Szczyt NATO niewykorzystaną szansą? Ekspert mówi, co z tego wynika dla Polski
Potwierdzenie jedności Sojuszu, wsparcie – także finansowe - dla Ukrainy oraz duże inwestycje w infrastrukturę paliwową na wschodniej flance – to konkluzje zakończonego tegorocznego szczytu NATO w Ankarze. Zdaniem Roberta Pszczela – byłego szefa Biura Informacji NATO w Moskwie – szczyt okazał się jednak niewykorzystaną szansą. W rozmowie z RadioZET.pl tłumaczył też, co z obecnej sytuacji międzynarodowej wynika dla Polski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie decyzje podjęto podczas szczytu NATO w Ankarze.
- Dlaczego Polska może w pewnych kwestiach uznać ten szczyt za sukces.
- Jakie krytyczne uwagi Roberta Pszczela pojawiły się po szczycie NATO.
W środę zakończył się dwudniowy szczyt NATO w Ankarze. Do stolicy Turcji zjechali przywódcy 32 państw członkowskich oraz przedstawiciele krajów Zatoki Perskiej i regionu Azji-Pacyfiku. Podczas zgromadzenia m.in. potwierdzono jedność Sojuszu, zobowiązania wynikające z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, a także jasno wskazano Rosję jako zagrożenie. Zdecydowano także o przeznaczeniu 27 miliardów euro na rozbudowę sieci rurociągów i magazynów paliw (CEPS) na wschodniej flance Sojuszu. Obejmie to Polskę oraz kraje bałtyckie, gwarantując zaopatrzenie sił NATO w paliwo na czas kryzysu. Czy w takim razie możemy – z polskiej perspektywy – mówić o sukcesie tego szczytu? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi Robert Pszczel – były wieloletni pracownik struktur NATO (m.in. szef Biura Informacji w Moskwie), obecnie analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.
Szczyt NATO niewykorzystaną szansą?
- Wszystko, co prowadzi do utrzymania jedności w ramach NATO – a to nie jest dziś tak oczywiste – służy polskiemu bezpieczeństwu – przekonuje, zwracając uwagę, jak istotnym i jednocześnie niespodziewanym osiągnięciem jest wspomniany konsensus ws. rozbudowy infrastruktury paliwowej. - Konia z rzędem temu, kto parę lat temu mógł się spodziewać, że to w ogóle pójdzie w tym kierunku. Na pewno skorzysta na tym Polska, państwa bałtyckie, właściwie cały wschód NATO – zaznacza ekspert, dodając, że kluczowa – z polskiego punktu widzenia – jest również deklaracja pokaźnej pomocy finansowej dla Ukrainy. Przypomnijmy, że uzgodniono, iż Sojusz przekaże dla Kijowa w tym roku oraz w 2027 po 70 (czyli łącznie 140) miliardów euro. Zdaniem Pszczela jednak szczyt, mimo wielu korzystnych deklaracji, pod pewnymi względami okazał się również niewykorzystaną szansą.
- Mało miejsca poświęcono agresywnej polityce Rosji i toczącej się wojnie hybrydowej, a także aktywności Chin. Owszem, w końcowych konkluzjach wskazano Rosję jako zagrożenie, ale to za mało. To de facto powtórzenie tego, co znalazło się w deklaracji z zeszłorocznego szczytu w Hadze – przyznaje, podkreślając, że dziwi go zwłaszcza powierzchowne potraktowanie tematu Chin, „biorąc pod uwagę, jakie znaczenie przypisują im Amerykanie”. - Takie szczyty są potrzebne, żeby jednak pewne kwestie, w bardzo otwarty sposób, przedyskutować na najwyższym szczeblu politycznym i tam, gdzie się da, wyznaczyć pewne kierunki. A nawet czasem się pokłócić - przekonuje były szef Biura Informacji NATO w Moskwie. Zarazem jednak dodaje, że powinno się to odbywać w rozsądny sposób, a „biorąc pod uwagę osobowość Donalda Trumpa, to konfrontacja dla samej konfrontacji to nie jest dobry pomysł”.
Według Pszczela zabrakło także poważniejszej dyskusji o współpracy NATO z Unią Europejską czy o mechanizmach, które skuteczniej mobilizowałyby państwa członkowskie do zwiększania wydatków na obronność. Dla Polski, która od lat należy do liderów w tym zakresie (jesteśmy m.in. chwaleni przez administrację w Waszyngtonie za szybkie osiąganie pułapu wydatków 5 proc. PKB na zbrojenia), pozostaje to istotnym problemem – bezpieczeństwo wschodniej flanki zależy przecież od zdolności całego Sojuszu, a nie tylko kilku państw w naszym regionie. Zwłaszcza, że – jak zwraca uwagę ekspert – za pochwałami od „większych” graczy powinno iść więcej konkretów i więcej „systematycznego podejścia”.
Co to wszystko oznacza dla Polski?
- Dziś mamy sytuację, że nadal jest spora grupa państw, które są bardzo dalekie od wypełnienia tego pułapu wydatków. Niektóre spadły nawet poniżej 2 proc. My mamy prawie 5 i jesteśmy przez Amerykanów chwaleni, co ma ogromne znaczenie. Ale np. niedawno słuchałem wypowiedzi premiera Belgii – kraju, w którym mieszkam i który bardzo lubię – i on ogłasza, że jest dumny z tego, że oni osiągnęli 2 proc. A to trzeba było osiągnąć dwa lata temu – przekonuje analityk OSW, dodając, że to kwestia solidarności sojuszniczej, ale zgadzając się równocześnie, że 2 czy 5 proc. w różnych krajach są sobie nierównie (z uwagi na zasoby czy populację). - Chodzi mi o to, że nie ma odpowiedniego mechanizmu, żeby to egzekwować – zauważa, dodając, że interes w tym mają nie tylko państwa frontowe, jak Polska, ale wszyscy sojusznicy.
Przywołuje jako kontekst okres zimnej wojny, gdy państwem frontowym NATO były Niemcy Zachodnie, a wśród członków organizacji nie było aż takich dysproporcji w wydatkach na obronność, jak obecnie. - Ten poziom wzajemnej solidarności był znaczenie wyższy. A teraz cały szczyt koncentruje się na tym, by Trump był zadowolony – mówi. Jego zdaniem powinien istnieć skodyfikowany mechanizm egzekwowania wydatków przez kraje członkowskie. - To nie jest przedszkole czy szkoła podstawowa, żeby przywoływać do porządku. Mówimy w końcu o suwerennych państwach. Dlatego szczyty NATO mogłyby być doskonałą okazją do wypracowania takich mechanizmów – wyjaśnia Pszczel. Na uwagę, że akurat Polska wyróżnia się na tym tle, a nasza pozycja może w ten sposób wzrastać, odpowiada: - Jesteśmy chwaleni, to prawda, ale z czego mamy się cieszyć, jak nie za tym nie idzie? To nie jest konkurs Eurowizji, że ktoś nas pochwali itp. To, że mamy dobrą reputację i mamy się czym pochwalić, to jedno, ale apelowałby o bardziej konsekwentną politykę w ramach NATO, żeby z tego coś mogło wynikać.
Jak zakończy się przegląd wojsk USA w Europie?
Administracja Donalda Trumpa rozpoczęła niedawno przegląd swoich wojsk stacjonujących w Europie. Jak ogłaszał szef Pentagonu Pete Hegseth, ma on potrwać do sześciu miesięcy i ocenić przydatność oraz sens obecności kontyngentów armii USA w różnych częściach Europy. Może się więc okazać, że finałem tego przedsięwzięcia będzie znacząca redukcja liczebności amerykańskich żołnierzy na Starym Kontynencie. - Na krótką metę to brzmi dobrze. Mamy wiarygodne obietnice, że rzeczywiście zostanie cofnięta decyzja o zatrzymaniu rotacji żołnierzy, którzy mieli dotrzeć do Polski. Może wkrótce nawet pojawi się ich więcej. Ale co, jeśli będzie inaczej? Jeśli np. za cztery miesiące skończy się przegląd i Stany Zjednoczone zdecydują się wycofać 90 proc. swoich sił z Europy? „Sorry, kochani przyjaciele, jesteście modelowym sojusznikiem, ale musimy stąd wyjść”. To są ważne pytanie i bardzo poważne sprawy – przekonuje Pszczel.
W rozmowie pojawił się również wątek zapowiedzi Trumpa, który obiecał, że wyśle do Polski dodatkowych żołnierzy w liczbie pięciu tysięcy. Uzasadniał to swoją sympatią do prezydenta Karola Nawrockiego, przekonując, że „dzięki niemu wygrał on wybory w Polsce”. Były urzędnik NATO jest zdania, że wzajemna sympatia między głowa państw to w tym kontekście dobra karta przetargowa dla naszego kraju. - To, że amerykański prezydent lubi prezydenta Polski to akurat atut. Nie bez powodu np. prezydent Finlandii też jeździł do Ameryki i grywał z Trumpem w golfa. Ale fundamenty międzynarodowej polityki muszą być jednak mocniejsze. Przecież niedawno wielka przyjaciółką Trumpa była premierka Włoch Giorgia Meloni, a teraz między nimi iskrzy – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET