Brutalna wojna kiboli Motoru Lublin. Będzie ciąg dalszy sprawy
Głośna sprawa kibola Motoru Lublin, który podczas ucieczki z policyjnej obławy potrącił funkcjonariusza, a w bagażniku miał karabin maszynowy, będzie miała ciąg dalszy. Obrońca właśnie złożył apelację.
- Mateusz W. to kibol Motoru Lublin skazany na dziewięć lat więzienia za czynną napaść na policjanta, którego potrącił samochodem podczas próby zatrzymania.
- Wydarzenia z kwietnia 2023 roku to jeden z elementów brutalnej wojny między dwiema grupami pseudokibiców Motoru.
- W jej trakcie dochodziło do wielu pobić, ataków maczetami, a W. w samochodzie zaczął nawet wozić karabin maszynowy.
Mateusza W., kibola Motoru Lublin, w grudniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Lublinie skazał na dziewięć lat więzienia. Uznano go za winnego czynnej napaści na policjanta, uszkodzenia radiowozu, niezatrzymania się do kontroli drogowej, a także nielegalnego posiadania broni, amunicji oraz narkotyków.
To efekt wydarzeń, do których doszło na początku kwietnia 2023 roku w Lublinie. Mateusz W. podczas próby zatrzymania przez nieumundurowanych policjantów z piskiem opon ruszył swoim starym fordem focusem. W wąskiej uliczce potrącił funkcjonariusza, który stanął przed samochodem. Po tym rozpoczął ucieczkę ulicami Lublina. W pościg ruszyło kilka radiowozów. Mimo tego W. nie dał się zatrzymać przez kilka kilometrów. W końcu wjechał na parking przed dużym centrum handlowym przy ul. Turystycznej.
Ale i tutaj się nie poddał. Wyszedł z auta i zaczął biec. A nawet przepłynął przez rzekę Bystrzycę. Poddał się dopiero na strzeżonym parkingu przy ul. Zawilcowej, gdy zobaczył, że jest otoczony.
- Podejmując ucieczkę w tych warunkach i w tej konstrukcji ulicy, oskarżony bez wątpienia dopuścił się czynnej napaści na funkcjonariusza policji. Użył przy tym niebezpiecznego narzędzia, jakim jest samochód. Pojazd użyty w tych warunkach, z ograniczeniami topograficznymi - obok były śmietniki, w które oskarżony wjechał - niewątpliwie stanowił niebezpieczny przedmiot - uzasadniała wyrok sędzia Marcelina Kasprowicz.
Dodała jednak, że nie można mówić o próbie pozbawienia życia policjanta, bo ustalona przez biegłego prędkość samochodu nie powodowała stanu zagrożenia życia czy odniesienia poważnych obrażeń. Tymczasem w akcie oskarżenia prokuratura zarzucała W. usiłowanie zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Prowadzący sprawę śledczy w mowie końcowej domagał się 12 lat więzienia. Sąd wymierzył łagodniejszą karę.
Obrońca Mateusza W. składa apelację
Grudniowy wyrok jest nieprawomocny. Obrońca W. właśnie złożył apelację w sprawie - dowiedziało się RadioZET.pl. - Potwierdzam złożenie apelacji. Natomiast o szczegółach oraz argumentacji w niej zawartej na tym etapie nie będę mówił - ucina mecenas Andrzej Samulak, obrońca Mateusza W.
Teraz Sąd Apelacyjny w Lublinie musi przyjąć odwołanie od wyroku oraz wyznaczyć termin jego rozpatrzenia. Z naszych informacji wynika, że może to zająć nawet kilka miesięcy.
Mateusz W. na ponowny proces będzie czekał w tymczasowym areszcie. Znajduje się w nim od zatrzymania, czyli od kwietnia 2023 roku. Minęły więc już blisko dwa lata. Areszt był kilkukrotnie przedłużany. Sąd podkreślał, że przestępstwa, o które jest oskarżany kibol Motoru, są zagrożone wysoką karą. Obrońca W. próbował wydostać klienta z aresztu, ale bez skutku.
Mateusza W. w sierpniu ubiegłego roku trzeba było przenieść do innego aresztu. W zakładzie przy ul. Południowej w Lublinie doszło do starcia dwóch zwaśnionych ze sobą grup kiboli Motoru. W. zaczął się przepychać z innym osadzonym. Mężczyźni mieli też wzajemnie sobie wygrażać. Dyrekcja aresztu, aby zapewnić bezpieczeństwo pozostałym osadzonym, zdecydowała o przeniesieniu W. do oddalonego o 300 kilometrów Piotrkowa Trybunalskiego.
Wojna kiboli Motoru Lublin. Poszło o "Ślepą Furię"
Wydarzenia z kwietnia 2023 roku, za które nieprawomocnie skazany został Mateusz W., to element wojny między dwiema grupami kiboli Motoru Lublin, która toczy się w mieście. 31-letni W. jest w niej istotną postacią. W przeszłości był medalistą mistrzostw Polski w kick-boxingu, a także reprezentantem kraju. Później trenował innych, także dzieci.
Konflikt między kibolami ma podłoże finansowe. Jeden z mężczyzn, Paweł A. ps. "Baton", wypuścił na rynek sportową odzież Blind Fury Wear. Mateusz W. reklamował ubrania dla zawodników sztuk walki. Problem w tym, że Blind Fury (z ang. "Ślepa Furia") to jedna z najważniejszych dla kiboli Motoru flag rozwieszanych na stadionie.
"Jest to jedna z naszych najbardziej znanych flag, jednoznacznie utożsamiana z ruchem kibicowskim na Motorze Lublin" - czytamy w zamieszczonym w sierpniu 2022 roku wpisie portalu MotorLublin.com, "Oficjalnym Niezależnym Serwisie Kibicowskim Fanatyków Motoru Lublin".
Szefowie kiboli Motoru Lublin uznali, że Paweł B. chce zarabiać na nazwie, która jest dla nich świętością. Postanowili go usunąć ze swojego grona. "(...) nie możemy przejść obojętnie obok próby zawłaszczenia tej nazwy na rzecz prywatnej osoby. Informujemy, że kibice Motoru Lublin nie mają nic wspólnego z tą firmą. Osoba, która za nią stoi, została bezpowrotnie usunięta z naszego środowiska i nie chcemy być z nią w jakikolwiek sposób kojarzeni. Jednocześnie zwracamy się do kibiców Motoru Lublin, aby w ubraniach tej marki nie pojawiali się na meczach Motoru Lublin" - napisali w komunikacie.
Ale Mateusz W. się tym nie przejmował. Nadal wspierał Pawła A. Zachęcał do zakupu jego odzieży. W portalach społecznościowych pisał też, że będzie chodził na mecze Motoru w ubraniach Blind Fury Wear.
"W Internet wypłynęły jakieś śmieszne rzeczy które szargaja dobrym imieniem tej firmy. To firma mojego Serdecznego Przyjaciela, Brata i CZŁOWIEKA. Każdy kto chce może w tej koszulce pójść na mecz piłki nożnej czy na mecz żużlu a ja jestem tego żywym przykładem" - odpowiedział W. na swoim profilu (pisownia oryginalna).
Wojna kiboli Motoru. Prawdziwy arsenał w samochodzie
To nie spodobało się wierchuszce i innym fanatykom. Podział był widoczny w portalach społecznościowych. Kibole wzajemnie się oskarżali, zarzucali sobie "zdradę" oraz "sprzedawanie". W mieście dochodziło do starć. Były to pobicia, wybijanie szyb w autach, podkładanie czujników GPS, aby śledzić przeciwników.
Oto niektóre z wydarzeń potwierdzające nasze ustalenia. 28 lutego 2023 kryminalni próbowali zatrzymać do kontroli starego forda focusa kombi. Mieli informację, że może dojść do bójki między dwiema grupami kiboli Motoru oraz Górnika Łęczna. W samochodzie było dwóch pseudokibiców. Kierował Mateusz W. Obok niego siedział 26-letni wówczas Hubert M.
W samochodzie policjanci znaleźli m.in: siekierę, maczetę, młotek, metalowe pałki, kominiarki Motoru Lublin, a przy Hubercie M. pistolet. Mężczyzna w sądzie zeznał, że znalazł go podczas spaceru z psem.
Kilka dni później, 6 marca 2023, do Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie trafił 25-letni Łukasz W. To instruktor boksu i trener w sekcji sportów walki Motoru Lublin. A także brat Mateusza W. Mężczyzna miał poważne rany ręki, którą trzeba było zszyć. Lekarze na jego plecach zauważyli też ślady po paralizatorze.
Łukasz W. powiedział jednak mundurowym, że przewrócił się na szkło.
Wojna kiboli Motoru Lublin. "Śliwa" pocięty maczetami
Kolejne tygodnie to kolejne ataki. Na przełomie marca i kwietnia 2023 na terenie lubelskiej dzielnicy LSM ucierpiał 41-letni Marcin W. ps. "Śliwa". Około godz. 23 na ul. Rymwida maczetami zaatakowało go kilka osób. "Śliwa" ledwo uszedł z życiem.
Policjantom nie udało się jednak nikogo zatrzymać. A Marcin W. nie chciał współpracować z mundurowymi. W podobnym czasie zaatakowany przez kilka osób został Mateusz W. Podczas zatrzymania 6 kwietnia 2023 miał na twarzy ślady po pobiciu, a na głowie, plecach i pośladku – ślady po cięciach kiboli.
Podczas procesu przyznał, że kilka dni wcześniej zaatakowała go grupa nieznanych osób.
Po tym W. zaczął wozić w swoim aucie karabin maszynowy. Według jednego z policjantów Mateusz W. kupił karabin, żeby zemścić się na tych, którzy kilka dni wcześniej go pobili. Gdyby tak się stało, mogło dojść do prawdziwej rzezi. Ostatecznie jednak kibol został zatrzymany.
Jeden z ostatnich akcentów wojny miał miejsce w sierpniu 2023 roku. Podczas meczu pierwszej ligi między Motorem a Górnikiem Łęczna na Arenie Lublin kibole Motoru wywiesili ogromną flagę. "Baton. Knułeś, kłamałeś, ludzi oczerniałeś, Blind Fury za plecami opatentowałeś, za to z Motoru pogoniony zostałeś". I drugą mniejszą: "Jeb... cię kur...". Tym samym potwierdzili nasze ustalenia.
Po tym incydencie wycofał się jeden ze sponsorów, a właściciel piłkarskiego Motoru, Zbigniew Jakubas, zagroził wycofaniem się z klubu. Ostatecznie do tego nie doszło, a piłkarze Motoru awansowali do piłkarskiej ekstraklasy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET