`

Boją się wrócić z Polski na Białoruś. "Tam na każdym podwórku są milicjanci"

2 min. czytania
26.05.2021 16:53
Obserwuj nas na Google

Po wydarzeniach z Ramanem Pratasiewiczem na razie nie wrócę do domu, nie ma szans - mówi Radiu ZET mieszkająca w Polsce Alena Dzianishchyts z Białorusi. - Tam wszędzie, na każdym podwórku, są milicjanci - dodaje. 

Krzyk dla Białorusi w Sopocie
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

Białorusini mieszkający w Polsce coraz częściej boją się wracać do żyjącej w ich ojczyźnie rodziny. Porwanie samolotu z  Ramanem Pratasiewiczem tylko pogłębiło ten strach. Jak mówi Radiu ZET mieszkająca na co dzień w Gdańsku Alena Dzianishchyts, w Mińsku i innych miastach jest już atmosfera terroru.

- Gdybym tam była, nie wyszłabym na ulicę. Tam wszędzie są milicjanci. Nawet moi znajomi z Gdańska, Białorusini, którzy pojechali odwiedzić rodziny, mówią: tam wszędzie, na każdym podwórku nawet, są milicjanci – opowiada Alena. - Po wydarzeniach z Ramanem, to ja na razie nie wrócę do domu, nie ma szans – dodaje.

Alena, która jest obecnie studentką Uniwersytetu Gdańskiego, miała okazję poznać Pratasiewicza i – jak mówi – młody opozycjonista nie zasługuje na taki los. - On jest bardzo inteligentny, zawsze uśmiechnięty, bardzo porządny człowiek – opisuje dziennikarza Alena, dodając, że w swojej pracy zawodowej Pratasiewicz zawsze jest obiektywny. – Zawsze trzyma się faktów, za to go mocno szanuję – mówi Białorusinka.

Redakcja poleca

Alena ma nadzieję, że na sytuację na Białorusi wpłyną jej rodacy mieszkający za granicą, a także ostrzejsze sankcje z zachodu. – Jedyna moja nadzieja to mocniejsze sankcje gospodarcze, tak żeby Łukaszence odebrać wszystko, żeby odebrać mu wszystkie zabawki – przyznaje. – Wszyscy rozumiemy, że pierwsi sankcje odczują Białorusini żyjący tam na miejscu, natomiast ja widzę w tym naszą jedyną nadzieję. Białorusini tyle już przetrwali, w sumie nigdy nie żyli dobrze, więc przetrwają to. My też pomożemy swoim – zapewnia.

Krzyk dla Białorusi

We wtorek w Trójmieście odbyła się akcja „Krzyk dla Białorusi”. Kilkadziesiąt osób zebrało się na Placu Przyjaciół Sopotu, by wykrzyczeć swój sprzeciw wobec zatrzymania Pratasiewicza, a także, by zwrócić uwagę na sytuację Białorusinów prześladowanych przez reżim  Alaksandra Łukaszenki. Na miejscu był m.in. prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Redakcja poleca

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET