Wybory w KO. Europosłanka namawia do głosowania i rozdaje unijne gadżety. Część działaczy oburzona
Imienne ulotki wyborcze dostarczane pod domowy adres, a do nich dołączone gadżety z Parlamentu Europejskiego. Taką przesyłkę od europarlamentarzystki Marty Wcisło przed wyborami w Koalicji Obywatelskiej otrzymała część działaczy. Są oburzeni. Jak tłumaczy się Wcisło?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak europosłanka Marta Wcisło prowadzi swoją kampanię.
- Dlaczego działacze KO są oburzeni jej działaniami.
- Co oprócz ulotek zawierały materiały kampanijne Wcisło.
"Pani Marta Wcisło, europosłanka KO, roznosi takie wezwania do głosowania na nią w wewnętrznych wyborach KO, dorzucając do karteczki notatnik i długopis z logo Parlamentu Europejskiego. Jeśli dobrze kojarzę, to koniec końców wszystko z naszych podatków. Ciekawe jak Parlament zareagowałby na wiadomość, że jest angażowany w partyjne wybory w Polsce" - napisał do nas jeden z działaczy Koalicji Obywatelskiej.
Do wiadomości załącza zdjęcie (przedstawiamy je niżej). Widać na nim imiennie zaadresowaną ulotkę wyborczą z pięcioma punktami programu europosłanki Marty Wcisło, która w niedzielę (8 marca) będzie rywalizowała w wyborach na przewodniczącą regionu lubelskiego. Jej konkurentem jest poseł Michał Krawczyk. Ulotka to jednak nie wszystko. Do niej dołączony jest notatnik o długopis. Część działaczy KO jest oburzona taką formą agitacji.
Gorąca kampania na Lubelszczyźnie. Działacze oburzeni
Niedzielne wybory w Kolacji Obywatelskiej nie budzą większych emocji. Przewodniczącym partii nadal będzie premier Donald Tusk. Tylko on ubiega się o stanowisko. Wybory odbędą się także w regionach. Chodzi o 16 przewodniczących KO w województwach. W 11 regionach zgłosiło się po jednym kandydacie, więc wybór będzie formalnością. Jednak w pięciu województwach dojdzie do ciekawych starć, m.in. posłów i ministrów.
Gorąco jest podczas kampanii na Lubelszczyźnie. Część działaczy skarży się na sposób prowadzenia kampanii przez europosłankę Martę Wcisło. Nie podoba im się, że dostali ulotki ze swoimi danymi osobowymi. Tłumaczą, że nie wyrażali na to zgody. Niektórzy twierdzą, że naruszenie zgłoszą do centrali partii.
Jak zauważa jeden z naszych rozmówców, nie podoba im się wręczanie gadżetów z unijnym logo. Zgłosił się do nas anonimowi, bo jak twierdzi, "próby zwrócenia uwagi na jakieś nieprawidłowości kończą się zastraszaniem". Kolejna osoba dodaje: - Ludzie związani z Martą Wcisło jeździli po Lublinie i dawali ludziom takie ulotki z tymi gadżetami. Wiem o co najmniej kilku takich przypadkach. Działacze byli zniesmaczeni takim działaniem.
Ulotka wyborcza Marty Wcisło i gadżety z logo EPL
Europosłanka KO: „To kolejny paszkwil”
Co na to sama zainteresowana? - To kolejny paszkwil skierowany w moją stronę. Miałam już telefony z centrali, co się u nas dzieje. Jak widać, tak wygląda "kultura dialogu", o której tyle się mówi w kampanii - denerwuje się Marta Wcisło. Słowa europosłanki to przytyk do jej konkurenta w wyborach posła Michała Krawczyka. To właśnie on często podkreśla, że jest człowiekiem dialogu, szukania kompromisów i próbuje koncyliacyjnie rozwiązywać spory.
Wcisło przyznaje jednak, że jej wolontariusze kilka dni temu rozdawali ulotki. Część z nich postanowiła pojechać do domów działaczy KO i wręczyć je osobiście. - Zrobili to bez mojej wiedzy. W biurze leżały też gadżety, więc je wzięli. Nie ma jednak absolutnie mowy o tym, że są to gadżety Parlamentu Europejskiego i że ta instytucja jest mieszana w wewnętrzne wybory. Nigdy tego nie robiłam i nie robię. Zarówno na notatnikach, jak i długopisach jest logo Europejskiej Grupy Ludowej, do której należy Koalicja Obywatelska, także ja. To tak jakby czynić zarzut z tego, że rozdaję partyjne serduszka. Absurd - dodaje europosłanka.
Europosłanka bagatelizuje sprawę. Co na to jej konkurent?
Marta Wcisło przekonuje, że ulotki sfinansowała z własnej kieszeni. Co do notatników i długopisów pewności nie ma. Jak tłumaczy część zamawia, płacąc z własnej kieszeni, część funduje EPL. - Z mojej wiedzy wynika, że ulotki i gadżety rozdawano jednego wieczoru. Trafiły do zaledwie kilku osób. Wolontariusze znali ich adresy, bo przecież znamy się z działaczami, spotykamy się, wiemy, gdzie mieszkają. Nie ma mowy o tym, żebym wykorzystywała w jakikolwiek sposób jakieś rejestry z danymi osobowymi – przekonuje Wcisło.
I podsumowuje: - Gdy dowiedziałam się o akcji, upomniałam wolontariuszy i znajomych, żeby tak więcej nie robili. Nie będę jednak wobec nikogo wyciągać konsekwencji. Traktuję to jako wpadkę, incydent. Poseł Michał Krawczyk pytany o sprawę nie chce rozmawiać. - Nie będę tego komentował – ucina.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET