„To science fiction”, „Tego Marka Jurka?”. Koalicja drwi, PiS mobilizuje na 11 listopada

5 min. czytania
04.11.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

Politycy koalicji żartują z wniosku o skrócenie kadencji Sejmu, wysuniętego przez Konfederację. Z kolei propozycję Rozwoju Plus, by na czele rządu technicznego stanął Marek Jurek, nazywają „science fiction”. Tymczasem, jak ustaliło RadioZET.pl, PiS mobilizuje swoich sympatyków do udziału w Marszu Niepodległości 11 listopada.

Politycy koalicji żartują z wniosku o skrócenie kadencji Sejmu, wysuniętego przez Konfederację. Z kolei propozycję Rozwoju Plus, by na czele rządu technicznego stanął Marek Jurek, nazywają „science fiction”.
fot. Jacek Szydlowski / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zarzuty Konfederacja stawia rządowi Donalda Tuska.
  • Dlaczego Michał Gramatyka uważa pomysł Konfederacji za niepoważny.
  • Co proponuje Rozwój Plus jako alternatywę dla obecnego rządu.
  • Które ugrupowania narodowe planują mobilizację na Marsz Niepodległości.

Konfederacja domaga się skrócenia kadencji Sejmu i przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Powodem jest kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. Pomysł wywołuje jednak na Wiejskiej przede wszystkim śmiech i komentarze o braku powagi. Szans na zdobycie większości nie ma, ale głosowanie może stać się okazją do policzenia sejmowych szabel i kolejnego uderzenia w rząd Donalda Tuska. Za propozycją Konfederacji prawdopodobnie opowiedzą się również PiS, Rozwój Plus i pozostałe ugrupowania prawicowej opozycji. To jednak wciąż za mało.

– Uważamy, że doszło do sytuacji wyjścia władzy wykonawczej poza ramy konstytucyjne. Rząd nadużywa policji, nadużywa innych służb mundurowych. Rząd próbuje rozszerzyć swoją władzę poza konstytucyjne uprawnienia i trzeba to powstrzymać – przekonywał kilka dni temu Krzysztof Bosak. – W związku z tym również dziś przedstawimy prezydentowi propozycję skrócenia kadencji Sejmu. Taką uchwałę przedstawimy w Sejmie – zapowiadał.

Redakcja poleca

Skrócenie kadencji Sejmu? „Nie ma powodów”

– Chłopaki już przebierają nogami – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji z Polski 2050. – Nie ma powodów do skracania kadencji Sejmu. Dlaczego mielibyśmy to zrobić? W Trybunale Konstytucyjnym nie dzieje się nic innego niż to, co dzieje się od 2016 roku. To jest to samo. Stwierdzam to z ubolewaniem – ocenia.

– Po to są kadencje czteroletnie, żeby mijały. Rozumiem, że Konfederacja ma dzisiaj dobre sondaże, ale jeszcze trochę muszą poczekać. Nie sądzę, aby teraz taki wniosek mógł mieć szanse – dodaje polityk.

Równie sceptyczny jest Artur Łącki z Koalicji Obywatelskiej. Jego zdaniem wniosek Konfederacji „nie ma żadnych szans”.

– Musimy doprowadzić do końca porządki w Trybunale Konstytucyjnym. Przyspieszone wybory tylko opóźniłyby cały ten proces i nie wiadomo, jak by się skończył. A w takim wypadku nie ma na to szans. Szczególnie że proponuje to Konfederacja – dla mnie partia totalnie niewiarygodna z każdą swoją wypowiedzią i pomysłem – wylicza.

Konfederacja chce przyspieszonych wyborów

Łącki podkreśla jednak, że scenariusz wcześniejszych wyborów byłby możliwy w określonych okolicznościach. Wskazuje, że ewentualny przedłużający się paraliż instytucji państwa mógłby w przyszłości skłonić koalicję rządzącą do rozważenia takiego rozwiązania.

– Gdyby nie udało się zrobić porządków w Trybunale Konstytucyjnym i nadal panował tam pat, to wcześniejsze wybory mogłyby mieć sens. Pamiętajmy, że w styczniu wygasają kolejne kadencje sędziów TK. Do tego mamy problem z polityką zagraniczną, czyli pat dotyczący mianowania ambasadorów. Czyli generalnie klincz pana prezydenta i jego ludzi, którzy chcą doprowadzić do upadku rządu Donalda Tuska. Gdyby te sytuacje jeszcze bardziej się zaogniły, to pewnie trzeba byłoby pomyśleć o wcześniejszych wyborach – przekonuje Łącki.

W Lewicy propozycję Konfederacji traktują jako kolejną polityczną demonstrację. – Typowa polityczna zagrywka. Opozycja zawsze składa takie wnioski. Nie jest to żadne zdziwienie. Taki wniosek nie ma szans – ocenia poseł Dariusz Wieczorek.

Jak zapewnia, „wcześniejsze wybory w ogóle nie są w koalicji rozważane”. – Takie coś byłoby możliwe, gdyby źle się działo w koalicji. Gdyby np. nie udało się przyjąć budżetu. To by oznaczało, że któraś z partii wycofała się z koalicji i głosuje z PiS i Konfederacją. A nic na to nie wskazuje. Jestem po wielu rozmowach. Koalicji nic nie grozi – uspokaja polityk Lewicy.

Marek Jurek kandydatem na „premiera technicznego”

Konfederacja nie jest jedynym ugrupowaniem, które na rok przed wyborami parlamentarnymi chciałoby doprowadzić do skrócenia kadencji Sejmu. Jeszcze dalej idzie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Ugrupowanie proponuje, aby do jesieni 2027 roku władzę w Polsce sprawował „rząd techniczny”.

Klub Morawieckiego zapowiedział złożenie wniosku o konstruktywne wotum nieufności wobec gabinetu Donalda Tuska. Na czele nowego rządu, wyłonionego przez sejmową większość, miałby stanąć Marek Jurek – ultrakonserwatywny polityk, dawniej związany z PiS, były poseł, europoseł i marszałek Sejmu.

Na Wiejskiej ta propozycja wywołuje jeszcze większe niedowierzanie niż pomysł Konfederacji. – Niesamowite. Marka Jurka? Tego Marka Jurka? No to chyba sami dali sobie odpowiedź – komentuje Artur Łącki.

Sam Marek Jurek, nieobecny w czynnej polityce od 2019 roku, deklaruje gotowość do objęcia stanowiska premiera technicznego. „Początek drogi tylko jeden – zmiana premiera, konstruktywne wotum nieufności. Rzadko kiedy to określenie miało tak pełny sens jak dzisiaj, bo wotum nieufności jest dziś naprawdę jedynym konstruktywnym wyjściem z sytuacji. I otwarciem drogi do rozwiązania wszystkich pozostałych problemów” – napisał w serwisie X.

Zaapelował również o współpracę do Polskiego Stronnictwa Ludowego. „Nie namawiam PSL do »zmiany frontu«. Namawiam do udziału w przełamaniu niszczącej Polskę polaryzacji politycznej, której ostatnią (niestety, tylko do tej pory) odsłoną są skrajne działania premiera Tuska” – przekonywał.

„Jak znajdą większość, to krzyż na drogę”

– To science fiction – żartuje z pomysłu „rządu technicznego” Dariusz Wieczorek. Michał Gramatyka ironizuje z kolei, że „pomysł jest wspaniały”. – Jeżeli tylko znajdą większość dla takiego rządu technicznego, to – jak mawia premier – krzyż na drogę – ocenia.

Propozycja Morawieckiego to powrót do pomysłu, który PiS próbowało zrealizować już w 2013 roku. Wówczas partia Jarosława Kaczyńskiego chciała doprowadzić do odwołania drugiego rządu Donalda Tuska (2011-2014), składając w Sejmie wniosek o konstruktywne wotum nieufności. Kandydatem na premiera „rządu technicznego” został socjolog Piotr Gliński, wówczas szerzej nieznany opinii publicznej i formalnie niezwiązany z PiS. Partia Kaczyńskiego nie miała jednak większości potrzebnej do odwołania Tuska, a pozostałe ugrupowania opozycyjne nie zamierzały poprzeć jej kandydata.

Do historii przeszło jednak nie samo głosowanie, lecz wydarzenia z 7 marca 2013 roku. Ówczesna marszałek Sejmu Ewa Kopacz odmówiła Glińskiemu możliwości wygłoszenia przemówienia z mównicy, argumentując, że regulamin nie przewiduje takiego wystąpienia osoby niebędącej posłem.

PiS uznało to za próbę uciszenia swojego kandydata. Jarosław Kaczyński znalazł więc niekonwencjonalne rozwiązanie: wszedł na mównicę, wyjął tablet i odtworzył kilkunastominutowe nagranie przemówienia Glińskiego. Scena wywołała salwy śmiechu wśród posłów, a określenie „premier z tabletu” na trwałe przylgnęło do polityka.

Zbliżenie na prawicy

Postulaty skrócenia kadencji Sejmu i powołania nowego gabinetu z Markiem Jurkiem na czele zbiegają się z wyraźnym zbliżeniem ugrupowań prawicowych. Sprzyja temu kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. 30 października przed siedzibą TK pojawili się przedstawiciele niemal całej prawicy: PiS, Konfederacji, Korony Grzegorza Brauna i Rozwoju Plus. Ze sceny przemawiał nawet Janusz Korwin-Mikke, który przy wyraźnej aprobacie zgromadzonych wzywał prezydenta do użycia wojska w celu przywrócenia porządku konstytucyjnego.

Choć liderzy poszczególnych ugrupowań różnie rozkładali akcenty, w najważniejszych kwestiach mówili jednym głosem. Wspólnie protestowali przeciwko zmianom w Trybunale Konstytucyjnym i działaniom rządu Donalda Tuska.

Z entuzjazmem przyjęli również zachowanie prezydenta Karola Nawrockiego, który w nocy z piątku na sobotę siłą wtargnął do budynku Trybunału wraz ze swoimi współpracownikami. Europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik pisała nawet, że jest „dumna z prezydenta, który w momencie zamachu na Trybunał Konstytucyjny potrafi wziąć sprawy w swoje ręce”.

PiS mobilizuje na Marsz Niepodległości

Od tamtego czasu politycy Konfederacji regularnie pojawiają się przed Trybunałem Konstytucyjnym, w tzw. miasteczku protestacyjnym zorganizowanym przez środowisko „Gazety Polskiej” i Ruch Obrony Granicy Roberta Bąkiewicza. Na alei Szucha, obok flag NSZZ „Solidarność”, licznie powiewają sztandary Ruchu Narodowego.

Narodowcy liczą, że protesty przed Trybunałem staną się dodatkowym impulsem mobilizacyjnym przed zbliżającym się Marszem Niepodległości.

Z informacji RadioZET.pl wynika, że PiS mobilizuje swoich zwolenników do udziału w corocznym marszu organizowanym 11 listopada przez środowiska narodowe i nacjonalistyczne. Wydarzenie ma stać się skumulowanym pokazem sprzeciwu wobec rządu Donalda Tuska. Nieoficjalnie wiadomo, że swój udział w Marszu Niepodległości zapowiedział również prezydent Karol Nawrocki.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET