Kolejne protesty po wyborach w Koalicji Obywatelskiej. Wpłyną na zmianę liderów regionach?

6 min. czytania
21.03.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Protest wyborczy wicemarszałkini Sejmu Moniki Wielichowskiej, która na Dolnym Śląsku przegrała wybory z wiceministrem Michałem Jarosem, nie był jedyny. Skarg na przebieg wyborów w Koalicji Obywatelskiej było znacznie więcej. RadioZET.pl dowiedziało się, jaki może być ich wpływ na ostateczny wynik wyborów.

Niedziela jest szefową Krajowej Komisji Wyborczej KO
fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zastrzeżenia dotyczą wyborów regionalnych w Koalicji Obywatelskiej.
  • Dlaczego protesty wyborcze w KO budzą kontrowersje.
  • Które protesty wyborcze zostały już odrzucone przez komisję wyborczą.

- Wiele osób było oburzonych wrzuceniem do sieci oświadczenia Moniki Wielichowskiej w nocy, w emocjach po tym, jak głosy policzono kilka razy. Nie tak powinny być rozwiązywane nasze wewnętrzne sprawy i spory. To nikomu w partii nie służy. I rzeczywiście, może nie wszystko w wyborach na Dolnym Śląsku ładnie wyglądało, ale moim zdaniem było zgodne z prawem - mówi jeden z ważnych polityków Koalicji Obywatelskiej.

Kolejny dodaje: - W dwóch innych regionach też trzeba wyjaśnić, co dokładnie się wydarzyło. Pytanie o wpływ tych protestów na ostateczny wynik wyborów to pytanie do krajowej komisji wyborczej, której szefową jest wicemarszałek Dorota Niedziela.

Nieduża przewaga Wcisło. Protest wywróci wynik wyborów?

Wybory w Koalicji Obywatelskiej odbyły się w niedzielę, 8 marca. Wzięło w nich udział blisko 16,7 tys. spośród 21 tys. członków partii. Dało to 78 proc. frekwencję. Jedynym kandydatem na szefa KO był dotychczasowy lider i premier Donald Tusk. Uzyskał 97 proc. poparcia. Tylko 379 osób zagłosowało przeciwko jego kandydaturze. Ale członkowie KO wybierali też 16 przewodniczących wojewódzkich. W 10 regionach był tylko jeden kandydat, w kolejnych sześciu doszło do pojedynków.

Sama KO informowała na swojej stronie internetowej, że tuż po wyborach złożono dwa protesty wyborcze. Chodziło o Dolny Śląsk i Podkarpacie. Jak dowiaduje się RadioZET.pl, kolejny protest wpłynął z województwa lubelskiego. A konkretnie z Kraśnika. Jedna z osób podważyła obecność w komisji wyborczej osoby, która miała nie mieć uprawnień do zasiadania w komisji.

Wybory na Lubelszczyźnie były bardzo wyrównane. Wygrała w nich europosłanka Marta Wcisło. Zdobyła 663 głosy. Na jej rywala, posła Michała Krawczyka, zagłosowało o 30 osób mniej. Gdy przeanalizujemy konkretne okręgi, okazuje się, że były powiaty, gdzie zdecydowanie wygrywała Wcisło, ale też takie, gdzie całą pulę kilkudziesięciu głosów zdobywał Krawczyk. - W powiecie kraśnickim Marta miała 49 głosów, a Michał tylko 13. Różnica wynosiła więc 36 głosów - to więcej niż w całym rozrachunku. Gdyby te głosy unieważnić, okazałoby się, że wygrał Krawczyk - mówi jeden z lubelskich działaczy KO. Prosi o anonimowość.

Stronnicy Marty Wcisło przekonują, że podstaw do unieważnienia wyborów nie ma. - Być może ten członek komisji nie miał formalnego umocowania do zasiadania w komisji, ale nie sądzę, żeby to miało zdecydować o unieważnieniu całych wyborów. Nie ma żadnych informacji, czy to była osoba, która sympatyzowała z Martą czy Michałem, czy w jakiś sposób próbowała wpływać na wynik wyborów, agitowała. Sama wpadka proceduralna nie powinna decydować o tak ważnej sprawie - przekonuje kolejny polityk KO z Lubelskiego.

Redakcja poleca

Według niego należałoby uznać wynik wyborów. Jak zauważa, kilka lat temu, gdy w wyborach na szefa regionu mierzyli się prezydent Lublina Krzysztof Żuk i poseł Krzysztof Grabczuk, ten pierwszy wygrał różnicą zaledwie dwóch głosów. - Krzyśkowi Grabczukowi nawet nie przyszło do głowy, żeby podważać ten wynik. Uznał go, pogratulował Żukowi i nie składał żadnych protestów - dodaje nasz rozmówca.

Wcisło szefową, Krawczyk z większością w zarządzie?

Ani Marta Wcisło, ani Michał Krawczyk nie chcą rozmawiać o złożonym proteście. Wcisło przekonuje, że nic o nim nie wie. - Wyniki wyborów zostały ogłoszone. Nie dotarły do mnie żadne informacje dotyczące protestu - przekonuje RadioZET.pl Marta Wcisło, europosłanka KO i nowa przewodnicząca partii na Lubelszczyźnie.

Wcisło przygotowuje się do zwołania rady regionu, która wybierze zarząd regionu. Ten ostatni to najważniejszy, po przewodniczącym, organ, który wytycza kierunku działań partii w województwie czy zatwierdza listy wyborcze, które są przesyłane do centrali. Rada regionu, w której skład wchodzą m.in. parlamentarzyści, prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, a także radni sejmiku, starostowie oraz przewodniczący powiatowych struktur KO. Rada powinna być zwołana do 28 marca. - Zwołam ją w terminie. On został ustalony, ale o szczegółach wolałabym najpierw poinformować zainteresowanych - mówi Wcisło.

Ważny polityk KO przekonuje, że Michał Krawczyk nie będzie próbował podważać wyników wyborów. Dlaczego? - Michał wygrał w Lublinie, czyli mieście, gdzie KO ma najwięcej wyborców. Większość ludzi w radzie regionu to także ludzie Krawczyka. To oznacza, że będą stanowili większość także w zarządzie. Michał będzie więc miał kluczowy wpływ na kształt polityki KO w regionie - tłumaczy polityk KO.

Redakcja poleca

RadioZET.pl dowiedziało się, że w sumie w całym kraju było kilkanaście protestów wyborczych. Dotyczyły głównie trzech wymienionych wyżej województw: dolnośląskiego, podkarpackiego i lubelskiego. Krajowa komisja wyborcza odrzuciła większość z nich. - Dotyczyły głównie drobnych spraw. Dla przykładu w Przemyślu jedna z osób była w komisji i jednocześnie startowała w wyborach. Ale w takim przypadku, po złożeniu wniosku, komisja wydawała pozwolenie - tłumaczy RadioZET.pl Dorota Niedziela, szefowa Krajowej Komisji Wyborczej KO.

"Kartonowe wybory na Dolnym Śląsku". Wielichowska protestuje

W czwartek (19 marca) krajowa komisja wyborcza KO podjęła cztery uchwały dotyczące protestów wyborczych. Wszystkie skargi zostały odrzucone. - Komisja rozpatruje systematycznie wszystkie protesty. W przyszłym tygodniu będziemy zajmowali się kolejnymi, także protestem dotyczącym wyborów na Dolnym Śląsku - dodaje Dorota Niedziela.

Protest wyborczy złożyła tu wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska, która walczyła o przywództwo z wiceministrem rozwoju i technologii Michałem Jarosem. Jaros zdobył 949 głosów, jego konkurentka - 943. Tuż po północy z niedzieli na poniedziałek (z 8 na 9 marca) Wielichowska wrzuciła na X (dawny Twitter) oświadczenie. Wymienia w nim nieprawidłowości, do jakich miało dojść podczas wyborów. Wśród nich - brak tajności głosowania, wpływanie na sposób głosowania oraz prowadzenie agitacji "w obrębie lokalu wyborczego", na co nie zareagowała komisja.

Jeden ze stronników Jarosa miał namawiać działaczy głosujących na Placu Solnym we Wrocławiu do skreślenia na karcie krzyżyka właśnie przy nazwisku wiceministra. W lokalu nie było także parawanów czy kotar zapewniających tajność głosowania. Z tego względu osoby, które siedziały obok siebie, mogły zobaczyć swoje karty. Dopiero po pewnym czasie ustawiono przesłony z kartonów. Część działaczy śmiała się z "kartonowych wyborów" w województwie, którego szefem jest wiceminister rozwoju i technologii.

Gdyby komisja wyborcza uznała protest za zasadny, mogłaby unieważnić wybory lub zarządzić powtórne głosowanie. - Nie sądzę, żeby tak się stało. To nikomu by nie służyło, a stalibyśmy się obiektem kpin ze strony przeciwników politycznych. Oczywiście zgadzam się, że głosowanie było tajne, ale zdjęcie pokazujące, że ktoś widzi kartę innej osoby, albo nachyla się nad głosującym, nie świadczy jeszcze o wpływaniu na tę osobę. Co do agitacji, to wszystko działo się ponoć przed lokalem, a nie w nim. Nie ma ciszy wyborczej, nie ma przepisu zakazującego takiej agitacji. Może nie wszystko ładnie wyglądało, ale w mojej ocenie do złamania prawa nie doszło. Natomiast uważam, że wewnętrznych spraw partii nie powinno się załatwiać w taki sposób jak zrobiła to Monika - mówi polityk KO.

Podkarpacie. W Przeworsku nagle przybyło działaczy?

Jaros, próbując załagodzić napiętą sytuację, złożył Wielichowskiej propozycję. "Chcę zaproponować jej dalszą współpracę w zarządzie regionu, bo Koalicja Obywatelska potrzebuje współdziałania i doświadczenia wszystkich swoich liderów" - napisał dzień po wyborach. Wielichowska się do niej nie odniosła.

Na rozpatrzenie czeka też protest z Podkarpacia, gdzie poseł Paweł Kowal zdecydowanie wygrał z posłanką Joanną Frydrych. Kowala poparło 414 osób, Frydrych - 267. Różnica wynosiła więc aż 147 głosów. Kluczowy był jednak powiat przeworski, gdzie Kowal wygrał stosunkiem 136:5. Co więcej, głosów było tu znacznie więcej niż w stolicy regionu – Rzeszowie. Stronnicy Joanny Frydrych zastanawiają się, czy wszyscy działacze byli uprawnieni do oddania głosu.

Po opublikowaniu tych zarzutów oświadczenie wydał Krzysztof Kłak, przewodniczący KO w powiecie przeworskim. Napisał m.in., że wybory dobyły się zgodnie z przepisami, liczba członów partii w powicie spada, a nie rośnie, natomiast frekwencja była mniejsza niż w skali kraju. Prosił też o niepowielanie nieprawdziwych informacji.

Z Joanną Frydrych nie udało nam się skontaktować.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET