"Jak kamień w wodę". Tajemnicze zaginięcie 25-letniej Sabiny Konradt

9 min. czytania
31.08.2023 14:53
Obserwuj nas na Google

25-letnia Sabina Konradt zaginęła 1 sierpnia 2011 roku nie zostawiając jakiegokolwiek śladu. Ostatni raz widziana była w niewielkiej rodzinnej miejscowości Wiązów na Dolnym Śląsku. Mimo upływu 12 lat od jej zaginięcia policja ani rodzina nie mają żadnego pojęcia, co mogło stać się z młodą dziewczyną. To jedno z najbardziej tajemniczych i niezrozumiałych zaginięć.

fot. policja.pl

Wiązów. Niewielkie miasto na Dolnym Śląsku, oddalone o 45 minut drogi samochodem od Wrocławia. To spokojna miejscowość, w której mieszka niewiele ponad 2 tysiące ludzi. Zapewne wiele osób nie usłyszałoby o Wiązowie, gdyby nie tajemnicze zaginięcie sprzed 12 lat. Przed nim, to małe miasteczko uchodziło za bezpieczne i spokojne.

- To jest malutkie miasteczko. Zawsze się śmiała, że to jest wioska a nie miasto - mówi Anita Cieślicka, mieszkanka Wiązowa.

W jednym z bloków na obrzeżach miasta mieszkała rodzina Konradtów: ojciec Mirosław wraz z córkami Anitą i Sabiną. Dziewczyny od lat wychowywały się bez matki, która zmarła dawno temu.

1 sierpnia 2011 roku

25-letnia Sabina wychodzi na spacer z córką swojej siostry. Następnie odprowadza siostrzenicę i ponownie opuszcza dom. - To był ciężki dzień dla mnie. Byłam zmęczona po nocce. Zasnęłam. Dopiero rano się zorientowałam, że Sabina nie wróciła do domu - wspomina siostra zaginionej, Anita.

Kobieta zaniepokojona nieobecnością młodszej siostry rozpoczęła poszukiwania. Bardzo szybko zgłosiła zaginięcie Sabiny na policję. Wcześniej zebrała znajomych i przeszukała pobliskie tereny. Sabiny jednak nigdzie nie było. Policjanci od razu przyjęli zgłoszenie o zaginięciu Sabiny. Ze względu na niepełnosprawność intelektualną dziewczyny istniało poważne zagrożenie jej życia lub zdrowia. 

- Sabina była niepełnosprawna. Opiekowałam się nią, bo nie była w stanie w ogóle sama funkcjonować. Nie załatwiłaby sama żadnej sprawy. Miałam problemy z wymową - mówi Anita.

Anita początkowo miała nadzieję, że funkcjonariusze szybko znajdą jej siostrę. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła odmienna. Według siostry zaginionej, policjanci nie byli zaangażowani w poszukiwania.

- Przez te wszystkie lata tę sprawę prowadziło może czterech lub nawet pięciu funkcjonariuszy. Tylko jeden z nich był rzetelny, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Miałam z nim stały kontakt. Informował mnie na bieżąco - twierdzi Cieślicka. 

Rzeka

Anita postanowiła działać na własną rękę. Zebrała znajomych, z którymi przeczesywała tereny położne blisko rodzinnego domu. Główne działania skupione były w okolicach rzeki Oławy.

- Zebrałam wszystkich moich przyjaciół i znajomych. Sami przeczesywaliśmy tereny, a tym bardziej rzekę, bo tam Sabina lubiła chodzić. Przeszukaliśmy też lasy i pola - wspomina.

Policja bardzo szybko założyła, że Sabina wpadła do rzeki i się utopiła. Taka wersja wydarzeń nie przekonuje bliskich zaginionej. - Przeszukaliśmy rzekę uważnie, ale nic nie znaleźliśmy. Mimo to policja twierdzi, że ona wpadła do rzeki i się utopiła - mówi Anita.

Redakcja poleca

Anita nie wierzy w to, że ciało Sabiny mogłoby być niezauważone w rzece, która nie jest głęboka i nie ma silnego nurtu. - Ta woda jest jednak bardzo płytka, nie musieliśmy nawet wchodzić do tej rzeki, bo widać dno z brzegu. Ciało w niej nie mogło dryfować, bo nurt jest za słaby. Jest tam też dużo wysepek, na których mogłoby się zaczepić. Ktoś by na pewno zauważył. Tam jest pełno wędkarzy. Jeżeli nie my, to ktoś by na pewno zauważył.

Od zaginięcia Sabiny minęło już ponad 12 lat. Mimo to policji nie udało się za wiele ustalić w tej sprawie. Anita krytycznie ocenia zaangażowanie funkcjonariuszy w poszukiwania siostry. 

- Twierdzą usilnie, że był helikopter, strażacy, policjanci, pies tropiący. Tylko, niestety, nikt nic nie wie. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Moim zdaniem, żeby był pies tropiący, to musieliby przyjść do nas do domu i wziąć próbkę zapachu Sabiny, prawda? Nikogo nie było. 

Okolice rzeki Oławy to nie było jedyne miejsce, w które lubiła przychodzić Sabina. Bardzo często spacerowała również na rynek w Wiązowie. W dniu jej zaginięcia, w godzinach popołudniowych, Sabinę widziała koleżanka Anity. Według jej relacji, dziewczyna zmierzała w kierunku centrum miasta.

Samochód i robotnicy

Na przestrzeni lat pojawiły się jeszcze dwie inne wersje wydarzeń. Pierwsza z nich zakłada, że Sabina została porwana przez kierowcę samochodu na niemieckich numerach rejestracyjnych.

-  Raz czy dwa razy powiedziała, że jeździł za nią jakiś czarny samochód na zagranicznych numerach. W tamtych czasach nie było monitoringu. Nikt nic nie widział. Ciężko było dotrzeć do tego wszystkiego. Ja byłam przekonana, że po prostu ktoś przyjechał z Niemiec do rodziny. Dwa razy to przecież mógł być tylko przypadek - mówi Anita.

Policjanci w trakcie poszukiwań Sabiny.
Fot. policja.pl

Początkowo rodzina Sabiny nie wierzyła w wersję, że za zniknięciem dziewczyny może stać kierowca tajemniczego samochodu. - Dziś myślę, że jednak mogło być coś na rzeczy. Tym bardziej, że w tamtych okolicach, w tamtym czasie, było też jakieś porwanie lub zaginięcie w okolicach Brzegu. Mogło to być powiązane - dywaguje Anita.

Policji nie udało się ustalić personaliów kierowcy ani odnaleźć samochodu. Anita ma jeszcze jedną hipotezę dotyczącą tego, kto stoi za zniknięciem Sabiny. - Budowlańcy z Ukrainy, którzy robili drogę w Wiązowie. Dla mnie to duży zbieg okoliczności, że 1 sierpnia skończyła się budowa drogi, oni się wynieśli i akurat zaginęła Sabina. 

Robotnicy zostali przesłuchani, ale policjanci nie znaleźli w ich zeznaniach nic, co mogłoby naprowadzić ich na zaginioną Sabinę. Anita ma jednak wiele podejrzeń, które nie zostały rozwiane. Robotnicy często zaczepiali mieszkanki Wiązowa. Jak niedawno się okazało, Sabina miała rozmawiać z jednym z nich.

Telefony

I tak naprawdę to ostatnia wersja, jaka była rozważana w kontekście zaginięcia 25-latki. Dlaczego nic więcej nie wiadomo? Do zaginięcia dorosłej osoby doszło przecież w małej miejscowości, niespełna 2 kilometry od centrum, w letnie popołudnie, gdy ludzie wracają z pracy lub robią zakupy. Jak to możliwe, że nikt nic nie widział?  Jak to możliwe, że zaginiona nie pozostawiła po sobie żadnych śladów?

- Czy Sabina wychodząc z domu zabrała coś ze sobą? - pytam Anitę.

- Tylko dwa telefony. Po dwóch lub trzech dniach wyłączyły się - odpowiada.

- A policja ustaliła, gdzie logował się telefony?

- Przy drodze niedaleko rzeki, gdzie lubiła chodzić. Mogło być tak, że rzeczywiście tam była. Sygnał tam się ostatnio złapał, ale później ktoś wyłączył ten telefon.

- I znaleźli tam policjanci te telefony?

- Mówią, że próbowali, ale telefonów tam nie było.

Powstaje pytanie, czy ktoś przypadkowy znalazł dwa telefony i je zabrał? A może porywacz lub zabójca wrócił po rzeczy, które mogłyby rozwiązać zagadkę zniknięcia Sabiny? Niestety, po 12 latach trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Policja milczy

Skontaktowaliśmy się z komendą policji w Strzelinie, aby porozmawiać o sprawie zaginięcia Sabiny. Chcieliśmy się dowiedzieć, co śledczy ustalili i jakie działania podejmowali, a także czy cały czas szukają Sabiny. Początkowo, zastępczyni oficera prasowego chciała się umówić na wywiad, ale po rozmowie z komendantem odmówiła. Powodem odmowy miała być nieobecność oficera prasowego, który - zdaniem policji - jako jedyny mógłby udzielić wywiadu. W tej sytuacji poprosiliśmy zastępczynię o udzielenie odpowiedzi jedynie w formie pisemnej. Niestety, nasza prośba nie została spełniona. Dlaczego? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Nie wiemy również, czy policja prowadzi dziś jakiekolwiek działania, aby odnaleźć zaginioną.

O zniknięciu Sabiny Konradt niewiele wiadomo. Bez wątpienia to jedno z najbardziej tajemniczych i niezrozumiałych zaginięć. - Jest cisza. Dosłownie, jak kamień w wodę. Tym bardziej, że wszyscy o wszystkim wiedzą, wszystko widzą i słyszą. Dla mnie to jest dziwne, że przez tyle lat naprawdę bardzo mało osób coś wie - mówi Anita. 

A może Sabina po prostu uciekła z domu? Chciała zacząć nowe życie gdzie indziej? Anita nie wierzy, że siostra mogłaby zrobić coś takiego. - Ani karty płatniczej, ani dowodu nie wzięła ze sobą. Wszystko zostało w domu. Gdyby chciała uciec, to by wzięła kartę płatniczą i dowód.

W przypadkach wielu spraw do rodzin zaginionych odzywają się ludzie, którzy mieli widzieć poszukiwaną osobę w różnych miejscach Polski czy też świata. Do Anity zgłosiła się tylko jedna osoba, która rzekomo widziała Sabinę. -- Przysłała mi zdjęcie tej kobiety, którą miała być Sabina,  ale mogę powiedzieć, że to nie moja siostra. Jak na tyle lat, to było tylko jedno takie zgłoszenie.

"Nie wierzę w jasnowidzów"

Bliscy zaginionych próbują za wszelką cenę odnaleźć ukochane osoby. Często sięgają po niekonwencjonalne usługi w poszukiwaniach, jak porady jasnowidzów. Anita nie wierzy w ich umiejętności.

- Była jedna próba, ale na wstępie podziękowałam. Mówił mi same bzdury. Na początku, żeby sprawdzić go, czy ma faktycznie jakiś dar, to poprosiłam, żeby powiedział mi o znanych mi faktach dotyczących Sabiny. Nic się nie zgadzało. Bardzo daleko zapędzał się w swoich wizjach. Od razu stwierdziłam, że to nie jest to - tłumaczy Anita.

 Nic nie wskazywało na to, żeby Sabina zmagała się z poważnymi problemami. Miała bardzo dobry kontakt z siostrą, Anitą. Po śmierci matki zacieśniły się więzi między nimi. Anita traktowała Sabinę, jak swoją córkę. - Stałam się tak naprawdę jej drugą matką. Zrezygnowałam ze swojej młodości, żeby ją zabezpieczyć, żeby miała wszystko, co potrzebuje - mówi siostra Sabiny.

Sabina uznana zmarłą

W lipcu 2023 roku Sabina Konradt została uznana sądownie za zmarłą. Z wnioskiem o to zwrócili się bliscy zaginionej. Decyzja sądu umożliwiła rodzinie Sabiny uregulować sprawy spadkowe. Mimo tego Anita cały czas szuka siostry. Gdyby Sabina odnalazła się, to postanowienie sądu można bardzo łatwo odwołać. 

- To, że sąd uznał ją za zmarłą osobę to nic nie zmienia w jej poszukiwaniach. Nie spocznę dopóki nie odnajdę jej żywej lub martwej - wyjaśnia Anita.
Postanowienie sądu o uznaniu Sabiny za zmarłej może mieć jednak kompletnie inne konsekwencje. Jak udało nam się ustalić, w przypadku gdy sąd uzna zaginioną osobę za zmarłą policja ma prawo zakończyć poszukiwania. Mówi to tym zarządzenie Komendanta Głównego Policji.

- Ta decyzja może mieć znaczenie w kontekście ewentualnych czynności prowadzonych przez policję, a więc poszukiwań osoby zaginionej. Niestety, ale w zarządzeniu numer 48 Komendanta Głównego Policji z 2018 roku wskazano bardzo precyzyjnie okoliczności, kiedy poszukiwania osoby zaginionej zostają z urzędu zakończone. I właśnie w punkcie ósmym tego zarządzenia wymieniono, że taką okolicznością jest uzyskanie informacji o uznaniu przez sąd osoby zaginionej za zmarłą lub o stwierdzeniu przez sąd zgonu tej osoby. Dlatego, to orzeczenie cywilne może mieć nie tylko skutki cywilnoprawne - tłumaczy adwokat, dr Bartosz Fieducik.

Policja nie odpowiedziała nam na pytanie, czy po decyzji sądu zakończyła poszukiwania Sabiny. O ostatnich działaniach poszukiwawczych śledczy informowali miesiąc przed rozprawą sądową. Wciąż jednak można odnaleźć Sabinę Konradt w policyjnej bazie zaginionych. 

List

Jedno jest pewne: niezależnie od działań policji lub ich braku, Anita nie ustaje w poszukiwaniach Sabiny. W jej sercu tli się nadzieja, że w końcu ujrzy ukochaną siostrę. 

- Nadziei nie tracę, chociaż z roku na rok jest coraz trudniej wierzyć. W dalszym ciągu jest taka maleńka iskierka nadziei, że Sabina zjawi się w drzwiach i powie, że żyje - Anita płacze, po czym dodaje: - Powrót do tamtych dni jest dla mnie za każdym razem bolesny. Ciągle płaczę, wspominam, oglądam zdjęcia. Zastanawiam się, gdzie ona może być, czy jest bezpieczna, czy żyje.

Anita wierzy, że Sabina żyje. Dlatego napisała do niej list:

Do Ciebie moja Sabinko!

Piszę ten list, który nie jest dla mnie łatwy. Siedzę już od kilku godzin i podchodzę do niego chcąc przelać wszystko, co czuję, ale jest tego tak dużo, że nie wiem od czego mam zacząć. Bardzo tęsknie za Tobą i martwię się o Ciebie. Nie ma dnia, abym nie myślała o Tobie, o tym gdzie jesteś, co robisz, czy jesteś bezpieczna, czy wszystko jest w porządku. Mam tyle myśli i pytań, że nie wiem, czy starczyłoby mi czasu na napisanie tych wszystkich rzeczy. Jeśli to przeczytasz, a mam taką nadzieję, to pamiętaj, że bardzo Cię kocham i zawsze, ale to zawsze możesz na mnie liczyć we wszystkim, cokolwiek by się nie działo. Chcę Ci powiedzieć, że przez te długie lata robiłam wszystko, aby Cię odnaleźć i obiecuję: nigdy się nie poddam. Kiedyś Ci powiedziałam, że nigdy Cię nie zostawię i będę się Tobą opiekować oraz że zawsze będziesz dla mnie moją małą siostrzyczką. Każdego roku w dniu Twoich urodzin modlę się o Twoje odnalezienie. W Święta zawsze Cię wspominam i wtedy łzy zalewają moją twarz. Dlaczego Ciebie tu z nami nie ma?! Gdzie jesteś kochanie? Co się stało?! Tak bardzo brakuje mi naszych wspólnie spędzonych chwil, rozmów z Tobą, ale mocno wierzę, że jeszcze pójdziesz ze mną na spacer. Chcę Ci powiedzieć, że masz dwóch siostrzeńców, którzy na pewno Cię pokochają tak, jak nasza Gabrysia. Sabinko kochana! Nie będę więcej pisać ponieważ mam wielką nadzieję, że jak się spotkamy, to sama Ci o wszystkim opowiem. Czekam na Ciebie kochana. Pamiętaj! Zawsze możesz na nas liczyć! Proszę wróć...

Kocham Cię. Twoja siostra Anita.

O sprawie tajemniczego zaginięcia Sabiny Konradt posłuchasz w podcaście kryminalnym Radia ZET "Materiał dowodowy":

"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET