`

Powódź na Śląsku. Zapora w Wilkowicach słabnie, trwa ewakuacja

2 min. czytania
23.05.2019 19:58
Obserwuj nas na Google

Zapora na potoku Wilkówka w Wilkowicach może pęknąć. Tak uważa wójt Janusz Zemanek. W obawie przed katastrofą zarządził ewakuację ok. 80 mieszkańców z 30 domów położonych poniżej zapory. Część z nich postanowiła przeczekać zagrożenie u rodzin. Są jednak i tacy, którzy pozostali.

Powódź 2019 w m. Wilkowice. Zapora na potoku Wilkówka słabnie, trwa ewakuacja
fot. PAP/Andrzej Grygiel

Decyzja o ewakuacji zapadła w czwartek po intensywnych opadach deszczu. Woda spływająca z gór szybko zapełniła niewielki zbiornik. "Zaobserwowaliśmy w czwartek bardzo szybki, niekontrolowany przybór wody w zbiorniku. Niestety on nie jest jeszcze oddany do użytkowania. (…) Cały czas trwają badania, czy może być eksploatowany, czy też nie" – powiedział wójt Wilkowic.

Lustro wody w ciągu zaledwie kilku godzin podniosło się o ponad 2 metry. "W tym momencie zbiornik już bardziej nie może się napełnić. Woda przelewa się już przez szyb wieżowy" – powiedział samorządowiec.

Zdaniem Zemanka, powołującego się opinię Wód Polskich, zbiornik ma wiele wad. "Dziś pojawiły się już dość duże namoczenia w koronie zapory. Niestety pojawiły się też odcieki, które niosą ze sobą ładunek, z jakiego zbudowano koronę. Może to oznaczać, iż możliwa jest katastrofa budowlana. Nie jestem ekspertem, jednak Wody Polskie stwierdziły, ze zagrożenie jest realne" – uzasadniał decyzję wójt Zemanek.

Kraków pod wodą. Ewakuowane szkoły, zablokowany ruch tramwajowy, a wody będzie więcej

Wilkowice. Sztab kryzysowy podjął decyzję o ewakuacji

W czwartek w gminie zebrał się sztab kryzysowy, który podjął decyzję o natychmiastowej ewakuacji mieszkańców. "Mieszkańców wskazanych gospodarstw domowych prosimy o zabezpieczenie najcenniejszych rzeczy oraz niezwłoczną ewakuację ze swoich domostw. Zagrożenie uznać można za bardzo poważne!" – głosiło wydane ostrzeżenie.

Wprawdzie zagrożenie jest bardzo trudne do określenia, ale ono realnie istnieje i musimy myśleć o mieszkańcach - podkreślił samorządowiec.

Funkcjonariusze policji i Straży Gminnej odwiedzili mieszkańców zagrożonych domów informując o zagrożeniu. Samorząd zaoferował im tymczasowe schronienie. W czwartek wieczorem tylko jeden mężczyzna zdecydował się skorzystać z propozycji gminy.

Przyszli policjanci i strażnicy, którzy mieli listę osób objętych akcją. Koryto rzeki jest blisko mojego domu. Górski potok ma to do siebie, że fala uderzeniowa jest wielka. Niczego nie da się obronić. Człowiek musi się troszczyć o życie. Zdecydowałem się, bo to jednak strach - mówił pan Jan

Część mieszkańców spędzi noc u rodzin. Są jednak i tacy, którzy postanowili zostać.

Przecież gminą rządzą światli ludzie. Od lat wiadomo, że ta zapora to bubel. Co zrobiono, żeby to zmienić? Nic. Bubel nadal jest. Nigdzie nie idę - powiedział pan Stanisław.

Zdaniem wójta nikogo nie można zmusić do ewakuacji. "Większość opuściła domy. Jedna osoba, przykuta do łóżka, została przewieziona do zakładu opieki. Siedem osób postanowiło pozostać w swoich domach. Deklarują, że opuszczą je, jeśli zajdzie taka potrzeba. Mamy ich numeru telefonów. Jeśli sytuacja się pogorszy, będziemy informowali sms-em, by jak najszybciej opuścili domy" – powiedział wójt Wilkowic

Samorządowiec dodał, że gdyby doszło do poważnej sytuacji, zabrzmią syreny, a także dzwony kościelne. "Dziś nie każdy reaguje na syreny, bo ciągle je słychać" – powiedział Zemanek.

Pomagali w ewakuacji psów z „Czekadełka”. Teraz sami rozpaczliwie proszą o wsparcie

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET