"Czemu ja żyję, a ona nie?" Tłum na Żurawiej uczcił pamięć 25-letniej Lizy

3 min. czytania
06.03.2024 20:19
Obserwuj nas na Google

- Jesteśmy tu, żeby ten świat był bezpieczniejszy, żeby nie musiały się bać nasze córki, żeby nie bały się kobiety, które przyjechały do Polski. Liza, nie zapomnimy o tobie - mówiła aktywistka Maja Staśko na początku protestu na ul. Żurawiej. Pod bramą, gdzie brutalnie zaatakowano 25-letnią Lizę z Białorusi, zebrało się około 2000 osób. Milczący protest przeszedł ulicami stolicy. 

Protest po śmierci Lizy
fot. PAP/Paweł Supernak

O godzinie 18:00 w środę rozpoczął się protest pod hasłem "Miała na imię Liza". Na ulicy Żurawiej w Warszawie pojawiło się około 2000 osób - zebrali się pod bramą, gdzie doszło do brutalnego ataku na 25-letnią Lizę. Kobieta została napadnięta, zgwałcona, a w efekcie zmarła w szpitalu. 

Warszawa. Protest po śmierci Lizy. "Nie zapomnimy o tobie"

- Jesteśmy tu, żeby ten świat był bezpieczniejszy, żeby nie musiały się bać nasze córki, żeby nie bały się kobiety, które przyjechały do Polski. Liza, nie zapomnimy o tobie - mówiła aktywistka Maja Staśko na początku protestu. 

- Chciałabym powiedzieć do mężczyzn. My uczymy się samoobrony, uczymy się o tym mówić. Jest tylko jedno rozwiązanie. Gwałty muszą się skończyć. Lizo, kiedy twój partner napisał "Liza umarła", pomyślałam: "Czemu to ja żyje, a ona nie?". Kiedy byłam na trzecim roku studiów w centrum Krakowa zaatakował mnie obcy mężczyzna. Zadzwoniłam na policję, ale usłyszałam: Przecież pani nie zgwałcił - mówiła jedna z aktywistek. 

Podczas demonstracji panowała kompletna cisza

Podczas przemówień organizatorów protestu tłum stał w milczeniu, słychać było jedynie pojedyncze szepty - pisze "Gazeta Wyborcza". - Ten zwyrodnialec zachował się tak, jak zbrodniarze rosyjscy. Dusił, gwałcił, okradł, poszedł do sklepu. To wszystko jak przez przecinek. Popełnił zbrodnię i poszedł dalej, jak gdyby nigdy nic - mówiła ukraińska aktywistka, cytowana przez "GW".

Redakcja poleca

- Myślałam, że nie dam rady tu przyjść. Przeraża mnie ta brama. Widziałam ją już na tylu zdjęciach. Ale musieliśmy tu przyjść. Przemocy trzeba się przeciwstawiać i mówić o niej głośno, a nie siedzieć w domu - mówiła Justyna, 26-letnia mieszkanka Warszawy.

Panowała kompletna cisza

Podczas manifestacji pojawiły się też transparenty. Demonstrujący mieli na nich hasła takie jak: "Nie chcemy już dłużej się bać", "to mogłam być ja. To mogła być każda z nas", "nie milcz, reaguj" czy "wina gwałciciela, nie ofiary".

O godzinie 19:00 protestujący przeszli pod PKiN. W tle słychać było jedynie żałobną pieśń, śpiewaną przez białoruski chór. - Lizo, nie zapomnimy. Jesteśmy tu dla każdej osoby, która doświadczyła przemocy. Mam nadzieję, że będziemy się wspierać. Zamykam demonstrację i zamykam zezwolenie na przemoc w Polsce - powiedziała na koniec Maja Staśko. 

Warszawa. Brutalny gwałt na ul. Żurawiej

Przypomnijmy, że do brutalnej zbrodni na Lizie doszło 25 lutego. Nad ranem zamaskowany Dorian S. zaszedł ją od tyłu, zagroził nożem, a następnie wepchnął do bramy, gdzie brutalnie zgwałcił i pozostawił - nagą i nieprzytomną. Kobietę znalazł dozorca, który zawiadomił policję. 

Sprawca, Dorian S., został zatrzymany po kilkunastu godzinach. Trafił do aresztu, gdzie czeka na rozprawę. Liza z kolei walczyła o życie przez pięć dni. Niestety, w piątek 1 marca dowiedzieliśmy się o jej śmierci. 

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET