Sanitariusz z Wrocławia zatrzymany. Śledczy badają przyczynę śmierci pacjentki
Prokuratura wyjaśnia sprawę sanitariusza z Wrocławia, który miał pod wpływem narkotyków wozić martwą pacjentkę od szpitala do szpitala. Uniwersytecki Szpital Kliniczny reaguje na ustalenia Radia ZET w tej sprawie i chce rozwiązać umowę z prywatną firmą medyczną, która zajmuje się transportem międzyszpitalnym.
Sanitariusze prywatnej firmy zajmującej się transportem medycznym w czwartek około godziny 14 przywieźli pacjentkę do szpitala przy ulicy Koszarowej. Nie mieli ze sobą dokumentacji medycznej kobiety, więc lekarze nie zbadali pacjentki, nawet jej nie widzieli. Ponownie zjawili się godzinę później, ale wtedy kobieta już nie żyła. Zostali odesłani, jednak karetka po paru godzinach wróciła z martwą kobietą. Wezwano policję. Okazało się, że jeden z sanitariuszy tego transportu był pod wpływem narkotyków.
Sanitariusz pod wpływem narkotyków woził martwą pacjentkę. Nowe fakty
Uniwersytecki Szpital Kliniczny podjął już pierwsze decyzje, aby pomóc w wyjaśnieniu okoliczności tragicznego zdarzenia. - Powołaliśmy wewnętrzna komisje do zbadania tej sprawy. Współpracujemy również z prokuraturą. Przekazaliśmy wszystkie dokumenty policji - mówi Monika Kowalska, rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Niewykluczone, że szpital rozwiąże umowę z firmą na transport międzyszpitalny.
Policja znalazła przy sanitariuszu i w jego mieszkaniu kilkaset porcji narkotyków. 31-latek jest zatrzymany. Śledczy sprawdzają też przyczyny śmierci pacjentki.
RadioZET.pl/oprac. AK
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET