Profesor Zembala przed śmiercią dostał ultimatum? Tajemnicza prośba rodziny przed pogrzebem
Jak ustaliło RadioZET.pl rodzina zmarłego profesora Mariana Zembali w informacji o pogrzebie skierowanej mailowo do pracowników Śląskiego Centrum Chorób Serca przekazała, że nie życzy sobie obecności na pogrzebie nowego tymczasowego dyrektora prof. Piotra Przybyłowskiego, następcy legendarnego kardiologa i jednej z pielęgniarek. - Czują do nich wielki żal - słyszymy od współpracowników profesora.
Rodzina dała do zrozumienia, że nie życzy sobie obecności na pożegnaniu legendarnego kardiologa nowego dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca, prof. Piotra Przybyłowicza i jego bliskiej współpracowniczki, szefowej pielęgniarek w szpitalu mgr Parys w mailu skierowanym do pracowników szpitala.
"Jako rodzina zmarłego na tejże uroczystości nie życzymy sobie obecności Prof. Piotra Przybyłowskiego i Mgr Moniki Parys" - czytamy w wiadomości wysłanej w czwartek rano. "Prosimy, by Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu reprezentowane było przez jego Twórców i Założycieli: Prof. Mariana Gąsiora, Prof. Zbigniewa Kalarusa, Prof. Lecha Poloskiego, Mgr Bożenę Dudę oraz mgr. Urszulę Gąsior" - czytamy w mailu podpisanym przez "Pogrążoną w bólu Rodzinę", do którego dotarło RadioZET.pl.
Na początku tygodnia, decyzją Ministerstwa Zdrowia został on mianowany na następcę profesora. Jak wskazują nasi rozmówcy, bliscy profesora uważają, że w ostatnich miesiącach jego życia trwała walka, by pozbyć się syna byłego ministra zdrowia. Prof Michał Zembala nie komentuje sprawy i odmówił rozmowy z RadioZET.pl.
Presja na zmarłego
Współpracownicy dyrektora Zembali, jego uczniowie, politycy, aktywiści i liczne grono jego pacjentów do dziś są w szoku, że profesor mógł zdecydować się na ostateczny krok. W sobotę 26 marca ma się odbyć jego pogrzeb. Początkowo życzeniem rodziny było, by odbył się skromnie i w gronie najbliższych. Jednak w związku z tym, że hołd profesorowi chcą oddać przedstawiciele władz kościelnych i państwowych, zorganizowano mszę w Archikatedrze pod wezwaniem Chrystusa Króla w Katowicach. Uroczystość pożegnania odbędzie o godzinie 10. Wybitny kardiochirurg został znaleziony w basenie w swoim domu w sobotę 19 marca. Media szybko obiegła informacja, że zostawił list, ale jego treści nie ujawniono. Śledztwo w sprawie jego śmierci wszczęła tarnowska prokuratura. Media informowały, że profesor Marian Zembala zostawił list, w którym miał pisać, że nie chce być ciężarem. Jak ustaliło jednak RadioZET.pl w liście jest też jednak wzmianka, która wskazuje, że wpływ na profesora miała sytuacja w kierowanym przez niego szpitalu. Zmarły w liście miał napisać, że "postawiono mu ultimatum" i zażądano, by pozbył się syna, którego uważał za nawet wybitniejszego lekarza od siebie.
- Profesor czuł się zaszczuty i osaczony – mówi nam jeden z pracowników szpitala i ujawnia, że wokół profesora przez ostatnie miesiące narastała presja, by odszedł ze stanowiska. Oskarżano go o to, że foruje na swojego następcę swojego syna, również wybitnego kardiologa profesora Michała Zembali.
Zmarły Marian Zembala zdjęty ze strony
Od poniedziałku w szpitalu nastał nowy dyrektor. Na nasze pytania o to, w jakim trybie go wyłoniono, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało błyskawicznie.
- Z uwagi na konieczność zapewnienia niezakłóconego i prawidłowego funkcjonowania tej jednostki, Minister Zdrowia skorzystał z przysługujących mu kompetencji i z dniem 23 marca 2022 r. wyznaczył Pana prof. dr hab. n. med. Piotra Przybyłowskiego do pełnienia obowiązków Dyrektora Naczelnego – czytamy w odpowiedzi. Podkreślono, że profesor Przybyłowski ma status pełniącego obowiązki dyrektora i będzie pełnił funkcję maksymalnie 6 miesięcy. Jedną z jego pierwszych decyzji była zmiana na stronie ŚCCS, gdzie z sekcji władze usunięto już zdjęcie profesora Mariana Zembali i zastąpiono je zdjęciem Przybyłowskiego. Taki pośpiech wzbudził u części personelu mieszane uczucia.
- Wielu lekarzy i pracowników personelu jest wciąż w szoku po tym, co się stało. Można było przynajmniej poczekać do pogrzebu – słyszymy od wieloletnich współpracowników profesora Mariana Zembali.
Według naszych ustaleń w ŚCCS od przeszło dwóch lat wśród kadry kierowniczej szpitala trwał spór. Wpływ na kondycję psychiczną 72-letniego kardiochirurga, jednego z asystentów przy operacji serca przeprowadzonej przez prof. Zbigniewa Religę miały mieć oskarżenia jego syna o to, że Klinika, którą zarządzał, ma przynosić szpitalowi straty. Były minister zdrowia długo starał się doprowadzić do pogodzenia zwaśnionych grup w szpitalu, ale w końcu szala przeważyła się na stronę oponentów syna. Pod koniec tygodnia został on usunięty z funkcji szefa kliniki kardiologii. Bezpośrednio po tym zdarzeniu profesor miał się załamać i pożegnać się z pracownikami szpitala, „jakby miał już nie wrócić” – słyszymy od pracownika szpitala.
Ofensywa przeciwko synowi Zembali?
Według naszych ustaleń spór w szpitalu, którym zamartwiał się profesor Marian Zembala, dotyczył pracy kliniki, którą zarządzał jego syn prof. Michał Zembala. Zarzucano mu, że jego klinika przynosi straty szpitalowi, ale niewykluczone, że odpowiedzialność za to spoczywała na administracji rozliczającej się z NFZ. W piątek 18 marca prof. Michał Zembala otrzymał wypowiedzenie z funkcji koordynatora kardiochirurgii w SCCS, co bardzo osobiście odebrał legendarny lekarz. Dzień później rodzina znalazła go martwego. Prokuratura wszczęła rutynowe w takich sytuacjach śledztwo na podstawie art. 191 KK. Przepis ten mówi, że "kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".
- Nic nie wskazuje, żeby ktoś pomógł panu profesorowi targnąć się na własne życie - podkreśliła prok. Anna Szymocha-Żak z Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach. Rodzina na razie nie komentuje sprawy.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET