Szejna w Radiu ZET: Wizyta na Węgrzech to szkoda na wizerunku Polski i prezydenta
- Ta wizyta to krótko mówiąc szkoda dla wizerunku Polski i wizerunku samego prezydenta - ocenił wizytę prezydenta Karola Nawrockiego na Węgrzech i spotkanie z premierem Viktorem Orbanem Andrzej Szejna poseł Lewicy w programie “Trzy pytania na koniec dnia” u Beaty Lubeckiej w Radiu ZET.
Szejna komentuje wizytę prezydenta na Węgrzech
- To pytanie, na które prezydent tak nerwowo zareagował, mogła zadać zupełnie inna osoba, powiedźmy kilkuletnia dziewczyna - wskazał Szejna. - Najpierw prezydent wygłasza skądinąd prawdziwe stwierdzenie, że Putin jest mordercą, Rosja jest imperialistyczna - tłumaczył. - Po czym jedzie do Budapesztu na spotkanie z Viktorem Orbanem, który ściskał zakrwawioną rękę Putina, do kraju, którego rząd szpieguje na rzecz Federacji Rosyjskiej - dodał Szejna.
- Węgry blokują wypłatę dla Ukrainy, blokują w tym wypłatę także środków dla Polski - przypomniał. Podsumował, że “takie pytanie mogłaby zadać 15-letnia dziewczyna”. - Panie prezydencie, skoro pan mówi, że Rosja to imperialistyczny kraj i Putin ma krew na rękach. Po co pan jedzie do Budapesztu, czy pan na pewno tak myśli, skoro jedzie pan do takiego kraju - mówił Szejna. Ocenił, że "ta wizyta na pewno w jakiś sposób przyda się Orbanowi".
Zdaniem Andrzeja Szejny ta wizyta jest symboliczna. - W tym samym czasie jest zlot partii prawicowych. Le Pen, Salvini, czy nawet Bosak - mówił. Poseł Lewicy ocenił, że te osoby i kierowane przez nich partie, w jakiś sposób są mniej lub bardziej jawnie powiązani z Rosją.
"Wizyta Nawrockiego legitymizuje antyukraińskie, prorosyjskie działania Węgier"
- Sygnał jest taki, który przekazuje dzisiaj rząd Viktora Orbana. Całe działanie rządu, a więc antyukraińskie, a więc prorosyjskie, a więc krótko mówiąc czasami antypolskie. W sensie np. blokady środków unijnych dla Polski. Jak widać nie ma żadnego złego wpływu na polsko-węgierskie stosunki. Skoro prezydent Polski lekceważy tego typu działania. Więc można powiedzieć swoją wizytą sankcjonuje działanie rządu węgierskiego na szkodę Unii Europejskiej, na szkodę Ukrainy i na szkodę Polski - oceniał Szejna.
Przypomniał też, że “dowiedzieliśmy się, że minister spraw zagranicznych Węgier szpieguje na rzecz Federacji Rosyjskiej swoich kolegów ministrów z innych rządów Unii Europejskiej”. - To jeszcze gorzej, to znaczy ja mam nadzieję, że pan prezydent podczas swojej wizyty ważył swoje słowa i bardzo był czujny z kim się spotyka, o co go się pytają jego rozmówcy i co na to odpowiada. Ponieważ 10 sekund później wszystkie jego wypowiedzi mogły i mogą trafiać na biurko Siergierja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych Rosji - przypomniał.
Zdaniem Szejny Nawrocki w Budapeszcie “to sukces dyplomatyczny Węgier. Sukces wizerunkowy i dyplomatyczny w tym sensie, że mamy tutaj sprzeczność przekazu”. - Prezydent podczas wizyty w Polsce mówi o Putinie jako mordercy. Następnie spotyka się z jego największym sojusznikiem w Unii Europejskiej Wiktorem Orbanem, który blokuje wsparcie dla Ukrainy. A więc sygnał jest taki, który przekazuje dzisiaj rząd Wiktora Orbana. Całe działanie rządu, a więc antyukraińskie, a więc prorosyjskie, a więc krótko mówiąc czasami antypolskie. W sensie np. blokady środków unijnych dla Polski. Jak widać nie ma żadnego złego wpływu na polsko-węgierskie stosunki. Skoro prezydent Polski lekceważy tego typu nasze działania - zauważał Szejna.
Szejna ocenił, “można powiedzieć swoją wizytą sankcjonuje działanie rządu węgierskiego na szkodę Unii Europejskiej, na szkodę Ukrainy i na szkodę Polski”. Wraz z prezydentem nie ma na Węgrzech przedstawiciela MSZ. - To jest oczywiście argumentacja bardzo silna, bo trudno, żeby polski MSZ, polski rząd miał wysyłać przedstawiciela w sytuacji tak napiętej - tłumaczył Szejna.
- Po pierwsze ataków ciągłych ministra spraw zagranicznych u Węgier na ministra spraw zagranicznych Polski na Radosława Sikorskiego. Bo to jest ciągła taka dyskusja, której minister Sikorski jest zaczepiany przez swojego odpowiednika na Węgrzech. A druga sprawa, że mamy do czynienia naprawdę z zaognioną niebezpieczną sytuacją i międzynarodową - dodał.
Chodzi o publikację “The Washington Post”, która “powinna włączyć i włączyła polskiemu rządowi lampkę ostrzegawczą, a jakoś prezydentowi nie”. - Jeżeli pan prezydent przed wizytą na Węgrzech powiedział, że lecę tam nie tylko, aby wspierać polsko-węgierskie relacje, które na poziomie obywatelskim są bardzo dobre, ale na przykład chcę przekonać Wiktora Orbana, żeby odblokował pieniądze dla Polski. Chcę przekonać Wiktora Orbana, aby nie blokował pieniędzy dla Ukrainy. Chcę przekonać Wiktora Orbana, żeby nie podawał ręki Putinowi, nie jeździł do niego z raportami z tego, co się dzieje na forum Unii Europejskiej, tylko uznał, że jest lojalnym członkiem Unii Europejskiej. Jadę wreszcie do Wiktora Orbana, aby przekonać go, aby był lojalnym sojusznikiem Polski - mówił.
Potem “wrócił do Polski i powiedział Polkom i Polakom, właśnie zdaję wam sprawozdanie z mojej wizyty, na której poruszyłem takie tematy i odniosłem sukces, to ja bym uznał, że mam do czynienia z poważnym wizytą głowy państwa”.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET