Awantura w Tatrach, górale starli się z aktywistami. „Ekoterroryści przeszkadzają"
W sobotę na drodze do Morskiego Oka odbył się protest przeciwników transportu konnego. Aktywiści domagają się zmian na trasie. Na miejscu zjawiła się też kontrmanifestacja górali. – Ekoterroryści przeszkadzają w pracy – mówiła jedna z uczestniczek, cytowana przez Polsat News. Do akcji wkroczyli policjanci.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego aktywiści protestują przeciwko transportowi konnemu do Morskiego Oka.
- Jakie działania podjęła policja podczas protestu.
- Co proponuje DIOZ zamiast transportu konnego na trasie do Morskiego Oka.
Protest na drodze do Morskiego Oka. Do akcji wkroczyła policja
Na drodze do Morskiego Oka w sobotę odbywała się kolejna pikieta przeciwników transportu konnego. Aktywiści DIOZ chcą likwidacji przewozów konnych na trasie. Chcieli również zamknięcia drogi na czas protestu, nie zgodził się na to jednak starosta tatrzański. „ Tatrzańskie służby nie tylko nie dostrzegają gehenny koni padających na trasie do Morskiego Oka, ale również nie dostrzegają potrzeby zapewnienia obywatelom konstytucyjnego prawa do bezpiecznego protestu i potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa turystom poruszającym się po Tatrzański Park Narodowy" – pisał DIOZ w mediach społecznościowych.
– Protestujemy przeciwko znęcaniu się, którego dopuszczają się górale. Dręczą, męczą konie. Nie pozwolimy na to, są elektryczne pojazdy. Konie jeździć tu nie będą. To jest garstka górali. Gospodarka Polski nie padnie bez nich, a konie padają. Nie ma zgody – mówiła Polsat News jedna z aktywistek. W czasie manifestacji doszło do awantury. Aktywiści usiedli na asfalcie, blokując przejazd wozów. Policjanci usunęli ich z drogi siłą. „Przemocowe działania policji w trakcie legalnego protestu na trasie do Morskiego Oka. Prezes DIOZ zatrzymany tylko po to, by nie mógł uczestniczyć w manifestacji" – napisał DIOZ w sobotnie popołudnie.
„Ekoterroryści przeszkadzają im w pracy"
Na miejscu pojawili się także kontrmanifestanci, mieszkańcy Podhala, którzy sprzeciwiali się działaniom aktywistów. – Całe Podhale przyjechało, żeby wspierać naszych rodaków, górali, tych, którzy pracują legalnie, a ekoterroryści przeszkadzają im w pracy. Po to tu jesteśmy, żeby ekoterroryści po raz ostatni byli tu na tej drodze do Morskiego Oka – mówiła uczestniczka kontrmanifestacji, cytowana przez Polsat News. Kolejna osoba dodała: – Konie są zadbane, można zawiesić oko, przychodzą szereg badań. Chciałabym żeby każdy Polak był tak przebadany.
Przedstawiciele DIOZ zapowiedzieli w środę w Starostwie Tatrzańskim, że chcą rozpocząć własną działalność przewozową na trasie do Morskiego Oka – kolejno zamierzają zakwestionować obowiązujące zasady transportu i doprowadzić do zastąpienia koni pojazdami elektrycznymi. Chcą również, by około 300 koni pracujących na tej trasie zostało odkupionych przez Tatrzański Park Narodowy. Ich zdaniem TPN mógłby zapewnić zwierzętom dożywotni byt i wykorzystywać je między innymi do wypasu górskich hal.
Badań nie przeszły ich dwa spośród 282 zwierząt
DIOZ nie odpowiedział jednak na pytania Polskie Agencji Prasowej dotyczące podstaw twierdzeń, że konie pracujące na trasie są przeciążane lub męczone. Jednocześnie działalność DIOZ jest przedmiotem śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy. Wyjaśniane są m.in. kwestie bezprawnego przywłaszczania zwierząt przez osoby sugerujące, że działają w ramach instytucji publicznej.
Według wyników corocznych badań weterynaryjnych i ortopedycznych większość koni pracujących na trasie do Morskiego Oka jest w dobrej kondycji. W tegorocznych badaniach nie przeszły ich dwa spośród 282 zwierząt. Od 1 września ma rozpocząć się pilotaż nowej organizacji transportu wypracowanej przez Tatrzański Park Narodowy, samorząd, fiakrów i Ministerstwo Klimatu i Środowiska. W jego ramach trasa przewozów konnych ma zostać skrócona.
Źródło: Radio ZET/Polsat News/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET