`

"Spytaj Mirki, czy zna Naczelnika Urzędu Skarbowego". Tak Tomasz J. namawiał posłankę Arent 

3 min. czytania
26.02.2025 06:37
Obserwuj nas na Google

Jak działał Tomasz J., który według ustaleń śledczych dzięki romansowi z posłanką PiS Iwoną Arent przeniknął do świata polityki, bywał u ministrów, nocował w hotelu sejmowym i rozdawał posady w spółkach skarbu państwa? Jego metody opisał Onet. Dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski dotarł do aktu oskarżenia i wątku, który pokazuje, w jaki sposób Tomasz J. miał załatwiać zmianę wyników kontroli skarbowej w jednej z firm.

Posłanka PiS Iwona Arent w Sejmie, Warszawa, 24 lipca 2025 r.
fot. Adam Burakowski/East News
  • Według ustaleń śledczych Tomasz J. poprzez romans z posłanką PiS Iwoną Arent przeniknął do świata polityki
  • Z aktu oskarżenia wynika, że mężczyzna wykorzystywał swoje znajomości w polityce do uzyskiwania korzyści
  • Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności

Czego dotyczyły rozmowy Iwony Arent z Tomaszem S.? Nagrania ABW

Pojawiająca się w tej sprawie posłanka PiS  Iwona Arent twierdzi, że została oszukana przez Tomasza J., że nie miała pojęcia o jego podwójnym życiu ani o działaniach, jakie prowadził. Dziennikarz śledczy Radia ZET dotarł do aktu oskarżenia w sprawie mężczyzny i współdziałającej z nim grupy osób.

Ustalenia śledczych dotyczą sposobu jego działania. Jeden z wątków pokazuje, jak w opinii prokuratora Tomasz J. podjął się "załatwienia sprawy w Dolnośląskim Urzędzie Celno-Skarbowym we Wrocławiu". Chodziło o zmianę wyników kontroli skarbowej wobec jednej z firm. Kontrola dotyczyła wysokości podatku VAT. W tej między innymi sprawie Tomasz J. miał zadzwonić do posłanki Arent. Nie wiedział, że jego rozmowy były już wtedy przechwytywane przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rozmówców wskazujemy zgodnie z informacjami z aktu oskarżenia.

- Spytaj Mirki, jak będziesz z nią rozmawiała, czy ona zna tego naczelnika Urzędu Skarbowego we Wrocławiu (…) a może Mirka będzie wiedziała, kto to jest, czy to jest od nas ktoś? - mówi Tomasz J.

- No to co: zapytać się, czy go zna, czy nie, tak? - dopytuje Arent.

- No tak. Czy to jest nasz człowiek, znaczy z naszych tych klimatów - odpowiada Tomasz J.

- Dobra, dobra! Zadzwonię - zapewnia posłanka.

Jak czytamy w akcie oskarżenia, Mirka, z którą miała według prośby Tomasza J. skontaktować się Arent, to posłanka PiS z Wrocławia – Mirosława Stachowiak-Różecka. Zebrane w sprawie dowody wskazują, że minutę po tej rozmowie Arent zadzwoniła do Stachowiak-Różeckiej. "Jednocześnie uzyskane informacje wskazują, że kanwą powyższego zapytania o Naczelnika Urzędu Skarbowego w stosunku do posłanki PiS Stachowiak-Różeckiej była możliwość uprzednio wyartykułowanej przez Tomasza J. propozycji dotyczącej możliwości zrobienia przez jej męża spotu reklamowego dla firmy EGGER” – czytamy w akcie oskarżenia. Z firmą EGGER współpracował Tomasz J. 

Załatwianie posad w spółkach Skarbu Państwa

Dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierwszewski ustalił, że mężczyzna wykorzystywał swoje znajomości w świecie polityki na różne sposoby. Osobom, z którymi wiązał jakieś plany, starał się na przykład załatwić posady w spółkach Skarbu Państwa. Tak było na przykład z Z., którego CV Tomasz J. miał rozsyłać przy pomocy komunikatora WhatsApp.

Jak ustalili funkcjonariusze ABW, co można przeczytać w akcie oskarżenia, zatrudnienie Z. w zarządzie jednej ze spółek energetycznych "mogło nastąpić przypuszczalnie dzięki osobistemu wsparciu poseł Iwony Arent. W rozmowie z dnia 18.08.2020 r. Tomasz J. w kontekście Z. powiedział do Iwony Arent: No. Tam on ma załatwione. Tam już jest ten… Dzięki tobie jest też tak samo". Zdaniem śledczych, jak napisał Onet, Arent miała interweniować w interesach Tomasza J., a on dzięki znajomości z olsztyńską posłanką PiS zyskał dostęp do parlamentu. Swoje auto parkował na sejmowym parkingu lub przed głównym wejściem – tak jak posłowie. Według ustaleń ze śledztwa posłanka miała załatwić mu stałą, upoważniającą do tego przepustkę, dzięki której samochód Tomasza J. był traktowany jak "pojazd posła". 

Redakcja poleca

Tomasz J. tak zeznał przed Sądem Okręgowym w Warszawie, przed którym toczy się jego proces: - Ja w pokoju Iwony Arendt spałem dwa razy jak ona była w Olsztynie. U innych posłów – Janika, Tarczyńskiego spałem, jak ich nie było. W niektórych pokojach są dwa łóżka. Dzięki posiadaniu przepustki mogłem uzyskać własny pokój. Jeżeli wynajmowałem, to ja musiałem za to zapłacić – wyjaśniał. 

W 2021 roku wszczęte zostało śledztwo w sprawie "powoływania się w okresie od marca 2015 roku do listopada 2021 roku (...) na wpływy w organach władzy państwowej, instytucjach państwowych, samorządowych, jednostkach organizacyjnych dysponujących środkami publicznymi oraz wywołania przekonania o ich istnieniu i utwierdzania innych osób w przekonaniu o istnieniu takich wpływów, celem pośrednictwa w załatwianiu spraw w zamian za korzyści majątkowe i osobiste lub obietnice ich wręczenia". Osiem miesięcy później Tomasz J. został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Tomasz J. nie przyznaje się do winy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET