Chcesz czytać częściej takie artykułu? Dołącz do grupy dla rodziców na Facebooku
Do zdarzenia doszło w sobotę, 23 marca na placu zabaw w małej miejscowości Biery pod Bielskiem-Białą – informuje TVN24. Dwulatek zjechał ze zjeżdżalni i zaczął uskarżać się na ból ud i pośladków. Rodzice zawieźli chłopca do szpitala pediatrycznego w Bielsku-Białej.
Lekarze zdiagnozowali u dwulatka poparzenia pierwszego i drugiego stopnia. Chłopiec jest już w domu, ale co dwa dni ma zmieniane opatrunki.
– Gdyby to był bezpośrednio naskórek, a dziecko nie miałoby grubego ubrania, to wymagałoby hospitalizacji i długotrwałego leczenia, z możliwością przeszczepów skórnych włącznie. Poparzenia chemiczne są niebezpieczne – powiedział Ryszard Odrzywołek, dyrektor Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej.
Dwulatek wyszedł sam z domu. Dziecko nie żyjeZ dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że na zjeżdżalni znajdowała się substancja żrąca pochodzenia kwasowego. Policja poszukuje sprawców oraz świadków rozlania substancji.
ZOBACZ KONIECZNIE: Basen z kulkami to morze bakterii. Popularna rozrywka pod lupą
RadioZET.pl/TVN24/DG
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET