Brutalne zabójstwo w Słupsku, szokujące ustalenia prokuratury. Ruszył proces
W Słupsku ruszył proces ws. brutalnego zabójstwa 60-latka, zbezczeszczenia zwłok i zacierania śladów. Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch mężczyzn - 37-letni Andrzej K. i 45-letni Zdzisław M. Pierwszy z nich zabić ofiarę, zadając jej m.in. sześć ciosów nożem. Później obaj mieli usunąć z ciała wnętrzności i wyrzucić je do śmietnika.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są ustalenia prokuratury ws. zabójstwa Andrzeja G.
- Co zeznawali podczas pierwszej rozprawy oskarżeni.
- Co grozi obu mężczyznom.
Proces ws. zabójstwa 60-latka w Słupsku
W piątek przed Sądem Okręgowym w Słupsku rozpoczął się proces ws. zabójstwa 60-letniego Andrzeja G. Do zdarzenia miało dojść w grudniu 2023 roku w mieszkaniu 37-letniego Andrzeja K. To on zdaniem prokuratury miał zabić mężczyznę, kilkukrotnie z dużą siłą uderzając go w okolice klatki piersiowej, a następnie przewracając na podłogę i zadając sześć ciosów nożem.
Razem z 37-latkiem na ławie oskarżonych zasiadł także 45-letni Zdzisław M. - obaj mieli zbezcześcić zwłoki i zacierać ślady. Z aktu oskarżenia wynika, że usunęli wnętrzności z ciała i w workach wynieśli z mieszkania, a następnie wyrzucili do śmietnika. Na miejscu zbrodni wycierali też ślady krwi. Zwłoki Andrzeja G. znaleziono dopiero po pół roku, w lipcu 2024 roku. Były w wannie, "w stanie silnego rozkładu i częściowego wysuszenia".
Andrzej K. nie przyznał się do winy
- Nie przyznaję się do zarzucanych czynów. Odmawiam składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, za wyjątkiem pytań obrońcy - mówił w piątek w sądzie główny oskarżony Andrzej K. W czasie rozprawy podtrzymał wyjaśnienia złożone w postępowaniu przygotowawczym, w których zaprzeczył, by zabił Andrzeja G. Tłumaczył, że wyjeżdżał z Polski za pracą i pozwalał w tym czasie przebywać w mieszkaniu kolegom, nieznajomym bezdomnym. Sam ostatni raz miał być w mieszkaniu rok przed zatrzymaniem. Później zgubił klucze i już z niego nie korzystał, pomieszkując u konkubiny i u matki.
Zdzisław M.: Wynieśliśmy je do śmietnika
Inaczej na rozprawie zachował się drugi z oskarżonych. Zdzisław M. przyznał się do zarzucanych czynów, do wyrzucenia na śmietnik zapakowanych w worki wnętrzności ofiary zbrodni. Odmówił składania wyjaśnień, ale odpowiadał na pytania. Nie pamiętał, kiedy doszło do zabójstwa, ale był pewien, że był wówczas w mieszkaniu z Andrzejem K. Nie widział przebiegu kłótni, był w pokoju obok, ale widział później leżącego w przedpokoju 60-latka.
Razem z Andrzejem K. mieli wyjść z mieszkania, zostawiając 60-latka bez oznak życia. Wrócili wieczorem, bo K. powiedział, że trzeba wynieść zapakowane w worki wnętrzności pokrzywdzonego. - Wynieśliśmy je do śmietnika, obok szkoły. Nie byłem w mieszkaniu, jak wnętrzności były usuwane. Nie widziałem zwłok, prawdopodobnie były w łazience. Z nikim o tym nigdy nie rozmawiałem - mówił w sądzie Zdzisław M.
Andrzejowi K. grozi dożywocie
Zdzisław M. jednocześnie nie podtrzymał wyjaśnień odczytanych z protokołów postępowania przygotowawczego. Z nich wynikało natomiast, że przyczyną kłótni była dziewczyna Andrzeja K., przebywająca w więzieniu Magda M., o którą ten był zazdrosny. Zdzisław M. zeznawał śledczym, że widział bójkę mężczyzn oraz to, że K. poszedł po nóż, a następnie jak wycinał narządy wewnętrzne Andrzeja G. Po kilku miesiącach zapytał K. o zwłoki, a ten stwierdził, że je posprzątał. O sprawie milczał, bo bał się Andrzeja K.
Członkowie rodziny 37-latka, którzy mieli zeznawać w charakterze świadków, odmówili składania zeznań. Sąd wyznaczył kolejny termin rozprawy na 10 lutego. Andrzejowi K. grozi nawet dożywocie. Zdzisław M. może zostać skazany na karę do dwóch lat więzienia za znieważenie zwłok i do pięciu lat za utrudnianie śledztwa.
Źródło: Radio ZET / PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET