Co dalej z Buddą? Prawnicy zdradzają, co kryje się za prokuratorskimi zarzutami dla youtubera
Youtuber Kamil L., znany jako Budda, oraz jego partnerka Aleksandra K. pozostaną w areszcie do 11 stycznia. “Niektóre z tych przestępstw są popełnione w ramach zorganizowanej grupy przestępczej” - uzasadnił swoją decyzję szczeciński sąd. W rozmowie z RadioZET.pl specjaliści od przestępczości gospodarczej tłumaczą, co kryje się za prokuratorskimi zarzutami dla Buddy.
Mateusz Kapera: Kierowanie grupą przestępczą, pranie brudnych pieniędzy i wyłudzenie podatku VAT. Brzmi to bardzo poważnie.
Maciej Oniszczuk, kancelaria prawna Oniszczuk & Associates: - Część z tych zarzutów zawsze pojawia się w sprawach gospodarczych i ma być podstawą do tego, żeby pozostałe zarzuty były poważniejsze. Mówimy przede wszystkim o zarzucie organizowania grupy przestępczej, gdzie wystarczą trzy osoby i każdy taką grupę może stanowić, a także o zarzucie prania pieniędzy. Ten zarzut może pojawić się tak naprawdę przy okazji każdej działalności uznanej za nielegalną, jeżeli są z niej jakieś pieniądze.
Musimy o tym pamiętać, że komunikat prokuratury przedstawiony jest bardzo mocno, ale właśnie część z tych zarzutów standardowo pojawia się w sprawach gospodarczych w Polsce. I to nie do końca jest istota samej sprawy. Istotą jest kwestia loterii, e-booków i podatków VAT. To stanowi tę najbardziej kontrowersyjną materię.
Główny zarzut prokuratury wobec “Buddy” to zaniżanie wpływów podatkowych ze sprzedawanych przez niego losów w formie e-booków i na loterii. Jak to wyglądało w praktyce?
Maciej Binkowski, blog “Białe Kołnierzyki”: - Prokuratura nie udostępniła akt sprawy, więc możemy sobie jedynie domniemywać. Natomiast wiemy, że e-booki, które sprzedawał “Budda” były opodatkowane 5 proc. stawką VAT-u. Przy czym generalnie nagrody, czyli luksusowe auta, były opodatkowane 23 proc. stawką VAT-u. Według niektórych ekspertów sprzedaż e-booków nie powinna być w ogóle opodatkowana i w związku z tym nie byłoby prawa do liczenia 23 proc. stawki VAT. W takim układzie byłoby to uszczuplenie należnego podatku VAT, co de facto jest kwalifikowane praktycznie tak samo, jak jego wyłudzenie.
Ewentualnie jeżeli zastosowano za niską stawkę VAT - zamiast 5 proc. powinna być pełna stawka VAT - to wiadomo, że w takim układzie odliczenie tego VAT-u było nieprawidłowe i tak samo tutaj mamy do czynienia ze zmniejszeniem należności VAT. Tak czy inaczej, to jest główny zarzut prokuratury.
Do tego mamy kwestię ulgi IP Box. Została zastosowana podobno niesłusznie z uwagi na to, że obowiązuje tylko i wyłącznie przy projektach dotyczących własności intelektualnej, a e-booki - mówiąc szczerze - były dalekie od jakichkolwiek badań naukowych itd. Mamy tutaj ewidentne zaniżanie VAT-u. Natomiast według mojej oceny nie jest to karuzela VAT.
Dlaczego akurat wykorzystano e-booki?
MO: - Kwestia loterii promocyjnej jest istotą tej sprawy. Po live'ie na grupie facebookowej “Białych Kołnierzyków” zgłosiły się do nas osobypośrednio powiązane ze sprawą. Powiedziały nam, że na samym początku miało to być w formie konkursu, który znacząco różni się w działaniu od loterii. Konkurs ma elementy twórcze, nie wymaga zezwolenia, czy zgłoszenia.
Natomiast w loterii promocyjnej mamy już element losowości. Wymagane jest jej zgłoszenie do władz skarbowych. Przy czym taka stricte loteria promocyjna działa tak, że rzeczywiście mamy jakiś produkt, który kupujemy i przy okazji tego zakupu, mamy losowanie jakiejś nagrody.
Wedle interpretacji prokuratury w przypadku sprawy Buddy nie miała miejsca loteria promocyjna, czyli to na co było zezwolenie, tylko była to loteria hazardowa. E-book był pozorem do tego, żeby rzeczywiście kupić to, co było najistotniejsze, czyli los na loterię. Sam e-book był bez wartości. Główną ideą była właśnie loteria hazardowa.
Urząd skarbowy nie zorientował się od razu po zgłoszeniu, jaki jest prawdziwy cel i forma loterii?
MO: - Musimy pamiętać o tym, że w Polsce, jeżeli chodzi o skarbówkę, to papier przyjmie wszystko. To, że mamy zgodę na loterię promocyjną z e-bookami, to nie oznacza, że skarbówka tę interpretację przyjmie, jeżeli rzeczywiście ten e-book jest pozorny i bez żadnej wartości. W przypadku Buddy e-booki były o tym, jak działa jego kanał, czyli ich wartość była niska. W prokuraturze przyjęto interpretację, że te e-booki były tylko i wyłącznie pozorną działalnością i nie były promowane w ramach loterii promocyjnej. Główną ideą był hazard i loteria z nagrodami, która w pewnym momencie stała się dość powszechna w polskim internecie. Domyślam się, że ktoś być może myślał, że znalazł jakąś lukę w prawie, że te e-booki można tak sprzedawać.
Okazało się, że przy pewnych obrotach pieniężnych zwróciło to uwagę prokuratury. Tym bardziej że wedle nieoficjalnych informacji w dniu aresztowania Buddy powołano specjalny zespół Ministerstwa Finansów właśnie do loterii internetowo-hazardowych opartych o e-booki.
Dlaczego e-booki a nie jakiś przedmiot fizyczny?
MO: Przede wszystkim chodzi o skalę. Jeżeli mamy produkt fizyczny, to on nas ogranicza. Z racji skali internetu ten cyfrowy produkt był wymarzonym wehikułem.
MB: Tak. Po prostu trzeba mniej pieniędzy zainwestować w logistykę, nie trzeba uprawdopodobniać faktycznego przepływu. Jest to forma bardzo szybko zbywalna, więc to idealnie nadaje się do takich celów.
Ten schemat działania jest popularny w polskim internecie?
MB: Tak. Loterie były w miarę popularne na polskim YouTubie. Natomiast kwestię e-booków trudno jednoznacznie ocenić. Myślę, że Urząd Skarbowy zacznie się temu dosyć poważnie przyglądać i urzędnicy zaczną śledzić tego typu działalność. Być może zostaną naliczone kolejne podatki. Nie sądzę, żeby były liczne zatrzymania tak znanych osób jak Budda. Natomiast może się pojawić trochę kontroli skarbowych.
Wspomniał pan wcześniej, że działalność “Buddy” to nie jest karuzela VAT. Dlaczego?
MB: - Po pierwsze nie mieliśmy typowego obrotu karuzelowego towarem. Po drugie, co jest nietypowe dla tego typu spraw, mieliśmy duże kwoty zajęć majątkowych, gdzieś w okolicach 100 milionów złotych. Przy typowych karuzelach zwykle te pieniądze są wytransferowane za granicę i tak naprawdę prokuratura nie ma czego zajmować. Natomiast tutaj śledczy zajęli majątki kilku osób, nie tylko “Buddy”.
Dlaczego ten majątek był rozbity na kilka osób? Otóż dotarliśmy do osoby z otoczenia “Buddy”, która powiedziała nam, że Kamil L. założył firmy na kilka osób, w tym między innymi na “Grażynkę” (pseudonim partnerki “Buddy” - przyp. red.) i swoich znajomych, bo po prostu chciał im się odwdzięczyć za to, że pomogli mu w czasach, kiedy on nie stał najlepiej finansowo. To nie jest tak, że to były jakieś typowe tzw. słupy “Buddy”. Wierzę, że tak mogło faktycznie być.
“Słupy”, czyli właściciele spółek, którzy faktycznie nie sprawują w nich władzy oraz ekspresowe wyprowadzanie majątku poza granicę kraju, to podstawowe elementy działania mafii VAT-owskiej, których brakuje w działalności Buddy.
MB: Tak to zwykle wyglądało, ponieważ był to zawsze najbezpieczniejszy transfer majątku dla przestępców VAT-owskich. Natomiast tutaj pewien cień rzuca na Kamila L., znajomość z osobą, która faktycznie w Niemczech została skazana za wyłudzenie podatku VAT, choć to o niczym nie musi świadczyć. To, że Budda znał jakąś osobę wyłudzającą VAT, to nie znaczy, że współdziałał z nią w jednej grupie. Komentarze w internecie od razu narzucają taką narrację, że skoro był u tego pana w Monako, to od razu musiał też uczestniczyć w wyłudzeniu VAT na samochodach.
Majątek, który został zabezpieczony przez prokuraturę, sięga 140 milionów złotych - 51 luksusowych samochodów, nieruchomości i środki zgromadzone na rachunkach bankowych w wysokości ponad 77 milionów złotych. Często śledczy mogą pochwalić się takimi sukcesami w sprawach gospodarczych?
MO: - To jest bardzo dziwne. Taka skuteczność jest dość rzadka.
MB: - Takie sytuacje się zdarzają, ale bardzo rzadko. Opisywałem przypadek firmy MGM SA, gdzie skarbówka zabezpieczyła 70 mln zł na koncie firmy. Po kilku latach walki w sądzie okazało się, że właściciel firmy jest niewinny, że nie było żadnego wyłudzania VAT-u. Urząd Skarbowy oddał pieniądze. Jeżeli chodzi o typowe karuzele VAT, to służby zatrzymują zwykle środki, które są w bieżącym obrocie, czyli kilka milionów złotych - 10, może trochę więcej, ale raczej tych głównych pieniędzy nie zajmują.
Tutaj tego nie było, więc to jest mocna przesłanka do tego, by nie mówić o celowym poważnym wyłudzaniu VAT-u, bo ten majątek byłby prawdopodobnie wyprowadzony. Nie wierzę, że Budda nie miał “dobrych” doradców. Dysponując takimi pieniędzmi, mógł sobie pozwolić na najlepszych prawników.
Prokuratura zarzuca jeszcze "Buddzie" pranie pieniędzy. Youtuber miał udzielać fikcyjnych pożyczek wspólnikom, którzy również usłyszeli zarzuty w tej sprawie.
MO: - Pożyczki między podmiotami powiązanymi w ramach grup kapitałowych, czy też dla samych właścicieli są czymś powszechnym i legalnym.. Spierałem się kiedyś o to z prokuratorem. Stwierdził on, że jakby przesłuchiwał przedsiębiorcę, który udzielał takich pożyczek, to mógłby ustalić to tylko wtedy, gdyby ta osoba przyznała się do winy. Udowodnienie w sprawie gospodarczej nadużyć i zamiaru działania w zakresie pokrzywdzenia jest bardzo trudne. Przyznanie się, w zakresie współpracy z organami postępowania, załatwia tę sprawę. Gdy ktoś odmawia składania wyjaśnień i nie przyznaje się do tego, to stawia prokuratora w trudnej pozycji. To, że ktoś później wygrywa sprawę w sądzie, bo prokurator nie jest w stanie udowodnić nielegalnych pożyczek, zdarza się nawet przy ogromnym zajęciu majątkowym.
MB: - To zależy też, jak głęboko prześledzimy przepływy finansowe. Każdy transfer finansów musi mieć jakąś podstawę i jest weryfikowany w banku przez dział AML, czyli zwalczający pranie pieniędzy. Na przykład jeżeli chcemy wytransferować 10 milionów złotych z Polski, to możemy zrobić to na fakturze, ale możemy też udzielić pożyczki jakiemuś podmiotowi. I wtedy, jeżeli tych pożyczek byłoby dużo i gdyby przykładowo polski podmiot dawał pożyczkę czeskiemu podmiotowi, a ten wysyłałby pieniądze na Kajmany, to jest już pewna przesłanka, że te pieniądze mogły przejść typową ścieżkę legalizacji i zostać wyprane. To, jak daleko śledczy sięgną w łańcuch przepływów finansowych, jest kluczem do rozwiązania zagadki, czy dana pożyczka mogłaby być potraktowana jako transfer pozwalający uniknąć zajęcia, czy też była to zwykła pożyczka między przedsiębiorstwami.
Bardzo dużo emocji, głównie wśród fanów Buddy, budzi areszt tymczasowy dla internetowego twórcy i jego partnerki.
MO: - Jeżeli chodzi o problem systemowy z aresztem wydobywczym, to nawet organizacje międzynarodowe mówią nam, że go mamy. Tym bardziej że skuteczność wniosku o areszt jest na poziomie około 90 proc. Sądy często stosują ten środek, mając bardzo mało czasu na zapoznanie się z aktami. Natomiast w tej konkretnej sprawie trudno się wypowiedzieć. Niemniej informacje, że Budda chciał wyjechać za granicę, mogą uzasadniać areszt. Poza tym w sprawach gospodarczych tymczasowe pozbawienie wolności podejrzanych ułatwia prokuratorowi ustalenie pewnych rzeczy. Mamy do czynienia z grą psychologiczną. Ktoś, kto żyje na wysokim poziomie i nagle trafia do celi z kilkoma osobami, często nawet dobieranymi specjalnie, ma dużo mniej uprawnień niż osoba prawomocnie skazana i osadzona w więzieniu.
Co będzie dalej z biznesami Buddy?
MB: - Jeżeli poszły na nie zajęcia majątkowe, to właściwie są już skończone, można powiedzieć. Jeżeli Budda wyjdzie z więzienia, czy z aresztu, bo nie wiadomo, czy zostanie osądzony, to może się jeszcze jakoś odbudować. Mimo wszystko ma rzeszę wiernych fanów, którzy bronią gp nawet w tej sytuacji. Jeżeli nie będzie zarabiał na loteriach, to może na czymś innym. Może chociażby wydać książkę o swojej historii. Podejrzewam, że już nawet dostał propozycję od jakiegoś wydawnictwa.
MO: - Budda ma dalej na YouTube prawie 2,5 miliona subskrypcji. Jeżeli rzeczywiście znalazłby sposób, żeby ten kanał dalej działał, to może zarabiać, de facto, będąc zatrzymanym. Oczywiście zakładając, że ktoś byłby w stanie regularnie wrzucać filmy, np. relacjonować proces.
Zazwyczaj jeżeli główny właściciel biznesu jest zatrzymany, to firma upada, dlatego że nie może jej osobiście prowadzić. Zupełnie inna sytuacja jest w biznesie internetowym. Polskie organy ścigania nie nadążają za rzeczywistością internetową. Popularność Buddy na YouTubie jest na tyle duża, że nawet jeżeli byłby skazany, to myślę, że wiele osób mógłby przekonać do swojej niewinności.
Jaka kara grozi Kamilowi L. w przypadku skazania?
MO: - Wszystko zależy od klasyfikacji prawnej. W ostatnim czasie kary za przestępstwa VAT-owskie zostały mocno zaostrzone. Może się jednak okazać, że te zarzuty się nie obronią w sądzie, a ewentualne skazanie będzie z tych rzekomo najbardziej błahych, jak nielegalna loteria czy rozliczenia podatkowe.
MB: - Zdziwiłbym się, gdyby w przypadku skazania Kamil L. dostał wysoki wyrok, np. 15 lat bezwzględnego więzienia. Znam sytuacje, gdzie były prawdziwe karuzele VAT i gangsterzy, którzy mieli na sumieniu zabójstwa i dostawali od 5 do 8 za wyłudzenie milionów złotych.
Pewna osoba z otoczenia Buddy powiedziała mi, że Kamil L. zachłysnął się pieniędzmi. Być może do końca sobie nie zdawał sprawy, czy to, co robi, jest w 100 proc. legalne. Nie mówię, że faktycznie, że tak było, ale nie sądzę, żeby to był twardy przestępca, który mówi: „będziemy tak i tak wyłudzać VAT, oszukamy państwo i stworzymy grupę przestępczą”.
Maciej Oniszczuk - partner zarządzający/prezes zarządu w kancelarii Oniszczuk & Associates. Ukończył studia jednolite magisterskie na kierunku Prawo na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Doktorant w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.Członek Rad Nadzorczych w licznych spółkach akcyjnych. Założyciel fundacji probono im. Juliusza Stanisława Harbuta. Działalność zawodową skupia na szeroko rozumianym prawie gospodarczym, w tym w szczególności prawie handlowym.
Maciej Binkowski - przedsiębiorca działający w branży prawnej, detektyw i dziennikarz śledczy. Absolwent prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autor bloga o przestępczości gospodarczej “Białe Kołnierzyki”, a także książek „Jak kraść VAT” oraz „Jak kraść w białym kołnierzyku”.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET