Zabójstwo 4,5-letniego Leona. Szokujące doniesienia o Karolinie W. i Damianie G.
Wyprowadzka Karoliny W. i jej partnera Damiana G. od 63-letniej babci rozpoczęła ciąg dramatycznych zdarzeń, który przyczynił się do śmierci 4,5-letniego Leona w Górkach koło Garwolina. Znajomi mamy chłopca opowiedzieli "Super Expressowi", że para zaniedbywała Leosia, np. poprzez niechodzenie do lekarzy, czy niereagowanie na sytuacje kryzysowe.
W Górkach koło Garwolina 26 października znaleziono zakopane ciało 4,5-letniego Leona. 19-letnia matka i jej partner, który przyznał się do zakopania zwłok, usłyszeli w prokuraturze zarzut zabójstwa dziecka.
"Super Express" rozmawiał po makabrycznym odkryciu ze znajomymi pary. Dziennik dowiedział się, że mały Leoś od pewnego czasu miał być zaniedbywany, a jego śmierć mogła być tego konsekwencją.
Zabójstwo 4,5-letniego Leona w Górkach koło Garwolina. Szokujące doniesienia
- Gdy u chłopca pojawiły się problemy z mówieniem, zapisała dziecko do logopedy i na inne zajęcia. Leonek chodził wtedy także do przedszkola – powiedziały "SE" osoby, które znały Karolinę W. Tabloid wspomniał, że problemy rozpoczęły się, gdy para nastolatków z dzieckiem wyprowadziła się od babci Karoliny W. - Przeszkadzało (parze, przyp.), że 63-latka "wtrąca się" w ich życie i postanowili zerwać z nią kontakt - powiedzieli gazecie znajomi dziewczyny.
Po wyprowadzce od 63-latki para często zmieniała miejsce zamieszkania. W obawie o los małego Leosia prababcia postanowiła zgłosić sprawę na policję. 4,5-latek od tego czasu miał nie chodzić do przedszkola, a nawet przestał mówić. Co ciekawe w mediach społecznościowych para prowadziła zupełnie inny przekaz, chwaląc się wzajemnie życiem rodzinnym. Jednak od roku nastoletnia matka Leona nie wykazywała nowej aktywności.
Karolina W. i Damian G. zaniedbywali 4,5-letniego Leona
W ocenie bliskich Karolina W. i Damian G. mieli przez problemy z prawem "unikać wizyt w publicznych instytucjach". "Osoby z otoczenia pary twierdzą, że właśnie to mogło doprowadzić do tragedii. Z ich informacji wynika, że 4,5-letni Leoś miał wpaść do brodzika pełnego gorącej wody. To spowodowało liczne poparzenia na ciele chłopca" - przybliża historię "SE". Nawet wtedy rodzice nie zadzwonili po służby medyczne.
Przeprowadzona w czwartek sekcja zwłok 4,5-letniego chłopca nie wyjaśniła dostatecznie sprawy jego śmierci. Jak przekazała prokuratura z Siedlec, potrzebne będzie wykonanie badań histopatologicznych.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET