`

Brak informacji od Wojska i WCZK. Dlaczego w Lubartowie zawyły syreny?

2 min. czytania
12.12.2025 14:53
Obserwuj nas na Google

Wczesnym rankiem 6 grudnia w Lubartowie zawyły syreny alarmowe, co wiceszef MON Cezary Tomczyk nazwał "wypadkiem przy pracy". Incydent, spowodowany omyłkowym włączeniem alarmu po otrzymaniu komunikatu od nieuprawnionych podmiotów, doczekał się ciągu dalszego: wojewoda lubelski oczekuje dodatkowych wyjaśnień od starosty, jednocześnie organizując szkolenia dla samorządów. Służby wojewody wykluczyły jednak celowe działanie i dezinformację, wskazując na pomyłkę ludzką i niedokładne zrozumienie komunikatu.

Syrena alarmowa
fot. Stanislaw Bielski/REPORTER (zdj. ilustracyjne)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były przyczyny włączenia syren alarmowych w Lubartowie.
  • Dlaczego wojewoda lubelski zorganizował dodatkowe szkolenia.
  • Co doprowadziło do pomyłkowego włączenia alarmu według rzecznika.
  • Które instytucje nieuprawnione przekazały informacje o zagrożeniu.

Syreny alarmowe w Lubartowie. "Wypadek przy pracy"

Nad ranem w sobotę 6 grudnia w Lubartowie zawyły syreny alarmowe. Po niedługim czasie alarm został odwołany, bo - jak początkowo informowano - nie potwierdzono zagrożenia. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk określił w mediach incydent jako "wypadek przy pracy". 

- To był wypadek przy pracy, jak usłyszeliśmy od samorządowców z Lubartowa. Natomiast powiem szczerze, że lepiej dwa razy włączyć syrenę w taki sposób, niż raz nie włączyć, kiedy naprawdę będzie zagrożenie z powietrza - powiedział Tomczyk.

Wojewoda reaguje. Starosta składa wyjaśnienia

Okazuje, że sprawa doczekała się ciągu dalszego. Radio ZET zapytało służby wojewody o najnowsze informacje w tej sprawie. Obecnie wojewoda lubelski czeka na dodatkowe wyjaśnienia i organizuje kolejne szkolenia dla samorządów z procedury włączania alarmów.

Redakcja poleca

Pełne wyjaśnienia w tej sprawie złożył już starosta lubartowski. To nie zamyka jednak sprawy. Rzecznik wojewody Marcin Bubicz mówi Radiu ZET, że informacje o zagrożeniu Lubartów otrzymał od dwóch innych instytucji. - Były to podmioty nieuprawnione do przekazywania komunikatów - dodaje. 

"To nie było celowe działanie"

W obliczu wydarzeń z ostatnich miesięcy, a przede wszystkim rosyjskich prowokacji, pojawiło się pytanie, czy nie było to celowe działanie. - Doszło do pomyłki ludzkiej. Być może była spowodowana czynnikiem emocjonalnym i niedokładnym zrozumieniem komunikatu - mówi Bubicz.

-  To nie było działanie celowe i wszystkie okoliczności tej sprawy sugerują, że nie mamy do czynienia z dezinformacją - dodaje rzecznik wojewody. Bubicz zaznacza, że sam alarm może być włączony tylko po informacji od wojska i z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, której w tym przypadku nie było. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET