`

Bomba na stacji paliw w Swarzędzu. Szokujące ustalenia policji

2 min. czytania
07.08.2026 12:06
Obserwuj nas na Google

Służby ewakuowały okolicę stacji paliw, wstrzymały ruch pociągów i odcięły gaz. Wszystko przez podejrzane urządzenie znalezione w baku auta. Jak się okazało, za całą akcją stał właściciel samochodu.

Zatrzymano 35-latka
fot. policja.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie służby zareagowały na zagrożenie w Swarzędzu.
  • Dlaczego ewakuowano pobliskie punkty usługowe i handlowe.
  • Co znaleziono w mieszkaniu właściciela samochodu.
  • Jakie zarzuty postawiono właścicielowi pojazdu.

Panika na stacji w Swarzędu. Bomba w baku samochodu

W połowie lipca w Swarzędzu (woj. wielkopolskie) jeden telefon postawił na nogi wszystkie służby. Tamtejsza policja otrzymała zgłoszenie od mężczyzny, który poinformował, że będąc na stacji paliw zauważył dziwne urządzenia wystające z wlewu baku paliwa w jego samochodzie.

- Na miejsce skierowano znaczne siły i środki, których celem było zneutralizowanie potencjalnego zagrożenia. Miejsce akcji wraz z policjantami zabezpieczała straż miejska, Państwowa Straż Pożarna oraz pogotowie ratunkowe - powiedział Michał Wiśniowski z poznańskiej policji.

Służby zamknęły drogi znajdujące się w okolicy stacji, podjęto też decyzję o wstrzymaniu ruchu pociągów na linii Swarzędz-Poznań-Antoninek. Ewakuowano też pobliskie punkty usługowe i handlowe oraz odcięto ciągi gazowe. 

Eksperci potwierdzili zagrożenie

Mundurowi zabezpieczyli wszystkie elementy urządzenia znalezionego w baku samochodu. - Policjanci z wydziału kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego skupili się na wyjaśnieniu okoliczności tego zdarzenia oraz ustaleniu tożsamości osoby odpowiedzialnej za umieszczenie tego urządzenia we wlewie paliwa - przekazał Michał Wiśniowski. 

Redakcja poleca

Biegli przeprowadzili badania, które wykazały, że w samochodzie faktycznie znajdowało się urządzenie zapalające z niewielkim materiałem pirotechnicznym. - Umieszczenie tego w baku samochodu zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób - powiedział.

- Śledczy przanalizowali monitoring, przesłuchali świadków, a także wykonali skrupulatne oględziny pojazdu. Cała ta sprawa dała policjantom nowe światło na to zdarzenie - dodał Michał Wiśniowski. 

Sam umieścił bombę w swoim samochodzie

Ostatecznie okazało się, że za umieszczenie ładunku w samochodzie odpowiedzialny jest sam jego właściciel, a zarazem zgłaszający całe zajście. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli półprodukty mogące służyć do budowy ładunku wybuchowego oraz mieszaninę pirotechniczną, podobną do tej, znalezionej w samochodzie. 

35-letni Jerzy B. został zatrzymany i usłyszał dwa zarzuty: Spowodowanie niebezpieczeństwa eksplozji zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób oraz składania fałszywych zeznań i tworzenia dowodów. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. 

35-latek próbował zmylić śledczych

Prok. Łukasz Wawrzyniak wyjaśnił, że 35-latek próbował zmylić śledczych. - Na urządzeniu znaleziono, oprócz śladów biologicznych samego podejrzanego, znaleziono ślady kobiety - powiedział. 

- Z ustaleń prokuratury wynika, że ślady zostały naniesione na ładunek celowo, aby skierować na kobietę podejrzenia śledczych - dodał Łukasz Wawrzyniak w rozmowie z Radiem ZET.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET