`

Co się dzieje po godzinach w Ciechocinku? "Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać"

2 min. czytania
29.01.2025 15:23
Obserwuj nas na Google

Ciechocinek to jedno z najpopularniejszych polskich uzdrowisk. Każdego roku przyjeżdżają tu tłumy kuracjuszy, chcących skorzystać z pełni uroków lokalnych sanatoriów. Okazuje się jednak, że nie wszyscy szukają tam jedynie wypoczynku i rehabilitacji. Dla wielu jest to okazja także na nawiązanie relacji towarzyskich.

Ciechocinek
fot. TOMASZ BARANSKI/REPORTER (zdj. ilustr.)
  • Ciechocinek to jedno z najpopularniejszych uzdrowisk w Polsce
  • Kuracjusze szukają tu nie tylko wypoczynku, ale też zabawy
  • Jak wygląda "nocne życie Ciechocinka", opisał jeden z dziennikarzy "Super Expressu"

Czego szukają kuracjusze na turnusach w Ciechocinku?

Ciechocinek to prawdziwa perła wśród polskich uzdrowisk. Miasto w województwie kujawsko-pomorskim słynie przede wszystkim z jednego z największych w Europie kompleksu tężni solankowych. To jeden z aspektów, który przyciąga przyjezdnych. Na miejscu nie brakuje sanatoriów świadczących usługi rehabilitacyjne. To wszystko sprawia, że każdego roku Ciechocinek jest odwiedzany przez liczne grono turystów i kuracjuszy.

Część osób wykorzystuje jednak turnusy nie tylko w celach wypoczynkowych. - Seniorzy się zachowują tak, jakby przyjechali na kolonie. To jest super sprawa, bo po prostu oprócz zabiegów, tej rehabilitacji, jest jeszcze takie wytchnienie psychiczne. Niektórzy chodzą na tańce i to dobrze - powiedział w rozmowie z "Faktem" Jacek Makowski, dyrektor jednego z ciechocińskich sanatoriów. To, jak pobyt w sanatorium wygląda od środka, opisał "Super Express", którego dziennikarz Mariusz Korzus sam przebywał na turnusie w Ciechocinku. To, jak relacjonował swoją wizytę, może być dla wielu zaskoczeniem.

Tak bawią się kuracjusze w Ciechocinku

- Tego samego dnia co ja, turnus rozpoczął on. Prawdziwy "Maxi Kaz" - 70 lat i trzy zawały na koncie. [...] To on mnie wprowadził w nocne życie Ciechocinka. Najwidoczniej przypadliśmy sobie do gustu, bo już trzeciego dnia obudził mnie w nocy swoim pukaniem do drzwi mojego pokoju. Nie był sam, towarzyszyły mu dwie panie. Jak powiedział, jedna miała być dla mnie. Oczywiście przyszli z alkoholem. Panie po ok. 70 lat zastrzegały, że są niepijące, po czym gdy mój kolega wlewał im czysty alkohol do szklanek, to one wypijały je bez tzw. popitki. Nie wiedziałem, czy się śmiać z tego, czy płakać. Udało mi się ich pozbyć z pokoju podstępem - zrelacjonował Mariusz Korzus.

Redakcja poleca

Dziennikarz "Super Expressu" wspomniał też o innych nawykach uczestników turnusów. - To, że pije się w sanatorium nie było dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się, że starsi panowie będą wyposażeni w środki na potencję. Tak też było. Już po kilku dniach wszyscy wiedzieli, że dosłownie nieograniczoną ilość ma "Maxi Kaz" i ci, którzy jej potrzebowali, przychodzili do niego, a on za tabletki nie brał ani grosza. Dzielił się nimi za darmo - opisał.

Dodał też, że sam spotkał się flirtem ze strony jednej z kuracjuszek. - Emerytowana policjantka. Była funkcjonariuszka jednej z Komend Wojewódzkich Policji. Lat 70, krucze włosy i brązowe oczy. Patrzy na mnie nimi, jakby chciała mnie zjeść. Trzepocze rzęsami i nagle mówi do mnie: "Czuję, że to są moje ostatnie podrygi. Czy ty jesteś tańczący?" - opowiadał dziennikarz "Super Expressu".

Źródło: Radio ZET / "Super Express" / "Fakt"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET