14-latka potrącona na oczach widzów. Nowe fakty. „Czy my cię uderzyliśmy?”
W sobotnie popołudnie doszło do potrącenia autem jadącej na hulajnodze 14-latki w Kościerzynie. Wypadek został zarejestrowany przez kamerę TVP Info. Reporter stacji Miłosz Sieliwończyk opowiedział dziennikowi „Fakt” to, co wydarzyło się później.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do wypadku z udziałem 14-latki na hulajnodze w Kościerzynie.
- Co relacjonował reporter będący świadkiem potrącenia.
- Jakie informacje o kierowcy ujawniła policja.
Samochód potrącił 14-latkę w Kościerzynie
W sobotę 26 września w Kościerzynie doszło do potrącenia 14-latki na hulajnodze. Zdarzenie zarejestrowała kamera TVP Info. Reporter stacji Miłosz Sieliwończyk prowadził relację dotyczącą wypadku, w którym 3-latek zginął po przygnieceniu przez samochód. Za plecami dziennikarza rozegrała się dramatyczna sytuacja. Podczas skrętu w boczną ulicę samochód wjechał w nastolatkę. Dziewczynka uderzyła w przednią szybę i przetoczyła się po dachu, po czym upadła na jezdnię.
- Usłyszałem huk za plecami i krzyk operatora: „O Jezu!”. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem odjeżdżający samochód z wybitą przednią szybą i leżące dziecko - relacjonował reporter publicznego nadawcy. Sieliwończyk w rozmowie z dziennikiem „Fakt” przyznał, że w pierwszym momencie sytuacja wyglądała na bardzo poważną. - Dziewczynka była w szoku. Trudno jej było ustać na nogach na początku. W pierwszych chwilach wydawało się, że obrażenia mogą być poważniejsze, bo zadrapania wiązały się ze sporą ilością krwi. Na szczęście okazało się, że jej zdrowie nie jest zagrożone - opowiedział dziennikarzom reporter.
Relacja reportera z miejsca wypadku
Po około pięciu minutach od zdarzenia sprawca wrócił na miejsce wypadku. Z samochodu wysiadło dwóch mężczyzn, którzy według relacji dziennikarza byli zszokowani. - Mimo że wysiedli z poważnie uszkodzonego pojazdu pytali: „czy my cię uderzyliśmy?”, jakby nie chcąc wierzyć, że do czegoś doszło - opowiedział Miłosz Sieliwończyk. - Wcześniej pojawiła policja i karetka pogotowia. Mężczyzna, który podał się za kierowcę, starał się tłumaczyć tym, że nie widział dziecka. Zdaje się, że pytany, dlaczego odjechali, milczał, ale to już nie ja zadawałem mu te pytania. W tym czasie starałem się zająć 14-latką - dodał reporter.
Jak relacjonował Sieliwończyk, kierowca lub jego kolega zadzwonił do innej osoby, która przyjechała na miejsce wypadku innym samochodem po jakimś czasie. Według ustaleń Komendy Powiatowej Policji w Kościerzynie kierowcą był 21-letni mężczyzna. Był trzeźwy, ale nie posiadał prawa jazdy. Nie został zatrzymany. Nastolatka nie odniosła poważnych obrażeń. Ujawniono u niej jedynie drobne zadrapania. Nie wymagała też hospitalizacji. Przekazano ją pod opiekę mamy. Reporter opowiedział też, że sam obawiał się o swoje bezpieczeństwo.
- Nie miałem myśli, że auto mogło uderzyć także w nas. Coś takiego powiedział natomiast jeden z ekspertów komentujących to zdarzenie, mówiąc, że mieliśmy sporo szczęścia. Może coś w tym jest - opowiedział dziennikarz. Dodał też, że najważniejszą informacją jest to, że dziewczynce nic poważnego się nie stało, a sprawcę zna policja.
Źródło: Radio ZET/fakt.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET