotyczy "wpadki proceduralnej". Nieprawidłowości w procesie wyborczym było więcej. Moim zdaniem powinny one skutkować unieważnieniem wyborów - mówi Urszula Kozyrska, działaczka Koalicji Obywatelskiej i współautorka protestu wyborczego.
Protest dotyczy wyborów KO w Kraśniku na Lubelszczyźnie. Gdyby Krajowa Komisja Wyborcza uznała skargę i unieważniła wybor y, w województwie lubelskim doszłoby do zmiany przewodniczącego. Na europosłankę Martę Wcisło głosowały bowiem 662 osoby. Poseł Michał Krawczyk zdobył o 29 głosów mniej. Natomiast w powiecie kraśnickim Wcisło miała 49 głosów, a Krawczyk - 13. Różnica to 36 głosów. Dotychczas działacze partii bagatelizowali znaczenie protestu albo nie chcieli o nim mówić. RadioZET.pl dotarło do jego treści. I rozmawiało z działaczami KO. W partii aż kipi od emocji w tej sprawie.
Wybory KO w Kraśniku. Czy przewodnicząca mogła zasiadać w komisji?
Wybory w Koalicji Obywatelskiej odbyły się 8 marca. W kraju wygrał Donald Tusk, który był jedynym kandydatem. W 10 regionach głosowanie na przewodniczącego także było formalnością. Ale sześciu doszło do pojedynków. Trzy z nich zakończyły się złożeniem kilkunastu protestów. Dotyczą one: Lubelszczyzny, Dolnego Śląska i Podkarpacia. Większość z nich Krajowa Komisja Wyborcza, na której czele stoi posłanka KO i wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela, odrzuciła. Natomiast kilka jeszcze czeka na rozpatrzenie.
Autorki protestu dotyczącego Kraśnika, dwie działaczki KO, sformułowały długą listę zarzutów. Najpoważniejszy z nich dotyczy "legalności składu komisji". Jej przewodnicząca jest działaczką KO niespełna pół roku. A to oznacza, że nie ma czynnego prawa wyborczego. W związku z tym, według autorek protestu, nie mogła zasiadać w komisji, ani tym bardziej jej przewodniczyć.
- Statut partii mówi jasno, że jeśli pewne sprawy nie są w nim uregulowane, stosuje się przepisy kodeksu wyborczego. Artykuł 182. wprost dyskwalifikuje przewodniczącą z zasiadania w komisji - tłumaczy Kozyrska.
To nie koniec. Dwóch kandydatów do rady powiatu zasiadało jednocześnie w komisji wyborczej, co jest wskazywane w proteście jako konflikt interesów. W komisji zasiadała także żona jednego z kandydatów. Krajowa Komisja Wyborcza wprawdzie zgadzała się na pewne odstępstwa i jednoczesne zasiadanie w komisji oraz kandydowanie, jednak robiła to pod warunkiem wcześniejszego zgłoszenia tego faktu. Wspomniane osoby miały tego jednak nie zrobić. Dodatkowo jedna z nich w trakcie wyborów zrezygnowała z kandydowania. Ale oświadczenia o rezygnacji miała już nie przedstawić komisji. Nie zostało ono dołączone do protokołu wyborczego.
Polityk KO: "Byłby skandal na całą Polskę"
Według Urszuli Kozyrskiej spośród siedmiorga członków komisji tylko trzy osoby zostały wybrane zgodnie z prawem. A to oznacza, że nie było kworum do podejmowania decyzji i podpisywania protokołów, co powinno być powodem unieważnienia wyborów. - Zawodowo jestem związana z sądownictwem od 30 lat i nie zgadzam się na różne próby obejścia prawa czy cwaniactwo. Sama zostałam w lutym usunięta ze składu komisji. Nie ma żadnego dokumentu, który o tym by świadczył. Złożyłam skargę do regionalnej i krajowej komisji wyborczej. W odpowiedzi krajowa komisja odpisała, że zostałam powołana do składu komisji, a nie do niego przywrócona. Tylko nigdy nie przestałam być jej członkiem - przekonuje Kozyrska, która złożyła zdanie odrębne do protokołu. Dotyczy ono wspomnianych nieprawidłowości.
Nowy szef powiatu, były burmistrz Kraśnika Wojciech Wilk, wie o proteście, ale rozmawiać o nim nie chce. - Nie będę komentował tej sprawy. Decyzja należy do Krajowej Komisji Wyborczej, nie będę wchodził w jej kompetencje – ucina Wilk. Dopytywany o nieprawidłowości mówi, że według niego wybory odbyły się zgodnie z przepisami.
Ale nie wszyscy w KO mają takie samo zdanie. Część działaczy broni przewodniczącej komisji, przekonując, że bierne prawo wyborcze wystarczy do zasiadania w komisji. - Zostają jeszcze sprawy kandydatów, którzy byli w komisji. Jeśli poprosili o zgodę, to wszystko jest w porządku, jeśli nie to pytanie, co zdecyduje centrala. Natomiast najciekawiej wygląda sprawa wykluczenia pani Kozyrskiej z komisji. Tu ewidentnie nie ma dokumentu, a ta rezygnacja powinna odbyć się w formie pisemnej. Ktoś tłumaczył, że złożyła ustną rezygnację, ale to niepoważne. Powstaje pytanie, kto zdecydował o usunięciu Kozyrskiej z komisji i jak to wyjaśni - mówi jeden w ważnych polityków KO na Lubelszczyźnie.
I dodaje: - Gdyby komisja uznała protest i unieważniła wybory, byłby skandal na całą Polskę.
Według zapowiedzi Doroty Niedzieli Krajowa Komisja Wyborcza powinna rozpatrzyć protest w tym tygodniu. Marta Wcisło, przewodnicząca KO na Lubelszczyźnie, na piątek zwołała posiedzenie rady regionu, która ma wybrać zarząd wojewódzki. - Jeśli komisja uzna argumenty zawarte w proteście, a one mają bardzo mocne podstawy, to jedynym wyjściem jest unieważnienie wyniku wyborów. Wynika to z faktu, że każdy protokół, uchwała i decyzja podpisane przez przewodniczącą są dotknięte wadą nieważności. W takim przypadku, po odliczeniu głosów z powiatu kraśnickiego, szefem zostanie Michał Krawczyk. Tu nie chodzi o moją sympatię tylko o przestrzeganie prawa - twierdzi Urszula Kozyrska.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET