`

Uchodźcy utknęli na granicy. Polacy chcą pomóc, ale "SG blokuje kontakt"

2 min. czytania
18.08.2021 16:06
Obserwuj nas na Google

Na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym od tygodnia przebywa ok. 50 migrantów, m.in. z Afganistanu i Iraku. Wśród nich są także kobiety i dzieci. Sytuacja jest patowa, bo osoby te nie mogą przekroczyć ani polskiej, ani białoruskiej granicy. Jak dowiedział się portal RadioZET.pl, mieszkańcy próbują przekazać migrantom jedzenie, ale jest to niemożliwe ze względu na blokadę zorganizowaną przez obecne na miejscu służby.

Uchodźcy na granicy
fot. czytelnik

Na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym (woj. podlaskie) powstało obozowisko migrantów wypychanych z  Białorusi przez tamtejsze służby. Grupa liczy ok. 50 osób, to m.in. Afgańczycy i Irakijczycy. Wśród nich są także kobiety i dzieci. Na temat sytuacji pojawia się wiele sprzecznych informacji. MSWiA przekonuje, że uchodźcy znajdują się po stronie białoruskiej. Z kolei TVN24 podawał, że osoby te przebywają na "pasie ziemi niczyjej".

- To są osoby niewpuszczone do Polski przez Straż Graniczną. Znajdują się po stronie białoruskiej. Straż Graniczna nie będzie wpuszczała nielegalnych imigrantów do Polski - poinformował wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. Przekazał ponadto na Twitterze, że "granica jest uszczelniona, a Straż Graniczną wspiera od tygodnia 1000 żołnierzy Wojska Polskiego".

Uchodźcy na granicy. Polacy dostarczają im jedzenie, a "służby blokują kontakt"

Wąsik pochwalił się działaniami polskich służb, publikując na Twitterze zdjęcia drutu kolczastego. "Prawie 100 km na granicy polsko-białoruskiej. Za chwilę dalsze 50 km" - napisał.

Z informacji, do jakich dotarł portal RadioZET.pl wynika, że wielu mieszkańców zaangażowało się w zorganizowanie pomocy dla uchodźców, którzy utknęli na polsko-białoruskiej granicy w Usnarzu Górnym. Działania te okazują się jednak nieskuteczne, bo kontakt z przebywającymi tam osobami blokuje obecnie m.in. Straż Graniczna.

- O ile w nocy można było tam dostarczyć jedzenie i pieluchy dla dzieci, tak w tej chwili jest blokada. Jedzenie marnuje się na łące, nie wolno niczego dostarczyć uchodźcom - mówi w rozmowie z RadioZET.pl jeden z mieszkańców.

O podobnej historii możemy przeczytać w mediach społecznościowych. "Panie Hania i Ika przyjechały z sąsiedniej wsi, przywiozły gorące leczo, pizzę i chleb. Dowódca SG odmówił przyjęcia i przekazania uchodźcom, mówił, że oni są po drugiej stronie paska, że złamałby prawo" - czytamy na Facebooku.

Reporter TVN24 Piotr Czaban informował, że zgłaszają się do niego osoby prywatne z pytaniami, jak można pomóc uchodźcom na granicy. - Skierowałem te osoby do oddziału straży granicznej w Szudziałowie. (…) Pogranicznicy, którzy działają tutaj są pod dowództwem tego oddziału straży granicznej - mówił. - Kobieta zadzwoniła, powiedziała, że chce przywieźć ciepły posiłek. Usłyszała, że niepotrzebna jest taka pomoc, bo strona białoruska ma żywić tych uchodźców - dodał.

RadioZET.pl zwróciło się w tej sprawie z pytaniem do biura prasowego Straży Granicznej. Czekamy na odpowiedź.

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach "wojny hybrydowej".

Redakcja poleca

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET