Wbiegł w pole kukurydzy i zniknął. Tajemnicze zaginięcie Sebastiana Sierpińskiego
Niespełna dwa lata temu w niewielkiej wsi Wirówek (woj. zachodnio-pomorskie), doszło do tajemniczego zaginięcia. Wówczas 26-letni Sebastian Sierpiński wracał z pracy wraz ze swoim szefem. Nagle wyskoczył z samochodu i bez słowa wbiegł w pole kukurydzy. Tak przynajmniej twierdzi przełożony mężczyzny, który jako ostatni widział zaginionego. - Nie potrafimy sobie tego wytłumaczyć. Nie rozumiemy tego, co się wydarzyło. To jest przerażające a zarazem absurdalne - mówią zrozpaczeni rodzice zaginionego Sebastiana.
Do zaginięcia Sebastiana Sierpińskiego doszło 14 sierpnia 2021 roku w okolicach wsi Wirówek, około godzinę drogi od Szczecina. Mężczyzna miał wówczas 26 lat. Od niedawna próbował ułożyć sobie życie w Polsce. Wcześniej przez sześć lat mieszkał w Norwegii wraz z rodzicami i młodszym bratem. Sierpińscy przeprowadzili się do Skandynawii w celach zarobkowych. Najpierw Krzysztof - ojciec Sebastiana - a po dwóch latach mama, Krystyna, z dziećmi.
Sebastian szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Chodził do norweskiej szkoły, prędko nauczył się języka. Po sześciu latach spędzonych w Norwegii postanowił poszukać swojego miejsca gdzie indziej. Przez chwilę mieszkał i pracował w Holandii, a później w Niemczech. W końcu wrócił do Polski. Zamieszkał w Gryfinie, nieopodal Szczecina.
- Jak już zakotwiczył w tym Gryfinie, to słychać było same "ochy" i "achy" na temat tego miejsca. Mówił, że tak fajnie tam jest, że ma co robić i jest taka praca, którą on lubi. Może jeździć samochodem i z szefem się dogadują na takiej stopie koleżeńskiej. Zachwycony był tym bardziej, że była opcja, że później będzie się opiekował nowopowstającymi mieszkaniami, a jedno z nich miało być dla niego - opowiada ojciec Sebastiana, Krzysztof.
Milczący telefon
Mimo rozłąki rodzice mieli z synem bardzo dobry kontakt. Codziennie rozmawiali przez telefon. W niedzielę nie mogli się jednak dodzwonić do Sebastiana. To ich zaniepokoiło. - Doszło między nami do rozmowy. Mówię: "i co u Sebastiana? Rozmawiałeś z nim dzisiaj? Nie, a Ty?". Spanikowaliśmy w tym momencie - mówi matka zaginionego, Krystyna.
Sierpińska nie wahała się długo i zadzwoniła do szefa syna. Nie spodziewała się jednak tego, co usłyszała. Przełożony Sebastiana przekazał rodzicom bardzo dziwną i szokującą informację. Ich syn miał nagle wyskoczyć z samochodu i zniknąć w polu kukurydzy.
- To była taka konsternacja z jego strony i powiedział: "Wie pani co? Chciałam się z panią skontaktować. Nie wiem, jak to pani powiedzieć, bo stało się coś dziwnego". Jak on mi to zaczął opowiadać, to ja już miałam najgorsze myśli i przeczucia, bo to było tak absurdalne i nieprawdopodobne. Takie zupełnie nierealne - wspomina Krystyna Sierpińska.
Mimo że od tego zdarzenia minęły trzy dni mężczyzna nie zgłosił zaginięcia na policję ani nie powiadomił rodziny Sebastiana. Zarzekał się, że czekał na powrót chłopaka od samochodu i wielokrotnie go wołał. Myślał, że Sebastian żartował.
- On powiedział, że to dla niego było bardzo zaskakujące, że on na początku nie potraktował tego poważnie - mówi Krystyna.
Kobieta nakłoniła szefa Sebastiana do zgłoszenia zaginięcia na komendzie. Następnie błyskawicznie zapadła decyzja o przyjeździe do Polski. Rodzice chłopaka wyruszyli jeszcze tego samego dnia, we wtorek, i dotarli do Gryfina następnego dnia koło południa. Przez całą drogę zachodzili w głowę, co stało się z ich synem.
- Powiem panu szczerze, że połowy drogi, albo prawie całej, to ja nie pamiętam - opowiada Krzysztof.
Pole kukurydzy
Cztery dni po zaginięciu Sebastiana rozpoczęły się poszukiwania na szeroką skalę. Oprócz policji i rodziny do akcji poszukiwawczej włączyli się wolontariusze i grupy specjalizujące się w poszukiwaniach osób zaginionych. Gryfińskie Stowarzyszenie Ratownicze udostępniło rodzinie poszukiwanego Sebastiana specjalną aplikację umożliwiającą oznaczanie na mapie miejsc, które zostały już sprawdzone.
Sierpińscy wraz z policją i szefem Sebastiana pojechali na miejsce, w którym po raz ostatni widziany był ich syn. - Pojechaliśmy na to pole kukurydzy. Ono jest w małej wiosce oddalonej o jakieś 15 minut drogi samochodem od Gryfina - mówi Krzysztof. Jego żona, Krystyna, dodaje: - Tam jest mnóstwo pól kukurydzy na około. Przez wioskę przebiega droga, są jakieś domostwa, obok nich porozrzucane są pola, lasy, bagna i jeziora - opisuje matka zaginionego Sebastiana.
Rodzice wraz z bliskimi przeczesali pole kukurydzy, w które wbiegł Sebastian. - Praktycznie nie ma centymetra, którego nie przeszukalibyśmy - zarzeka się Krzysztof. Pozostałe pola kukurydzy w okolicy zostały sprawdzone dronami na podczerwień. Nigdzie nie znaleziono jednak nawet śladu po Sebastianie. Na miejsce zostały sprowadzone również psy. Te od poszukiwań zwłok, ale również wyspecjalizowane pod kątem tropienia osób zaginionych. Podążają one za indywidualnym zapachem. Oprócz naturalnych zdolności do wyróżnienia konkretnego zapachu człowieka posiadają również umiejętność poruszania się po jego śladzie, od najstarszego do najświeższego.
- Stanęliśmy na głowie, żeby ściągnąć psa. Już wieczorem, tego samego dnia, przyjechał pan z psem. Niestety, zwierzę nie podjęło żadnego tropu. Później były ściągane inne psy i za każdym razem dostawaliśmy taką samą informację, że nie podjęły tropu - tłumaczy matka Sebastiana.
Szef Sebastiana
Czy to oznacza, że wersja o zaginięciu Sebastiana przedstawiona przez jego szefa nie jest prawdziwa? - Wszystko jest możliwe w takiej sytuacji. Przez te dwa lata to w głowach nam się roi od przeróżnych hipotez. To, co nam się wydaje jednego dnia prawdopodobne, drugiego jeszcze bardziej prawdopodobne, to trzeciego dnia już zupełnie nieprawdopodobne. Tak naprawdę niczego nie można wykluczyć. Z jednej strony teoretycznie jest to możliwe, że psy nie zawsze podejmują trop, a z drugiej strony to daje do myślenia, bo tam było bardzo dużo psów - analizuje Krystyna.
Dlaczego Sebastian nagle miałby wyskoczyć z samochodu i wbiec w pole kukurydzy? Niedługo przed zdarzeniem zadzwonił do swojej dziewczyny uprzedzając ją o powrocie do domu. Sebastian miał również wideo-rozmowę ze swoim kolegą. Ten zdradził rodzicom chłopaka, że podczas połączenia dostrzegł, że to Sebastian prowadził pojazd. Sierpińscy próbowali wyjaśnić tę kwestię z szefem syna.
- On twierdzi, że rozmowa była wcześniej. Później się przesiedli - mówi Krystyna.
To nie jedyne wątpliwości rodziców zaginionego 28-latka. Dlaczego Sebastian sam nie wracał do domu? Po co odwoził go jego szef, który mieszkał na miejscu? Jak to możliwe, że nie znaleziono żadnych rzeczy zaginionego, który biegnąc mógł przecież coś zgubić? Na głowie miał słomiany kapelusz a na stopach klapki. Mimo wielu znaków zapytania policja uznała, że relacja przełożonego Sebastiana odnośnie jego zniknięcia jest wiarygodna.
Słomiany kapelusz
Dopiero miesiąc po zaginięciu Sebastiana znaleziono słomiany kapelusz. Leżał on kilkaset metrów od pola kukurydzy. Nie ma jednak pewności, że należy on do zaginionego mężczyzny. - Policja powiedziała, że jest to niejednoznaczne, także do końca pewności nie mamy, czy to jest kapelusz Sebastiana. Natomiast z tego zdjęcia, które zostało zrobione przez jego szefa w dniu zaginięcia, wynika, że miał na głowie kapelusz, który wygląda identycznie - stwierdza matka Sebastiana.
Jak to możliwe, że nakrycie głowy nie zostało odnalezione w czasie poszukiwań Sebastiana tuż po jego zaginięciu? Podejrzany był również stan kapelusza. Nie był zniszczony, czy pobrudzony, a miał przecież leżeć na świeżym powietrzu od miesiąca.
W okolicach miejsca zaginięcia Sebastiana jest dużo terenów podmokłych. Nieopodal znajduje się duże Jezioro Wełtyńskie, a w odległości niespełna 10 kilometrów przepływa rzeka Odra. Zbiornik wodny został przeszukany przez specjalistyczny sprzęt i nurków. Nie znaleziono śladu po Sebastianie. Odra nie została sprawdzona, ale jak zauważają rodzice zaginionego, gdyby syn utopił się w rzece, to jego ciało mogłoby zostać ujawnione podczas oczyszczania rzeki z powodu ostatniej katastrofy ekologicznej.
Od zaginięcia Sebastiana Sierpińskiego minęły już prawie dwa lata. Policja cały czas zapewnia, że szuka zaginionego mężczyznę. Jak jednak twierdzi matka Sebastiana, Krystyna, rodzina nie otrzymuje informacji o konkretnych działaniach funkcjonariuszy.
- Gdzieś na początku działania policjantów były bardzo intensywne. Natomiast później mieliśmy takie wrażenie, że tak jakby nic się nie dzieje. Próbowaliśmy własnymi siłami kontaktować się z policją. Otrzymujemy od policji zapewnienia, że cały czas czynności są prowadzone, że są zaplanowane jakieś następne kroki. Natomiast nie za bardzo jesteśmy informowani o konkretach - żali się kobieta.
Akcja poszukiwawcza na bagnach
Miesiąc temu, 13 czerwca 2023 roku, policja przeprowadziła akcję poszukiwawczą w okolicach miejscowości Mielenko Gryfińskie. Śledczy przeszukiwali bagna nieopodal miejsca zaginięcia Sebastiana. Działania były prowadzone przez dwa dni. Rodzice Sebastiana o akcji poszukiwawczej dowiedzieli się dopiero z… mediów. Policja nie poinformowała rodziny zaginionego o planowanych działaniach. Jak się okazuje, to nie była pierwsza taka sytuacja.
- To dla nas był taki duży szok. Tym bardziej, że my nie zostaliśmy poinformowani przez policję, że będzie coś takiego robione. Jak próbuję, co jakiś czas sie dowiedzieć, co się dzieje, to dowiaduję się po czasie, że były różne akcje, o których policja nam nie mówi - zdradza mama Sebastiana.
Zakrojona na szeroką skalę akcja poszukiwawcza policji nie ujawniła żadnych śladów po zaginionym Sebastianie. Państwo Sierpińscy mają nadzieję, że to nie są ostatnie działania policji. Jak dotąd, mimo poszukiwań na terenach okolicznych mokradeł i Jeziorze Wełtyńskim, nie ujawniono ciała Sebastiana. Jeżeli mężczyzna nie utonął, to co mogło się z nim stać?
Według rodziców, Sebastian nie miał żadnych poważnych problemów. Po przeprowadzce do Polski zaczął układać sobie życie. Był zadowolony z nowej pracy.
Brutalne pobicie
Dwa miesiące przed zniknięciem doszło jednak do bójki między Sebastianem a partnerem jego koleżanki. Powodem miała być dziewczyna. Sierpińscy wykluczają jednak, że mężczyzna, który pobił ich syna ma coś wspólnego z zaginięciem Sebastiana.
- My raczej nie łączymy tego. To byłoby bardzo absurdalne. Jadą sobie samochodem, on nagle wyskakuje z niego i ktoś na niego czeka akurat w tym miejscu. To jest nieprawdopodobne - mówi Krzysztof Sierpiński.
Śledczy również wykluczyli, żeby mężczyzna, który pobił Sebastiana mógł mieć coś wspólnego z jego zaginięciem. Sierpińscy nie wykluczają jednak, że pobicie mogło mieć wpływ na zniknięcie ich syna. Sebastian był mocno pokiereszowany. Otrzymał sporo uderzeń w głowę.
- Dowiedzieliśmy, że pobicie było takie mocne dopiero, gdy przyjechaliśmy do Polski. Sebastian tylko na jakiejś wideo-rozmowie opowiadał, że mu chyba kości policzkowa się rusza i jak dotyka to go bardzo boli. Jeżeli faktycznie wbiegł w to pole kukurydzy to jest opcja, że był w szoku i mógł stracił pamięć - przewiduje ojciec chłopaka.
Rodzice wykluczyli również miłosny powód zaginięcia syna. Chłopak od niedawna zaczął spotykać się z nową dziewczyną. Był w niej zakochany z wzajemnością. Partnerka bardzo przeżyła zniknięcie Sebastiana. Była zaskoczona tym, co się wydarzyło. Para nie kłóciła się. Tuż przed zniknięciem chłopak zadzwonił do niej, aby uprzedzić, że wraca z pracy.
Sebastian nie miał także żadnych wrogów. Był otwartym i przyjaźnie nastawionym człowiekiem. Jego szef twierdził jednak, że chłopak zaczął się nerwowo zachowywać w czasie podróży samochodem. Tak, jakby się czegoś bał.
- Z tego, co szef Sebastiana nam mówił, to syn zaczął się dziwnie zachowywać i mówił, że go ktoś namierzył lub że go śledzi. Zaczął się obracać za siebie i wtedy szef zatrzymał samochód. Tyle że jak wyszedł z samochodu to nikogo nie zobaczył. W lusterkach też nie widział, że ktoś ich śledzi - opowiada ojciec zaginionego.
Jedno życzenie: "Żeby syn wrócił do domu"
Sierpińscy ogłosili nagrodę za informacje dotyczące zaginionego. Informator może liczyć na 20 tysięcy złotych. Jak dotąd, nikt nie miał prawdziwych i przydatnych informacji o miejscu pobytu syna Sierpińskich. Rodzice są bardzo wdzięczni rodzinie i wszystkim ludziom, którzy pomagają w poszukiwaniach ich zaginionego syna.
- Strasznie chcielibyśmy im podziękować. Kuzynka męża pojechała do pewnej drukarni w Szczecinie, której właścicielem jest pan Krzysztof Rykała. To jest zupełnie obcy człowiek, który po prostu po usłyszeniu, że my szukamy naszego dziecka za darmo nam wydrukował mnóstwo plakatów, które później rozwieszaliśmy po całym regionie. Jesteśmy wdzięczni także naszej rodzinie, przyjaciołom Sebastiana, ale także ludziom, których my w ogóle nie znaliśmy, a którzy przyjeżdżali na akcje poszukiwawcze.
Rodzice Sebastiana są już bardzo zmęczeni oczekiwaniem na wiadomość o ich synu. Ciągła niepewność wykańcza ich psychicznie. Krzysztof i Krystyna mają tylko jedno życzenie: żeby ich syn wrócił do domu cały i zdrowy.
- To jest jedyne nasze życzenie. Tak naprawdę nam niczego więcej do szczęścia nie trzeba. To jest spełnienie naszych marzeń - mówi mama Sebastiana, a za nią ojciec chłopaka: - To jedyna rzecz, którą byśmy sobie życzyli.
O sprawie zaginięcia Sebastiana Sierpińskiego posłuchasz w podcaście kryminalnym Radia ZET "Materiał dowodowy":
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET