Chirurdzy byli świadkami ataku w Krakowie. Opisali akcję ratunkową. „Bardzo trudna”
Lekarze, którzy byli świadkami ataku w Krakowie - prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak opowiedzieli o swoich wrażeniach z akcji służb na konferencji prasowej. Przekazali, że wszystkie służby działały wzorowo. Ich zdaniem dzięki temu nie było więcej ofiar. Liczba zespołów zabiegowych w szpitalach krakowskich była większa od liczby ofiar.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak przebiegała akcja ratunkowa w Krakowie.
- Dlaczego medycy są uznawani za „cichych bohaterów”.
- Co powiedział dr Wierdak o udzielaniu pomocy poszkodowanym.
- Które służby współpracowały z lekarzami na miejscu.
Świadkowie zdarzenia o ataku w Krakowie
Prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak byli świadkami sobotniego ataku 24-latka w Krakowie. Na konferencji prasowej opisali swoje wrażenia po zdarzeniu. - To była sytuacja wypadku masowego. Bardzo trudna, bo nie w jednym miejscu, tylko tak naprawdę w kilku miejscach w jednym czasie (...). Moim zdaniem przy tak skomplikowanej akcji ratunkowej i tylu ofiarach wszystkie służby postąpiły wzorowo i tylko dzięki temu więcej ofiar nie było - powiedział chirurg urazowy, który udzielał pomocy poszkodowanym podczas ataku dr Wierdak. Lekarz podczas zdarzenia był z rodziną w pobliskiej restauracji. Był tam też chirurg prof. Pędziwiatr. Gdy usłyszeli strzały, ruszyli, by pomóc poszkodowanym.
Lekarzy zapytano o to, czy nie bali się pójść na miejsce zdarzenia. - Oczywiście, że się baliśmy, ale nie myśleliśmy o tym - odparł prof. Pędziwiatr. - Strach był, natomiast my w pracy działamy pod wpływem stresu, więc z tym sobie jakoś dajemy radę - dodał dr Mateusz Wierdak. Zdaniem lekarzy „cichymi bohaterami” są wszyscy medycy, którzy poświęcili swój czas wolny i pojawili się na dodatkowych dyżurach.
- W szpitalu uniwersyteckim i we wszystkich szpitalach w Krakowie byli ludzie, którzy przyjechali na miejsce: pielęgniarki, lekarze. I to im należy się podziękowanie. Liczba zespołów zabiegowych w krakowskich szpitalach była wyższa niż liczba ofiar, które przyjechały do szpitali. Czyli byliśmy gotowi na to, żeby przyjąć być może kolejnych (rannych - przyp.), jeśli tacy by byli, i to trzeba podkreślić - powiedział prof. Pędziwiatr.
Akcja ratunkowa oczami lekarzy
Według informacji podanych przez chirurgów, razem z policją i przechodniami zaangażowani byli w udzielaniu pierwszej pomocy rannym. Korzystali m.in. z apteczek, które przekazali im funkcjonariusze z radiowozów policyjnych. Gdy jeden z lekarzy poinformował, że jest chirurgiem urazowym, policjanci przekazali mu koordynowanie działań medycznych. Sami skupili się, by zabezpieczyć teren. Powiedzieli, ze zdaniem niektórych przechodniów było dwóch zamachowców, a inni przekazywali, że było ich jeszcze więcej.
- Tam było czterech poszkodowanych. (…) Bandytów w maskach, zakapturzonych, nie widzieliśmy, więc dlatego była trochę konsternacja. Natomiast my nie byliśmy od tego, żeby ścigać tych przestępców, tylko żeby udzielać pomocy, więc zrobiliśmy to, co umieliśmy - mówił prof. Wierdak. Dodał, że widok rannych w lekarzach uruchomił „wyuczone strategie”. - Jeśli mamy pacjenta postrzelonego, trzeba najpierw ocenić, skąd tak naprawdę krwawi, i spróbować zatamować krwawienie. Drugą rzeczą, która jest bardzo istotna, jest (…) zabezpieczenie pacjenta przed wychłodzeniem - mówił lekarz.
Źródło: Radio ZET/PAP