29-letnia Alona Romarenko przyjechała do Poznania wraz z mężem w listopadzie zeszłego roku. Pochodzą z Wołynia, gdzie nie mogli znaleźć pracy i się utrzymać.
Alona znalazła pracę w pralni w Luboniu. - Miałam wieszać prześcieradła i poszwy na haki. Pościel potem szła do walca, który prasował w wysokiej temperaturze - opowiada Alona w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
15 grudnia doszło do tragedii. Alona jak zwykle pracowała z prześcieradłami. Na jednym z nich zrobił się supeł. Wiedziała, że nie może go tak zostawić. Próbowała zdjąć tkaninę z haków i wtedy właśnie walec wciągnął jej rękę. Niestety była tak zmiażdżona, że lekarze musieli ją amputować tuż pod ramieniem.
Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi w tej sprawie dochodzenie. Właściciel pralni w rozmowie z „Wyborczą” zapewnia, że Alona musiała przejść (i przeszła) szkolenie BHP w zakresie obsługi maszyn. Dodaje, że nie wie, jak mogło dojść do wypadku.
Alona jest wdzięczna lekarzom i całemu personelowi szpitala za dobrą opiekę.
Szansą dla Alony jest proteza. Ta jednak kosztuje kilkaset tysięcy złotych.
Osoby, które chciałyby pomóc Alonie, mogą wpłacać pieniądze na konto Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polska Ukraina nr 37 1090 1854 0000 0001 1451 2044 z dopiskiem „Dla Alony”.
RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/KM
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET