Ferie w jednym terminie i powrót do szkół. Ekspert ostrzega przed katastrofą
Ferie zimowe powinny być rozciągnięte w czasie - uważa były główny inspektor sanitarny Andrzej Trybusz. Jego zdaniem powrót wszystkich uczniów do szkół po feriach może doprowadzić do katastrofy.
Ferie zimowe w obecnym roku szkolnym nie odbędą w czterech terminach między połową stycznia a końcem lutego, lecz w jednym terminie dla wszystkich uczniów zaraz po przerwie świątecznej, czyli od 4 do 17 stycznia. Były główny inspektor sanitarny Andrzej Trybusz w rozmowie z PAP ocenił, że rząd pospieszył się z decyzją o wprowadzeniu ferii dla wszystkich województw w jednym terminie.
– Mimo wszystko powinniśmy poczekać, jak odbiją się na sytuacji epidemiologicznej święta i wówczas podejmować decyzje – podkreślił. Dodał, że pomimo obostrzeń wiele osób wyjedzie na ferie w ramach "wyjazdów służbowych". – Widzieliśmy już grupki młodzieży ciągnące ''walizki służbowe do hoteli – powiedział.
Ferie zimowe. MEN zgadza się na półkolonie, ale nie dla wszystkich dzieci– Jeśli by się okazało, że sytuacja epidemiologiczna poprawia się w istotny sposób, to dlaczego nie rozłożyć ferii wzorem lat poprzednich w różnym czasie dla różnych województw i dać turystyce jakoś odżyć – wskazał, dodając, że w hotelach jest możliwe wprowadzenie reguł bezpieczeństwa sanitarnego. Trybusz zaznaczył, że w Polsce "nie mamy rozeznania, gdzie poza środowiskami domowymi powstają zakażenia, bo u nas takich analiz się nie prowadzi".
Powrót do szkół po feriach? Ekspert ostrzega przed ''katastrofą''
Były szef GIS podkreślił, że ewentualny powrót do szkół po feriach zimowych powinien być uzależniony od konkretnych warunków i możliwości wprowadzania zasad sanitarnych w poszczególnych placówkach. Ostrzegł przed przywróceniem normalnych zajęć we wszystkich szkołach tak jak we wrześniu. – Jeśli pójdziemy tą samą drogą, to jest kolejna droga do katastrofy – podkreślił.
– Teraz gdy szkoły są zamknięte to jest czas, by zrobić taki audyt sanitarny, by naprawdę zastanowić się, gdzie można wpuścić dzieci do szkół, a gdzie nie. Jak jest 1,2 tys. uczniów w jednej placówce, to nie ma mowy o bezpiecznych warunkach sanitarnych – ocenił. Jako przykład podał rozwiązania nauczania hybrydowego wprowadzone w Szwajcarii.
Chcesz czytać częściej takie artykułu? Dołącz do grupy dla rodziców na Facebooku
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET