`

Burza o nowy zakaz w Warszawie. Mieszkańcy podzieleni. „Przesada"

4 min. czytania
01.06.2026 13:50
Obserwuj nas na Google

Od 1 czerwca na terenie całej Warszawy zaczyna obowiązywać ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu. Przepisy mają poprawić bezpieczeństwo i ograniczyć zakłócanie ciszy nocnej. Co na to mieszkańcy? – Nie wiem, jaki to ma sens. Normalni ludzie czasami wypiją piwo czy dwa po pracy, ale to nie oznacza od razu, że będą się awanturować pod blokami albo zakłócać ciszę nocną – mówi w rozmowie z RadioZET.pl pan Łukasz, mieszkaniec stolicy. 

Warszawa, turyści
fot. Adam Burakowski/East News – zdj. ilustracyjne

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są godziny obowiązywania nocnej prohibicji w Warszawie.
  • Dlaczego Warszawa wprowadziła zakaz nocnej sprzedaży alkoholu.
  • Co myślą mieszkańcy Warszawy o nocnej prohibicji.

Nocna prohibicja wkracza do kolejnych polskich miast. Od 1 czerwca na terenie całej Warszawy obowiązuje ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu. Zakaz obejmuje sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem handlu w godzinach od 22 do 6. Tego typu napojów nie będzie można kupić w sklepach, kioskach, stacjach benzynowych, zabroniona jest także sprzedaż na wynos w lokalach gastronomicznych. Okazuje się, że zdania mieszkańców są na ten temat podzielone.

Nocna prohibicja w Warszawie. Co na to mieszkańcy?

Jak podkreśla miasto, zakaz nie dotyczy lokali gastronomicznych, w których alkohol spożywany jest na miejscu oraz wolnego obszaru celnego Lotniska im. Fryderyka Chopina. Do tej pory nocna prohibicja obowiązywała w wybranych dzielnicach Warszawy - Śródmieście i Praga - Północ. To szerszy element programu poprawy bezpieczeństwa nocą. Dlaczego wprowadzono zakaz w całym mieście? Ratusz podaje trzy główne powody. To:

  • ograniczenie nocnych hałasów w przestrzeni miejskiej,
  • zmniejszenie liczby interwencji służb,
  • poprawa bezpieczeństwa w godzinach nocnych.
Redakcja poleca

W konsultacjach społecznych dotyczących nocnej sprzedaży alkoholu udział wzięło blisko 9 tys. osób. Ponad 80 proc. uczestników opowiedziało się za wprowadzeniem ograniczeń, głównie ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Portal RadioZET.pl rozmawiał na ten temat z mieszkańcami. Niektórzy są przeciwni nocnej prohibicji. – Nie wiem, jaki to ma sens. Normalni ludzie czasami wypiją piwo czy dwa po pracy, ale to nie oznacza od razu, że będą się awanturować pod blokami albo zakłócać ciszę nocną. Po co aż tak demonizować i popadać w skrajności? – pyta pan Łukasz, mieszkaniec Warszawy. – Tych, którzy się awanturują, jest przecież garstka. A zakaz wprowadzają w całym mieście, bezsens – dodaje. 

Mieszkańcy podzieleni. „Przesada"

„Szkodzi to głównie szaremu obywatelowi, pracującemu w różnych trybach, który nie zdąży sobie kupić nic do jedzenia. Te sklepy, które przy życiu trzyma sprzedaż alkoholu, dają też możliwości ludziom pracującym w godzinach odbiegających od trybu biurowego 9-17 kupić coś do jedzenia. Teraz koniec" – pisze w mediach społecznościowych pani Joanna. Głos w sprawie zabrała również pani Monika, która w Warszawie mieszka od urodzenia. – Nie jestem jakoś wyjątkowo zbulwersowana tym zakazem, bo sama rzadko piję. Ale rzeczywiście, moim zdaniem, uderza on głównie w normalnych ludzi. Przesada. Czasami kończę pracę o 22, chętnie napiłabym się z mężem lampki wina. Podejrzewam, że sporo jest takich osób. Druga sprawa, nie do końca wiadomo, czy ten zakaz alkoholu jakkolwiek poprawi bezpieczeństwo. Jeśli ktoś chce się awanturować, to i tak będzie – twierdzi pani Monika. 

Warszawa monitoruje efekt zmian. Analizowane są m.in. dane dotyczące interwencji służb, wykroczeń oraz zakłóceń porządku publicznego. Są już pierwsze raporty. W Śródmieściu i na Pradze-Północ w okresie listopad 2025 – styczeń 2026 interwencje Straży Miejskiej w nocy spadły o 15,2 proc. Z kolei dane policji pokazują, że w tym samym okresie, że liczba interwencji spadła o 8 proc., a wykroczenia związane ze spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych zmniejszyły się o 30,4 proc. 

Większość naszych rozmówców opowiada się za zakazem. – Bardzo dobrze, że coraz więcej miast się na to decyduje. Awantury, wypadki, przemoc domowa – alkohol to jest zło w czystej postaci, a myśmy się z nim, jako Polacy, oswoili, jakby był absolutną normą, a nawet koniecznością. Najwyższa pora na zmiany – mówi pan Arkadiusz. Pan Marek dodaje: – Jeśli można uniknąć choćby dwóch wypadków, interwencji czy awantur wprowadzeniem tego zakazu, to pewnie, że jestem za. Jeśli ktoś chce się kulturalnie napić, to droga wolna: jest w Warszawie mnóstwo barów, restauracji, nikt im nie broni. 

Skutki nocnej prohibicji. Miasta publikują raporty

Z publikowanych raportów wynika, że ograniczenie sprzedaży alkoholu wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Przykładem jest Kraków. W ciągu 12 miesięcy obowiązywania uchwały (lipiec 2023 – czerwiec 2024) liczba interwencji policji związanych ze spożywaniem alkoholu spadła o 48,5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu, kiedy uchwała nie obowiązywała – podaje Krakow.pl. Odnotowano wyraźny spadek interwencji straży miejskiej w godzinach nocnych. Liczba zgłoszeń przyjętych zgłoszeń zmalała o 31,2 proc. w ciągu 12 miesięcy obowiązywania zakazu.

Z kolei we Wrocławiu po siedmiu dniach od wdrożenia miejskiego zakazu służby odnotowały mniejszą liczbę zgłoszeń dotyczących zakłóceń porządku. O ograniczeniach sprzedaży alkoholu pisał również Instytut Badań Strukturalnych, apolityczna fundacja naukowa.

„Lista negatywnych efektów [spożywania alkoholu – przyp. red.] jest długa i obejmuje niemal każdy aspekt życia – począwszy od wspomnianych skutków zdrowotnych, przez wzrost przestępczości i przemocy domowej, spadek bezpieczeństwa drogowego oraz spadek produktywności pracy" – czytamy. Z perspektywy badaczy nagłe wprowadzenie zakazu jest bardzo istotne, bo przy użyciu odpowiednich narzędzi pozwala w sposób przyczynowo skutkowy powiązać zakaz spożywania alkoholu z różnymi zjawiskami społecznymi.

Źródło: Radio ZET/Krakow.pl/IBS

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET