"Po pierwsze jest pan wolny". Sąd zdecydował ws. Wołodymyra Ż.
Sąd nie zgodził się w piątek na wydanie stronie niemieckiej podejrzanego o wysadzenie Nord Stream Wołodymyra Ż. i uchylił mu tymczasowy areszt. - Po pierwsze jest pan wolny - powiedział do Wołodymyra Ż. sędzia Dariusz Łubowski ogłaszając decyzję. Bardzo szybko pojawił się w tej sprawie również komentarz premiera Donalda Tuska.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były argumenty obrony Wołodymyra Ż. przeciwko jego wydaniu do Niemiec.
- Dlaczego sąd w Warszawie zdecydował się nie wydać Wołodymyra Ż. Niemcom.
- Co Polacy myślą o wydaniu Wołodymyra Ż. niemieckim służbom według sondażu IBRiS.
- Która partia polityczna w Polsce najchętniej oddałaby Wołodymyra Ż. Niemcom.
Wysadzenie Nord Stream. Znamy decyzję sądu ws. Wołodymyra Ż.
Sąd Okręgowy w Warszawie nie zgodził się w piątek na wydanie stronie niemieckiej podejrzanego o wysadzenie Nord Stream Wołodymyra Ż. i uchylił mu tymczasowy areszt. Mężczyzna jest podejrzany przez niemieckie służby o wysadzenie gazociągu Nord Stream. Przypomnijmy, że 6 października warszawski sąd przedłużył Wołodymyrowi Ż. areszt do 9 listopada. Mężczyzna był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania wydanym przez Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe w związku z podejrzeniem sabotażu konstytucyjnego, zniszczeniem mienia oraz zniszczeniem rurociągu Nord Stream 2. Został zatrzymany 30 września.
- Po pierwsze jest pan wolny - powiedział do Wołodymyra Ż. sędzia Dariusz Łubowski ogłaszając decyzję. Następnie zaznaczył, że wniosek władz niemieckich o wydanie mężczyzny nie zasługuje na uwzględnienie.
Sędzia podkreślił, że przedmiotem niniejszego postępowania nie jest ustalenie, czy ścigany dopuścił się zarzucanego mu przez stronę niemiecką czynu, a jedynie czy czyn ten może stanowić podstawę do wykonania europejskiego nakazu aresztowania.
- Sąd polski nie dysponuje w tej sprawie żadnymi dowodami, albowiem strona niemiecka przesłała jedynie bardzo ogólne informacje - dodał. Na postanowienie warszawskiego sądu okręgowego można wnieść zażalenie do Sądu Apelacyjnego.
"Polski sąd odmówił ekstradycji do Niemiec Ukraińca podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream 2 i zwolnił go z aresztu. I słusznie. Sprawa zamknięta" - napisał w serwisie X premier Donald Tusk.
- W Niemczech Wołodymyra Ż. nie czekałby sprawiedliwy proces - ocenił wcześniej jego obrońca mec. Tymoteusz Paprocki. W ocenie obrońcy są dwa elementy, na podstawie których Wołodymyr Ż. nie może zostać wydany. - Jest to zarzut związany z tym, że na Wołodymyra Ż. nie czeka sprawiedliwy proces w Niemczech, dlatego że sądownictwo niemieckie nie jest niezależne, a sędziowie w Niemczech nie mają immunitetu materialnego - wyjaśnił Paprocki.
Mecenas dodał, że w Niemczech sędziowie za wydawane wyroki mogą podlegać odpowiedzialności karnej. - Czy my mamy pewność (...), czy sędzia, który wydawałby w tej sprawie wyrok, mógłby nie obawiać się tego, że w przypadku uniewinnienia nie czekałaby na niego odpowiedzialność karna, bo np. naruszyłby interesy Niemiec? - wyjaśnił obrońca Wołodymyra Ż.
Pytany, czy jakikolwiek Ukrainiec powinien być sądzony w takiej sprawie, Paprocki zaznaczył, że "żaden obywatel Ukrainy nie może stawać pod zarzutami, czy finalnie być skazanym za jakiekolwiek działania wymierzone przeciwko Rosji".
Czy wydać Wołodymyra Ż. Niemcom? Sondaż dla Radia ZET
Jak wynika z sondażu IBRiS dla Radia ZET n iemal połowa Polaków jest przeciwko wydaniu niemieckim służbom zatrzymanego w Polsce i aresztowanego Wołodymyra Ż. Badanie pokazuje również, że w ręce Niemców najchętniej oddaliby go wyborcy Konfederacji.
Pochodzący z Ukrainy mężczyzna od 30 września pozostaje w polskim areszcie. Niemieckie służby domagają się od Polski wydania go na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Chcą, żeby odpowiedział przed sądem za tak zwany sabotaż konstytucyjny i zniszczenie mienia.
Wysadzenie Nord Stream
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 roku (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę) na głębokości około 80 metrów, na dnie Morza Bałtyckiego. Wołodymyr Ż. twierdzi, że nie miał nic wspólnego z atakiem i że w czasie, gdy do niego doszło, przebywał na terenie Ukrainy.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET