Dramat w Karkonoszach. Ratowali niemiecką turystkę. "Scena jak z horroru"
Pod koniec listopada GOPR i czeska Horská Služba ewakuowały z Domu Śląskiego pod Śnieżką niemiecką turystkę, która doznała hipotermii. Kobieta brała udział w tzw. suchym morsowaniu. O dramatycznych szczegółach akcji opowiedział świadek tego zdarzenia.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego grupa turystów zdecydowała się zdobyć Śnieżkę w szortach.
- Jakie były warunki pogodowe w czasie wyprawy w Karkonoszach.
- Jak wyglądała akcja ratunkowa niemieckiej turystki w Domu Śląskim.
Niemiecka turystka doznała hipotermii. Dramat w Karkonoszach
20 listopada - mimo trudnych warunków pogodowych - grupa około dziesięciu osób chciała zdobyć Śnieżkę w samych szortach. W górach było wówczas około -5 stopni Celsjusza. Mroźny wiatr sprawił, że temperatura odczuwalna sięgała -16 stopni. Nie powstrzymało to podróżnych przed braniem udziału w tzw. suchym morsowaniu. To ekspozycja na zimno bez kontaktu z wodą. Uznawane jest za metodę hartowania organizmu, która zyskuje na popularności jako alternatywa dla tradycyjnego morsowania.
GOPR i czeska Horská Služba ewakuowały z Domu Śląskiego pod Śnieżką niemiecką turystkę, która doznała hipotermii po praktykowaniu "suchego morsowania". Na czeskim portalu Novinky.cz pojawiła się wstrząsająca relacja świadka tego zdarzenia. Pavel Čudakov był wówczas w górach razem ze znajomymi po imprezie firmowej. 20 listopada planowali wędrówkę - na Śnieżkę lub do pobliskiego schroniska po czeskiej stronie, Lucni bouda. Dotarli do Domu Śląskiego. To polskie schronisko znajdujące się nieopodal szczytu Śnieżki.
Wstrząsająca relacja świadka akcji ratunkowej
W rozmowie z czeskim portalem Čudakov opowiedział o wstrząsających szczegółach akcji ratunkowej. Z jego relacji wynika, że w pewnym momencie w schronisku otworzyły się drzwi. Pojawił się w nich młody mężczyzna, "dosłownie wlokąc starszą kobietę". 60-latka miała na sobie tylko szorty, buty i kurtkę. Ludzie będący w schronisku ruszyli na pomoc. Pytali Niemkę o imię, wiek i inne szczegóły, ale kontakt z nią był utrudniony. - Nagle wpadała w konwulsje, wyglądało to tak, jakby miała zaraz umrzeć. Scena jak z horroru. Miała skurcze w palcach, krzyczała - powiedział świadek czeskiemu portalowi.
Po czasie okazało się, że seniorka doznała II stopnia hipotermii. Temperatura jej ciała wynosiła zaledwie 28 stopni Celsjusza. Było to bezpośrednie zagrożenie życia. Naczelnik karkonoskiej grupy GOPR Adam Tkocz przekazał "Gazecie Wyborczej", że 60-latka nie była zdolna do kontynuowania marszu. Ostatecznie trafiła do szpitala.
Organizatorem wyprawy był Polak
Mężczyzna, który przyprowadził 60-latkę, był Polakiem. To on organizował wyprawę w szortach na Śnieżkę. Sam był dobrze ubrany, a jego podopieczni doświadczali hipotermii. Z informacji przekazywanych przez czeski portal wynika, że najpierw Polak nie chciał rozmawiać, później był arogancki i deklarował, że ma kilkanaście lat doświadczenia w suchym morsowaniu.
Po ok. 50 minutach GOPR pojawił się na miejscu. Z relacji świadków wynika, że ratownicy wykazali "pełen profesjonalizm". Czeskie służby korzystały z quadów, a GOPR-owcy przybyli do Domu Śląskiego samochodami. Ze stacji w Pecu niemiecką turystkę przejął czeski śmigłowiec. Taką wersję wydarzeń potwierdza Horská Služba.
Źródło: Radio ZET/Novinky.cz/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET