`

Horror przed Dniem Babci i Dziadka. Wnuczek: Zrobiłem coś potwornego

2 min. czytania
19.01.2023 13:46
Obserwuj nas na Google

22-latek z Podlasia oskarżony jest o zabójstwo swojego dziadka i usiłowanie zabójstwa babci. Sprawca podpalił też dom, w którym mieszkała rodzina. Motyw nie jest do końca jasny. Oskarżony mówił w śledztwie, że nie wie, dlaczego to zrobił, potem wyjaśnienia odwołał. Proces mężczyzny rozpoczął się w czwartek w Białymstoku.

policja
fot. LDamian Klamka/East News/EON STANKIEWICZ/REPORTER (zdj. ilustracyjne)

Do dramatu doszło przed Dniem Babci i Dziadka w ubiegłym roku. 18 stycznia palił się dom we wsi Dubaśno w gminie Nowy Dwór (woj. podlaskie). Ogień zauważyli funkcjonariusze Straży Granicznej. Przybyła na miejsce straż pożarna znalazła w środku nieprzytomną osobę, którą ewakuowano na zewnątrz. Starszego mężczyzny nie udało się uratować. Lekarz stwierdził jego zgon.

Początkowo w tej sprawie wszystko wyglądało na pożar, w którym jedna osoba zginęła, a druga została ranna. Po zebraniu dowodów Prokuratura Rejonowa w Sokółce ustaliła, że doszło do zabójstwa. Zarzuty postawiła 22-letniemu wnuczkowi zmarłego. 

Według aktu oskarżenia oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa i ze szczególnym okrucieństwem. Dziadka uderzył drewnianym taboretem w głowę, potem oblał benzyną, oblał również dom wewnątrz i na zewnątrz, po czym budynek podpalił. Babcię przewrócił na ziemię, pobił pięściami i dusił, a nieprzytomną zostawił w płonącym budynku. To zarzut usiłowania zabójstwa, bo starsza pani, po odzyskaniu przytomności, zdołała o własnych siłach wyjść na zewnątrz.

Redakcja poleca

Dubaśno. Zabójstwo przed Dniem Dziadka. "Nie wiem, jak to się stało"

Przed sądem chłopak nie przyznał się, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. - Chciałbym wszystkich przeprosić za to, co nawyrabiałem. Nie wiem, jak to się stało i dlaczego. Rozumiem, jaka kara mnie czeka - powiedział jedynie. W śledztwie początkowo przyznał się i opisał przebieg zdarzeń, ostatecznie jednak nie przyznał się i wyjaśnienia odwołał.

- Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, zmarnowałem sobie i swojej rodzinie życie, no i nie zasługuję, żeby żyć. Nie mogę tego wyjaśnić, bo ja naprawdę nie wiem - mówił wtedy. Nigdzie w tych wyjaśnieniach nie pojawił się potencjalny motyw. Oskarżony wspominał jedynie o nerwicy, swoich problemach psychicznych. Benzynę przyniósł z garażu. Po podpaleniu wsiadł do samochodu i pojechał po matkę do Dąbrowy Białostockiej, a potem na policję, aby... złożyć zeznania w sprawie napaści na niego ze strony znajomego.

Stamtąd wrócił do domu. - Wszystko się już paliło, cały dom, była już straż pożarna, karetka i wszystko [...]. Żałuję, że nigdzie nie pojechałem i się nie zabiłem, zrobiłem coś potwornego - mówił. Twierdził, że nie miał z dziadkami żadnych zatargów.

Sąd rozpoczął w czwartek przesłuchania świadków. Pierwszym była babcia oskarżonego. Na wniosek prokuratury miała zeznawać z wyłączeniem jawności. Ostatecznie odmówiła jednak zeznań i wyszła z sali rozpraw po kilku minutach.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP - Robert Fiłończuk

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET