AI kontra śmierć. “Wskrzeszanie” bliskich to ratunek czy zdradliwa pułapka?
Sztuczna inteligencja na ruchomych animacjach zmarłym dorabia uśmiech, otwiera za nich oczy, wygładza siniaki. To lekarstwo na rozpacz bliskich, czy pułapka z iluzji? – Ryzyko nie tkwi tak naprawdę w samej technologii, lecz w jej zdolności do oddalania jednostki od realnego doświadczenia straty – wyjaśnia w rozmowie z portalem RadioZET.pl dr Michał Sieński, psycholog i psychoterapeuta z Zakładu Psychologii Zdrowia i Psychologii Klinicznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Facebookowa grupa “Przerabiamy zdjęcia (ożywianie, naprawa starych fotografii itp.)” obecnie ma ponad 570 tys. członków. W okresie świątecznym internauci proszą o Mikołaja, który zjada ciastka przyszykowane przez dzieciaki. Ale inni czekają na cud. Publikują zdjęcia zmarłych bliskich, chcąc znowu poczuć utraconą obecność. W reportażu na portalu RadioZET.pl opisaliśmy historie Edyty, Anity i Agnieszki. Takie igranie z AI to ratunek w żałobie czy pułapka z iluzji?
Człowiek kontra widmo przemijalności
Zdaniem dr. Michała Sieńskiego z Zakładu Psychologii Zdrowia i Psychologii Klinicznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu rosnące zainteresowanie praktyką „ożywiania” zdjęć bliskich zmarłych przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji wskazuje na głęboką złożoność ludzkiej reakcji na stratę. – Choć technologia jest nowa, samo pragnienie przywrócenia zmarłych do życia nie stanowi zjawiska szczególnie nowatorskiego – wyjaśnia dr Sieński.
– W początkowych etapach żałoby wiele osób doświadcza wrażeń sugerujących obecność zmarłego. Zwraca się do niego, jakby wciąż był w pobliżu bądź odczuwa jego fizyczną bliskość. Zjawisko to jest powszechne. Odzwierciedla trudność przyjęcia do wiadomości faktu śmierci, któremu można jednocześnie racjonalnie przyznać prawdziwość i emocjonalnie zaprzeczać – dodaje.
W miarę stopniowego oswajania tej trudnej prawdy ludzie wielokrotnie przypominają sobie, że zmarłej osoby już nie ma, ale potrzebują również różnych form symbolicznego podtrzymywania więzi. Właśnie dlatego już od dawna stosuje się rozmaite praktyki służące „ożywieniu” wspomnień. To przeglądanie fotografii, nagrań, korespondencji czy innych pamiątek. Jak podkreśla ekspert, każda forma, która choć na chwilę pozwala przywołać wspólne doświadczenia lub odtworzyć wyrazistość obecności drugiej osoby, może mieć w procesie żałoby ogromną wartość.
– Powracanie pamięcią do bliskich zmarłych pozwala zachować cząstkę tych osób w swoim wnętrzu. Niemniej, konfrontuje nas również z fundamentalną prawdą o przemijalności. Każdy, kto umarł, kiedyś żył. Każdy, kto żyje, pewnego dnia umrze. Choć stwierdzenie to może wydawać się banalne, umiejętność utrzymania w umyśle tej podstawowej prawdy stanowi jedno z kluczowych osiągnięć w rozwoju psychologicznym człowieka – twierdzi dr Sieński.
Fantazja o świecie bez żalu
Kiedy prawda o przemijalności pozostaje poza zasięgiem wzroku, łatwo dostrzec, dlaczego wizja świata pozbawionego żalu, smutku czy żałoby wydaje się tak pociągająca. – Nowoczesne technologie mogą wzmacniać tendencję do podtrzymywania fantazji o świecie bez utrat, oferując narzędzia, które pozwalają wytworzyć iluzję zatrzymania czasu. Ryzyko nie tkwi jednak w samej technologii, lecz w jej zdolności do oddalania jednostki od realnego doświadczenia straty – wyjaśnia dr Sieński.
Zdaniem eksperta poszukiwanie ulgi od cierpienia poprzez chwilowe wycofanie się w obszar własnych fantazji jest, z perspektywy psychologicznej, zupełnie naturalne. Problem może pojawić się wtedy, gdy osoba zaczyna inwestować więcej energii w podtrzymywanie wewnętrznego „schronienia” niż w podejmowanie kontaktu z realnym życiem i jego wyzwaniami.
– W takich sytuacjach narzędzia technologiczne, oferujące iluzję ciągłej obecności zmarłego, mogą nie tyle wspierać proces żałoby, ile go komplikować, utrudniając stopniową integrację straty – ostrzega badacz z poznańskiego uniwersytetu.
Łatwość generowania wizerunków imitujących obecność zmarłych może sprzyjać unikaniu konfrontacji z bólem i śmiercią. Tymczasem, jak podkreśla ekspert, uznanie kruchości oraz ulotności życia jest warunkiem nadania mu pełnego znaczenia. – Świat pozbawiony utrat – a więc również emocjonalnych stanów depresyjnych, które są naturalną reakcją na stratę – byłby światem spłaszczonym, pozbawionym głębi. Żałoba, mimo swej bolesności, odgrywa funkcję integrującą: przypomina o wyjątkowości relacji, o wartości życia oraz o nieuchronnym fakcie, że wszystko, co żyje, podlega przemijaniu – podsumowuje dr Sieński.
Ekspert: Zdrowa żałoba wymaga równowagi
Na komplikacje związane z „ożywianiem” zdjęć zmarłych bliskich zwrócił również uwagę dr hab. Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik naukowy w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM UW). Naukowo zajmuje się badaniem zmian społecznych i gospodarczych związanych z upowszechnieniem ICT i rozwojem sztucznej inteligencji.
– Zdrowa żałoba wymaga równowagi między przeżywaniem bólu a odbudową życia. AI może pomóc, jeśli wspiera orientację na odnowę, np. porządkując cyfrowe dziedzictwo osoby zmarłej. Jednak boty oferujące „ożywianie” zdjęć czy rozmowy głosowe, silnie promują orientację na stratę. Zamiast akceptacji, oferują iluzję niekończącej się relacji, co może blokować proces adaptacji i prowadzić do tzw. „zamrożenia” w fazie zaprzeczenia – tłumaczy ekspert.
Jego zdaniem zagrożenia z tym związane będą coraz większe w miarę rozwoju i upowszechniania się możliwości tworzenia hiperrealistycznych awatarów. – Im doskonalsze będą cyfrowe wskrzeszenia, tym głębszy dysonans poznawczy będą powodować. Z jednej strony wiemy o śmierci, ale nasze zmysły odbierają obecność. Może to prowadzić do tego, że użytkownik, zamiast ukojenia, doświadcza chronicznego napięcia i niezdolności do ostatecznego pożegnania – twierdzi dr hab. Dominik Batorski.
W krainie awatarów
Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, okazuje się, że jest sporo powodów do obaw. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, na jakim zaawansowanym etapie jest już tworzenie hiperrealistycznych awatarów. – Na ten moment istnieją rozwiązania dające możliwość animacji portretów zgodnie z zadaną sekwencją mowy. Wizualnie rezultaty są coraz częściej nie do odróżnienia od rzeczywistych filmów. Dobry model do generowania wideo to tylko wierzchołek góry lodowej, a stworzenie rozwiązania pozwalającego na interakcję z awatarem w czasie rzeczywistym jest o wiele bardziej złożonym problemem – zaznacza dr Michał Stypułkowski, który zdobywał doświadczenie w zakresie modeli generatywnych dla filmów, odbywając staże naukowe w największych firmach technologicznych świata. Obecnie pracuje naukowo w amerykańskim startupie.
Dzięki nagraniom głosowym i zdjęciom można stworzyć hiperrealistycznego awatara osoby zmarłej, ale jego „mózgiem” będzie model językowy, który przetwarza dostarczone przez użytkownika informacje i na nie odpowiada. Najpierw więc będzie on przetwarzał całość tekstu (lub mowy), a dopiero później odpowiadał. – To znacząco różni się od tego, w jaki sposób porozumiewają się ludzie. Nasze mózgi analizują informacje bez przerwy. Dzięki temu jesteśmy w stanie przerywać czyjąś wypowiedź, wtrącać pojedyncze słowa, a także zamilknąć w odpowiednim momencie. Bez tych zdolności rozmowa z awatarem nigdy nie będzie w pełni przypominała tej z człowiekiem – tłumaczy ekspert.
Zarówno duże firmy, jak i małe startupy interesują się już zagadnieniem interaktywnych awatarów. Inwestowane są w to duże pieniądze, a, zdaniem eksperta, pytanie nie brzmi "czy", tylko "kiedy" narzędzia będą powszechnie dostępne. – Uważam, że już w przyszłym roku możemy doczekać się bardzo dobrych rozwiązań w tej dziedzinie – ocenia dr Stypułkowski.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET