`

37 martwych zwierząt w siedzibie fundacji. Jest decyzja sądu ws. Joanny W. z Torunia

3 min. czytania
05.11.2025 16:21
Obserwuj nas na Google

Sąd Rejonowy w Toruniu zdecydował w sprawie Joanny W., szefowej Toruńskiej Kociej Straży. W marcu 2024 roku w siedzibie fundacji odnaleziono 37 martwych zwierząt. O postanowieniu sądu poinformowało Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt.

Siedziba fundacji Toruńska Kocia Straż w marcu 2024 roku
fot. TTOPZ / facebook.com/StowarzyszenieTTOPZ

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Sąd Rejonowy w Toruniu umorzył postępowanie w sprawie Joanny W., szefowej fundacji Toruńska Kocia Straż, ze względu na jej niepoczytalność; zastosowano środki zabezpieczające, w tym obowiązkową terapię.
  • W marcu 2024 roku w siedzibie fundacji odkryto 37 martwych zwierząt po interwencji Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt.
  • Joanna W. nie przyznała się do winy; prokuratura złożyła wniosek o umorzenie z uwagi na stwierdzenie przez biegłych zniesionej zdolności jej rozpoznania czynu.

Sąd w Toruniu zdecydował w sprawie Joanny W.

Sąd Rejonowy w Toruniu przychylił się do wniosku prokuratury o umorzenie postępowania w sprawie Joanny W., szefowej fundacji Toruńska Kocia Straż. "Sąd uznał, że do znęcania nad zwierzętami bezsprzecznie doszło, ale wobec niepoczytalności podejrzanej, nie można skazać jej za przestępstwo, a należy umorzyć postępowanie i zastosować środki zabezpieczające" - poinformowało w środę Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt.

Joanna W. będzie musiała poddać się obowiązkowej terapii; ma także zakaz zajmowania stanowisk w zarządach fundacji czy stowarzyszeń zajmujących się hodowlą lub opieką nad zwierzętami, a także prowadzenia działalności gospodarczej z tym związanej. "W tej sytuacji nie mieliśmy możliwości działania jako oskarżyciel posiłkowy, ale braliśmy udział w posiedzeniach, siedząc na publiczności jako pokrzywdzony. Postępowanie to z mocy ustawy jest niejawne, stąd nie mogliśmy informować o przebiegu postępowania" - wyjaśniło TTOPZ.

Redakcja poleca

Makabryczne odkrycie w siedzibie fundacji Toruńska Kocia Straż

W marcu 2024 roku w siedzibie fundacji Toruńska Kocia Straż przy ul. Gagarina w Toruniu dokonano makabrycznego odkrycia. TTOPZ interweniowało w budynku po sygnałach od okolicznych mieszkańców. Początkowo Joanna W. zabarykadowała się wewnątrz i nie chciała wpuścić pracowników TTOPZ. Dopiero po decyzji ówczesnego prezydenta Michała Zaleskiego zareagowała policja. Drzwi do budynku i tak musieli wyważać strażacy.

W środku znaleziono łącznie 37 martwych zwierząt, w tym 36 kotów i jednego psa. - Bałagan tam jest nie do opisania. Klatki ze zwierzętami stały wszędzie. Wokół były sterty śmieci. Udało nam się zabrać do schroniska 13 kotów i 9 psów - opisywał wtedy Piotr Korpal, prezes TTOPZ.

Kilka dni później do sprawy publicznie odniosła się sama szefowa fundacji, która w mediach społecznościowych napisała, że zwierząt "nikt przecież nie zabił celowo". Joanna W. tłumaczyła, że wszystkie zwierzęta chciała pochować na cmentarzu, jednak było to kosztowne. "Każdego trzeba chować osobno. A utylizacja zwłok, jak śmiecia, mnie nie interesuje. Dlatego »zbierałam« te zwłoki i chciałam pochować na cmentarzu, który stworzymy na własnej, zakupionej pod azyl ziemi" - wyjaśniała.

Ustalenia prokuratury

Prokuratura złożyła do sądu wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środków zapobiegawczych. Kluczowa okazała się opinia biegłych, którzy stwierdzili, że Joanna W. "w chwili czynu miała zniesioną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem". 

"Joanna W. przesłuchana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i złożyła obszerne wyjaśnienia, w których podała, że pozostaje w sporze z przedstawicielem Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt. Zaprzeczyła, jakoby utrzymywała odebrane jej zwierzęta w niewłaściwych warunkach" - przekazywał wtedy prok. Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Źródło: Radio ZET / TTOPZ

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET