Brak informacji od Wojska i WCZK. Dlaczego w Lubartowie zawyły syreny?
Wczesnym rankiem 6 grudnia w Lubartowie zawyły syreny alarmowe, co wiceszef MON Cezary Tomczyk nazwał "wypadkiem przy pracy". Incydent, spowodowany omyłkowym włączeniem alarmu po otrzymaniu komunikatu od nieuprawnionych podmiotów, doczekał się ciągu dalszego: wojewoda lubelski oczekuje dodatkowych wyjaśnień od starosty, jednocześnie organizując szkolenia dla samorządów. Służby wojewody wykluczyły jednak celowe działanie i dezinformację, wskazując na pomyłkę ludzką i niedokładne zrozumienie komunikatu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były przyczyny włączenia syren alarmowych w Lubartowie.
- Dlaczego wojewoda lubelski zorganizował dodatkowe szkolenia.
- Co doprowadziło do pomyłkowego włączenia alarmu według rzecznika.
- Które instytucje nieuprawnione przekazały informacje o zagrożeniu.
Syreny alarmowe w Lubartowie. "Wypadek przy pracy"
Nad ranem w sobotę 6 grudnia w Lubartowie zawyły syreny alarmowe. Po niedługim czasie alarm został odwołany, bo - jak początkowo informowano - nie potwierdzono zagrożenia. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk określił w mediach incydent jako "wypadek przy pracy".
- To był wypadek przy pracy, jak usłyszeliśmy od samorządowców z Lubartowa. Natomiast powiem szczerze, że lepiej dwa razy włączyć syrenę w taki sposób, niż raz nie włączyć, kiedy naprawdę będzie zagrożenie z powietrza - powiedział Tomczyk.
Wojewoda reaguje. Starosta składa wyjaśnienia
Okazuje, że sprawa doczekała się ciągu dalszego. Radio ZET zapytało służby wojewody o najnowsze informacje w tej sprawie. Obecnie wojewoda lubelski czeka na dodatkowe wyjaśnienia i organizuje kolejne szkolenia dla samorządów z procedury włączania alarmów.
Pełne wyjaśnienia w tej sprawie złożył już starosta lubartowski. To nie zamyka jednak sprawy. Rzecznik wojewody Marcin Bubicz mówi Radiu ZET, że informacje o zagrożeniu Lubartów otrzymał od dwóch innych instytucji. - Były to podmioty nieuprawnione do przekazywania komunikatów - dodaje.
"To nie było celowe działanie"
W obliczu wydarzeń z ostatnich miesięcy, a przede wszystkim rosyjskich prowokacji, pojawiło się pytanie, czy nie było to celowe działanie. - Doszło do pomyłki ludzkiej. Być może była spowodowana czynnikiem emocjonalnym i niedokładnym zrozumieniem komunikatu - mówi Bubicz.
- To nie było działanie celowe i wszystkie okoliczności tej sprawy sugerują, że nie mamy do czynienia z dezinformacją - dodaje rzecznik wojewody. Bubicz zaznacza, że sam alarm może być włączony tylko po informacji od wojska i z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, której w tym przypadku nie było.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET