Przeleciał rondo w Rąbieniu. Wcześniej pił alkohol po kłótni z partnerką

2 min. czytania
27.05.2020 14:33
Obserwuj nas na Google

Prokurator przesłuchał kierowcę suzuki, który w Wielkanoc z impetem wjechał na rondo w Rąbieniu (woj. łódzkie). Jego auto przeleciało kilkadziesiąt metrów, mężczyzna cudem przeżył „lot”. Okazało się, że wsiadł za kierownicę wypiwszy wcześniej wódkę i piwo. Grozi mu osiem lat więzienia.

Rondo w Rąbieniu
fot. screen Telewizja Aleksandrów Łódzki Facebook

Rondo w Rąbieniu stało się sławne na całą Polskę, za sprawą nagrania z kamery przemysłowej. Pirat drogowy, nie bacząc na przepisy i zbliżanie się do ronda. Skosił rondo, jednak przez wyniesienie jego pojazd wzbił się w powietrze. Spadł kilkadziesiąt metrów dalej, na terenie przykościelnym.

Dramat na rondzie. Nie zwolnił, jego auto wybiło się w powietrze [WIDEO]

Po sześciu tygodniach od „skoku stulecia” śledczy przesłuchali kierowcę suzuki. Dopiero teraz pozwolił na to stan jego zdrowia. W kwietniu przebywał w szpitalu w stanie ciężkim.

Przeleciał rondo w Rąbieniu w aucie. Dlaczego siadł pijany za kierownicę?

Przesłuchano kierowcę, który po rodzinnej sprzeczce w wielkanocną niedzielę z dużą prędkością jechał pijany i dosłownie przeleciał nad rondem w Rąbieniu na przedmieściach Łodzi

- poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Podczas zdarzenia miał 2,8 promila alkoholu w organizmie.

Dopiero teraz, po ponad 6 tygodniach, ze względu na stan zdrowia, został przesłuchany przez Prokuraturę Rejonową w Zgierzu. Kierowca potwierdził, że tego dnia przed południem pił alkohol. Tłumaczył, że po kłótni z partnerką wypił 300 g wódki i piwo. Następnie wsiadł do samochodu i ruszył w drogę z Aleksandrowa Łódzkiego do Łodzi, gdzie miał przenocować u znajomego

- powiedział PAP prokurator Krzysztof Kopania.

Kierowca podtrzymywał wcześniejsze zeznania, iż nie pamięta przebiegu zdarzenia. Ocknął się dopiero w chwili wyciągania przez strażaków.

Twierdzi, że rozmawiał już z przedstawicielami parafii i chce naprawić szkody, które wyrządził przy upadku niszcząc teren kościoła

- przekazał PAP prokurator Kopania.

41-latek ma dozór policyjny. Usłyszał już zarzuty kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości i wprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu drogowym. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.

RadioZet.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET