`

Nastolatek pomówił niepełnosprawnego. Sąd mu uwierzył, mimo że nic się nie zgadzało

11 min. czytania
14.02.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

Niepełnosprawny Mikołaj Rotnicki odsiaduje wyrok więzienia za poważne przestępstwo - wykorzystanie seksualne 13-latka. Miał nakłonić go do nagrania filmów pornograficznych. Nie ma na to dowodów, oprócz zeznań nastolatka, które ten dwukrotnie zmienił. - W taki sposób można kogokolwiek pomówić: pana, prokuratora czy sędziego - mówi obrońca skazanego mecenas Waldemar Zapadka. 

Sąd
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
  • Niepełnosprawny Mikołaj Rotnicki odsiaduje wyrok 2 lat więzienia za seksualne wykorzystanie 13-latka. Nie przyznaje się do winy. 
  • W sprawie brakuje dowodów winy Rotnickiego. Sąd oparł wyrok na zeznaniach nastolatka, które zostały dwukrotnie zmienione w czasie śledztwa i przed sądem.
  • Zeznania chłopca nie mają potwierdzenia w pozostałym materiale dowodowym.
  • Pierwszy wyrok skazujący został uchylony. Sąd apelacyjny wskazał na wiele błędów w postępowaniu prokuratorskim i sądowym. Rotnicki został prawomocnie skazany w powtórnym procesie.

Mikołaj Rotnicki cierpi na chorobę Stargardta, która znacznie upośledza widzenie. Mężczyzna przez kilka lat sponsorował młodych zawodników MMA. Wspierał ich, bo z powodu niepełnosprawności, jak opowiada, sam nie mógł walczyć na ringu.

Dziś odsiaduje wyrok dwóch lat więzienia za nakłanianie nastolatka do nagrania filmów pornograficznych. Jak wynika z akt sprawy, mężczyzna został skazany wyłącznie na podstawie zeznań chłopaka, które ewoluowały w czasie kolejnych przesłuchań. Przeciwko Rotnickiemu nie było żadnych dowodów rzeczowych.

Mecenat 

Mikołaj Rotnicki zachorował, gdy miał 5 lat. - Zauważałam, że jego oczko coś źle funkcjonuje. Dostał okularki, ale jak zaczął chodzić do szkoły, nauczycielka zauważyła, że niewyraźnie pisze - opowiada matka Mikołaja Rotnickiego. Rodzice jeździli z dzieckiem na badania do różnych szpitali. W końcu Mikołaj trafił do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam usłyszał diagnozę: degeneracja siatkówki. Po ukończeniu 16. roku życia przypisano mu pierwszą grupę inwalidzką. Mimo to skończył podstawówkę, liceum, poszedł na studia.

 - Korzystał z pomocy sprzętu, który jest stworzony dla osób niewidomych i niedowidzących.  Przepisywałam jego prace pisemne, żeby nauczyciele mogli je odczytać.  Poszłam nawet na wcześniejszą emeryturę dla matek wychowujących niepełnosprawne dzieci - wspomina Julia Rotnicka i dodaje: - Najgorsze było to, jak kiedyś odkryłam, że idąc wprost mnie, widzi moją sylwetkę, ale nie widzi, że to jestem ja, jego matka. Serce mnie wtedy zabolało.

Rotnicki zaczął współpracować z różnymi organizacjami i fundacjami. Głównie zajmował się tematyką dostępności usług dla niepełnosprawnych. Pracował jako specjalista ds. technologii wspierających osoby z niepełnosprawnością wzroku.  - Mikołaj jest świetnym dostępnościowcem. Zna się na przepisach, ustawach. Audytował różne instytucje, strony internetowe, aplikacje. Starał się wypunktować niedoskonałości i podpowiedzieć, jak je ulepszyć - mówi Beata Wiśniewska, wieloletnia przyjaciółka Rotnickiego.

Mikołaj Rotnicki od lat pasjonuje się też sportami walki. W 2011 roku skontaktował się z jednym z klubów sportowych z Małopolski. W ramach współpracy Rotnicki prowadził profil społecznościowy klubu. Sam też założył fanpage na Facebooku o nazwie “Mike - mecenat sportów walki”. Istniejący do dziś, ale już nieaktualizowany, zrzeszał osoby trenujące sporty walki. Rotnicki starał się pomagać zawodnikom, którzy potrzebowali np. sprzętu do treningu.

- Oczywiście nie każdej osobie byłem w stanie pomóc. Starałem się poznać historię zawodnika i wtedy decydowałem się go wspierać – opowiada nam. Chcieliśmy spotkać się z Rotnickim, ale zakład karny nie wyraził zgody. Kilkukrotnie rozmawialiśmy z nim telefonicznie. Rozmowy mogły trwać nie więcej niż 7-8 minut.

Na profilu “Mike - mecenat sportów walki” znajduje się wiele zdjęć i filmów z zawodów sportowych, również odbywających się poza Polską, np. w Tajlandii. Zawodnicy występowali z logo fanpage’a na spodenkach. Mieli je też narysowane na ciałach. To była forma gratyfikacji dla Rotnickiego za pomoc i wsparcie w karierze sportowej. “Super gość. Bardzo mi pomógł. Dzięki serdeczne!!!!!” - napisał jeden z zawodników na profilu założonym przez Rotnickiego.

Redakcja poleca

Za nim mężczyzna zdecydował się pomóc młodemu zawodnikowi, konsultował formę wsparcia z jego rodzicami. Zdarzały się sytuacje, że chłopcy po jakimś czasie przestawali trenować i sprzedawali sprzęt na Allegro. Rotnicki postanowił się zabezpieczyć przed takimi sytuacjami.  - Wpadłem na pomysł, żeby zawodnicy podsyłali mi filmy ze swoich treningów. Ze względu na niepełnosprawność wzroku, miałem ograniczoną możliwość sprawdzenia, co jest na tych filmach, ale mimo wszystko była to jakaś forma weryfikacji, czy w ogóle trenują - tłumaczy.

Do Rotnickiego odzywali się młodzi zawodnicy, którzy potrzebowali wsparcia finansowego. Mężczyzna nawiązał dłuższą współpracę z Sebastianem*, zawodnikiem jednego z klubów w centralnej Polsce. - Wspierałem go ponad rok. Kiedyś wspomniał o tym, że ma kolegów z klubu, którzy też potrzebują pomocy - mówi Rotnicki.

Sebastian tworzył wraz z czterema innymi chłopakami z klubu zgraną paczkę. Jednym z nich był Dominik*. Rotnicki postanowił wspierać go tak samo, jak pozostałych zawodników. Kupował sprzęt sportowy, czy przekazywał pieniądze na jego zakup. Warunkiem otrzymania wsparcia finansowego czy materialnego było udowodnienie, w postaci filmu, że trenują. - Wówczas nic nie wskazywało na to, że ta historia tak się skończy - wspomina Mikołaj Rotnicki.

”Pajacyki” 

W marcu 2016 roku Rotnicki dostał wezwanie do stawiennictwa się na jednym z toruńskich komisariatów. Wówczas nie miał pojęcia, o co chodzi. Poprosił matkę o przeczytanie pisma. Z treści wynikało, że jest podejrzany o “elektroniczny kontakt z osobą małoletnią w celach pedofilskich”. - Był zdumiony. Popłakał się. Mikołaj jest bardzo wrażliwym człowiekiem - opowiada matka mężczyzny, Julia Rotnicka. Okazało się, że rodzice jednego z chłopców zawiadomili policję. Zaniepokoiło ich, że dzieci otrzymywały pieniądze od mężczyzny - jak stwierdzili - “za nic”. W podobnej sytuacji mieli być też jego koledzy z toruńskiego klubu MMA.

Sprawa wydawała się prosta do wyjaśnienia, bo przesłuchiwani chłopcy zgodnie twierdzili, że Rotnicki wspierał ich finansowo ze względów sportowych. Wiedzieli też o tym sami rodzice. Wszystko zmieniło się po tym, jak policja zabezpieczyła na telefonie Dominika - jednego z zawodników MMA, którego wspierał Rotnicki - film, na którym chłopak wykonywał “pajacyki”. To popularne ćwiczenie rozgrzewające przed treningiem. Zaskakujące było jednak to, że 13-letni chłopak ćwiczył nago.

Po ujawnieniu filmu na telefonie Dominik zmienił swoje zeznania. Od tego momentu utrzymywał, że Rotnicki nakłonił go do nagrania i przesłania filmu pornograficznego. Prokurator uwierzył 13-latkowi, mimo że ten zmieniał swoje zeznania. Nie miały one też odzwierciedlenia w materiale dowodowym. Rotnicki został oskarżony o seksualne wykorzystanie nastolatka.

Redakcja poleca

We wrześniu 2018 roku mężczyzna został nieprawomocnie skazany na karę dwóch lat więzienia. Sąd apelacyjny uchylił jednak wyrok skazujący, uzasadniając to wieloma błędami na etapie postępowania prokuratorskiego i sądowego. Sąd Rejonowy w Toruniu ponownie przeprowadził postępowanie karne, ale i tym razem wydał wyrok skazujący. Sąd Okręgowy w Toruniu, rozpatrując apelację od tego wyroku, przyznał rację obrońcy oskarżonego, że materiał dowodowy nie daje odpowiedzi na wiele pytań. Mimo to podtrzymał wyrok skazujący.

“Sąd meriti nie dokonał ustaleń w tym zakresie, dostrzegając, że pośród zebranych dowodów brak było materiałów pozwalających na wyjaśnienie ww. kwestii. Okoliczność ta nie uzasadniała jednak bynajmniej podważenia zaskarżonego rozstrzygnięcia” - ocenił sąd apelacyjny. Rotnicki usłyszał prawomocny wyrok i trafił do zakładu karnego. Przebywa w nim do dziś.

Film(y) 

- Na podstawie zeznań pokrzywdzonego, bez wsparcia ich innymi dowodami, sąd potrafił skazać człowieka - komentuje dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Okoliczności skazania mężczyzny zainteresowały fundację, która od lat przygląda się pracy polskich sądów. HFPCz stworzyła program “Niewinność” kierowany do osób, które czują się niesłusznie oskarżone lub skazane. - Po weryfikacji akt tej sprawy doszliśmy do wniosku, że  nie ma żadnych przekonujących dowodów popełnienia czynu zabronionego. Ze względu na to, że jest to czyn źle odbierany społecznie, obawialiśmy się, jak się okazuje słusznie, nacisku moralnego na sąd, żeby skazał tego mężczyznę - wyjaśnia dr Kładoczny.

Jedynym rzeczowym dowodem w tej sprawie był wspomniany film z udziałem obnażonego chłopaka. -  Sąd nie ujawnił nagrania na rozprawie. Nigdy go nie widzieliśmy. Zakładam, że sędzia sprawdził, co jest na tym filmie - mówi mecenas Waldemar Zapadka, obrońca Rotnickiego. Filmu nie ujawniono na żadnym z urządzeń Mikołaja Rotnickiego. Nawet go nie szukano. Mężczyzna zaprzeczał, aby prosił o wykonanie nagrania i przesłania mu go. Jedynymi filmami, jakie do niego trafiły, były te dokumentujące treningi młodych zawodników. Nie miały one charakteru seksualnego.

Podczas pierwszego przesłuchania Dominik nie przyznał się do istnienia filmu pornograficznego. Nie wspominał też, żeby Rotnicki prosił go o nagrania inne niż te o charakterze sportowym. Zaprzeczał, by mężczyzna miał wobec niego seksualne zamiary. Dopiero po ujawnieniu filmu, na którym się obnaża, chłopak zmienił zeznania. Na drugim przesłuchaniu stwierdził, że nagrał go dla Rotnickiego za pieniądze. Na początku nie chciał się zgodzić, ale w końcu miał ulec mężczyźnie. Film miał wysłać mu za pomocą aplikacji Dropbox.

Faktycznie nagranie znajdowało się w folderze wskazującym na użycie tego programu. Biegły informatyk nie był w stanie określić, kiedy nagranie powstało. Jedyna data, jaka widniała w danych pliku, to 5 lipca 2015 roku. Prawdopodobnie jest to data udostępnienia lub pobrania wideo, ale tego biegły też nie potrafił określić. Sąd uznał jednak, że nagranie powstało 5 lipca 2015 roku. “(...) informatyk stwierdził wprawdzie, że mogła to być nie tylko data powstania, ale data umieszczenia ww. pliku w folderze, jednakże ze słów pokrzywdzonego wynikało, że ów filmik właśnie wówczas został przez niego nagrany i brak było podstaw, by jego twierdzenia podważyć (...) - czytamy w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu.

Niezależnie od przyjętej wersji nie było żadnego śladu, który świadczyłby o tym, że nagranie trafiło do Mikołaja Rotnickiego. Sąd uznał, że tak jednak było, opierając się wyłącznie na nowych zeznaniach chłopaka. Jak się okazało, prokuratura nie sprawdziła ani telefonu, ani komputera Mikołaja Rotnickiego. Gdyby założyć wersję, że Rotnicki namówił chłopca do nagrania filmów pornograficznych, a ten mu je wysłał, to śledczy mieliby niezbite dowody przestępstwa. Natomiast, gdyby przeszukanie i zbadanie urządzeń mężczyzny zakończyło się brakiem odnalezienia jakichkolwiek śladów przestępstwa, byłby to dowód niewinności Rotnickiego.

- Jak można dopuścić do takich zaniedbań, a mimo to oskarżyć człowieka? To jak dużo jest niejasności w tej sprawie, powoduje we mnie frustrację - bulwersuje się przyjaciółka Mikołaja Beata Wiśniewska. Jak to możliwe, że przy obecnych możliwościach technicznych prokuratura ani sąd nie są w stanie ustalić, czy film został przesłany do oskarżonego i odebrany przez niego? Według sądu Mikołaj Rotnicki miał nakłonić chłopca do nagrania filmów, kontaktując się z nim przez Facebooka. Dlaczego nie ma po tym żadnego śladu na profilu chłopca? - Biegły, który został powołany, nic nie ustalił w tych kwestiach. Jeżeli nie ma dowodów winy, to znaczy, że klient jest niewinny — argumentuje obrońca Rotnickiego.

Jeden, dwa czy trzy filmy?

Dominik był przesłuchiwany po raz trzeci podczas powtórnego procesu. Było to jedno z zaleceń sądu apelacyjnego, który uchylił wyrok pierwszej instancji. Zeznając po pięciu latach od zdarzenia, stwierdził, że filmów, na których występował nago, było więcej. Miał na nich wykonywać “pajacyki”, nacierać się oliwką, czy walczyć z własnym cieniem. Na jednych z nich miał nawet się onanizować. Wszystkie nagranie miały powstać na prośbę Rotnickiego i do niego trafić. Rozmowa o tym miała mieć miejsce przez internet. Matka chłopaka zeznała jednak, że kontrolowała konto syna na Facebooku i nic nie wzbudziło jej podejrzeń.

-  W aktach nie mamy śladu komunikacji między oskarżonym a pokrzywdzonym w okresie, który jest wskazany jako czas popełnienia czynu. SMS-owej, telefonicznej, mailowej, przez portale społecznościowe. Nie mamy najmniejszego śladu, żeby ktoś do kogoś pisał - mówi mecenas Zapadka. Po pozostałych filmach, o których Dominik wspomniał w czasie trzeciego przesłuchania, też nie ma śladu. Sąd, opierając się wyłącznie na słowach chłopaka, uznał jednak, że filmy istniały.

- Nie wiemy, czy przedmiotem przestępstwa miał być jeden film, trzy filmy czy więcej filmów. Nie wiemy nawet, czy te filmy w ogóle powstały i zostały wysłane - bulwersuje się obrońca Rotnickiego i dodaje:  - Nie wiadomo, za co oskarżony został skazany. Za namawianie do nakręcenia jednego filmu, czy więcej? Konsekwencją tego było to, że nie mieliśmy, jak się bronić - wyjaśnia.

Nie wiadomo również, kiedy miały zostać nagrane pozostałe filmy. W przypadku pierwszego, jedynego zabezpieczonego przez prokuraturę, sąd uznał, że został nagrany w lipcu. Namawianie do nagrania go, co jest przestępstwem, miało być w “okresie letnim”. Ustalenie czasu popełnienia przestępstwa jest kluczowe w postępowaniu karnym. -  Oskarżony musi być skazany za konkretny czyn, który występuje w danym czasie.  W tej sytuacji ten czas nie został w ogóle ustalony, ponieważ wskazanie takiego pojęcia, jak okres letni, nie pozwala wskazać, kiedy oskarżony miał działać - tłumaczy mecenas Zapadka.

Wątpliwości co do wiarygodności zeznań nastolatka pojawiły się również w momencie, w którym opisywał, na jakim telefonie zarejestrował nagranie. „(...) Ja te filmy nagrywałem tym Samsungiem. Wiem, że ten telefon, na którym jest film, to jest Nokia, ale nie pamiętam, czy pozostałe są na Samsungu. Tego Samsunga wzięła Policja” - zeznawał na drugim przesłuchaniu. - Nikt nie zbadał tego, w jaki sposób film nagrany Samsungiem znalazł się na Nokii - dziwi się obrońca Rotnickiego.

Kontrowersje dotyczące powstania, jak i lokalizacji nagrania obrońca oskarżonego próbował wielokrotnie sygnalizować wymiarowi sprawiedliwości. - W mowach końcowych wskazywałem sądowi tę okoliczność. Podnosiliśmy to w apelacji, kasacji i wniosku o kasację do Prokuratora Generalnego. Nikt nie był zainteresowany wyjaśnieniem tego - rozkłada ręce adwokat.

Motyw 

Oskarżony o czyny pedofilskie Mikołaj Rotnicki został przebadany przez biegłych sądowych. Z opinii sądowo-psychiatrycznej wynikało, że prawidłowo postrzega normy społeczno-prawne i potrafi się do nich dostosować. Równie korzystna była opinia sądowo-seksuologiczna. Nie stwierdzono symptomów dewiacji seksualnej, w tym pedofilii. - Znam Mikołaja od prawie 20 lat.  Nie zauważyłam przez tyle lat żadnych dziwnych gestów i zachowań w stosunku do młodych ludzi, czy moich dzieci - zapewnia przyjaciółka Rotnickiego, Beata.

Żaden z przesłuchiwanych kolegów Dominika nie skarżył się na podejrzane zachowania Rotnickiego. Wszyscy współpracowali z nim na tych samych zasadach. Również otrzymywali sprzęt, odzież i pieniądze jako wsparcie w karierze sportowej. Nigdy nie otrzymali od Rotnickiego propozycji nagrania filmu, w którym występowaliby nago. Oprócz zeznań świadków dotarliśmy również do wielu pozytywnych opinii na temat Rotnickiego jako sponsora młodych sportowców. Część z nich została włączona do akt.

Fot. Akta sprawy

Badaniu poddany został także Dominik. Biegła psycholog stwierdziła, że miał relatywnie niską możliwość dokonania oceny motywacji działania innych osób. Ponadto był podatny na sugestie. Łatwo mógł stać się obiektem manipulacji. Sąd uznał, że ta opinia świadczy przeciwko Rotnickiemu. Jego zdaniem mężczyzna wykorzystał słabość chłopca i nakłonił go do nagrania filmu pornograficznego. Chłopak miał zostać zmanipulowany przez Rotnickiego pieniędzmi. Za trzy filmy pornograficzne, bo tak w pierwszym procesie uznał Sąd Rejonowy w Toruniu, mężczyzna miał zapłacić łącznie 400 zł - 200 zł za pierwszy, po 100 zł za kolejne. Chłopak miał wypłacać pieniądze BLIK-iem z bankomatu. - Przedłożyliśmy wyciągi z rachunków bankowych, które wykluczały, aby pokrzywdzony dostał takie wynagrodzenie - tłumaczy mecenas Zapadka.

W ponownym procesie Sąd Rejonowy w Toruniu wycofał się już z tych twierdzeń. W uzasadnieniu wyroku skazującego ograniczył się do mało precyzyjnych ustaleń. “Informacja pozyskana z banku potwierdziła wykonywanie transakcji za pomocą BLIK w kwotach przybliżonych do tych, które podawał pokrzywdzony” - czytamy. Przypomnijmy, że Dominik podobnie, jak jego koledzy, otrzymywali wsparcie finansowe od Rotnickiego w celach sportowych.

Kiedy sąd nie ma dowodów, to uniewinnia

Podczas procesu obrońca Rotnickiego starał się przekonać sąd, że mężczyzna nie byłby w stanie obejrzeć filmu pornograficznego, który miał otrzymać od Dominika. Sam Rotnicki w śledztwie wyjaśniał, że widzi jedynie kontury i to w zależności od odległości. Nie był w stanie przeczytać tekstu bez pomocy silnej lupy czy udźwiękowionego sprzętu elektronicznego. Możliwość widzenia określił na 5 proc. Biegła potwierdziła chorobę mężczyzny.

“Obsługa komputera jest możliwa przy zastosowaniu programów dla osób słabowidzących. Zmiany w narządzie wzroku są poważne, znacznie upośledzają widzenie, nie dają możliwości wyraźnego widzenia” - oceniła. Biegła nie potrafiła jednak potwierdzić, czy Rotnicki był w stanie dojrzeć, co jest na nagraniu. Dlatego sąd uznał, że ta opinia nie wyklucza tego, że mężczyzna mógł popełnić przestępstwo. Dalej tego wątku sąd już nie badał.

Mikołaj Rotnicki od października 2023 rok przebywa w więzieniu. Pozostało mu jeszcze ponad pół roku do odbycia kary. Konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Walczył o uniewinnienie w Sądzie Najwyższym. Bezskutecznie. Starał się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Również bezskutecznie. Sprawa Rotnickiego ciągnęła się w sądach przez 7 lat. Dwukrotnie rozpatrywały ją dwuinstancyjne sądy. Mimo że po uchyleniu pierwszego wyroku sąd odwoławczy nakazał wyjaśnienie wielu wątpliwości, których nie rozstrzygnął Sąd Rejonowy w Toruniu, wciąż nie znamy odpowiedzi na wiele pytań: w jaki sposób film pornograficzny z udziałem nieletniego miał trafić do Rotnickiego, ile było nagranych i przesłanych filmów, kiedy?

- To jest proste pytanie: był jeden film czy trzy? Nigdy nie miałem takiej sprawy, w której tak wielu rzeczy sąd nie ustaliłby w wyroku skazującym. Zdarza się to, ale w wyroku uniewinniającym. Kiedy sąd nie ma dowodów, to uniewinnia - mówi mecenas Waldemar Zapadka, który, zanim został adwokatem, przez kilkanaście lat orzekał jako sędzia w sprawach karnych. Pozbawienie wolności to nie jedyna kara dla Mikołaja Rotnickiego. Po wyjściu z zakładu karnego przez pięć lat nie będzie mógł przebywać w środowiskach dzieci i młodzieży szkolnej bez obecności ich dorosłych opiekunów.

- Mam nadzieję, że to wszystko się skończy dobrze - mówi 75-letnia matka skazanego Mikołaja.

- Dobrze? Co to znaczy? - dziwię się.

- Że jeszcze za swojego życia zobaczę go na wolności.

Po prawomocnym skazaniu Mikołaja Rotnickiego pełnoletni już Dominik wytoczył mu sprawę cywilną. Żąda od niego finansowego zadośćuczynienia za doznane krzywdy.

*Imiona nieletnich osób występujących w reportażu zostały zmienione.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET