„Dyrektor zaprasza do wniesienia węgla". Tak wyglądał 1 września w latach 90.

5 min. czytania
01.09.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Na rozpoczęciu roku szkolnego w latach 90. sala była pełna dumnych pierwszaków. Migotały granatowe spódniczki, spodnie i śnieżnobiałe bluzki. Były nowe lakierki i beżowe rajstopy. – A do tego dyrektor, który zaprasza później starsze klasy do wniesienia węgla do kotłowni. Tylko godzinka pracy – opowiada w rozmowie z RadioZET.pl Alina. 

Szkoła
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

1 września z lat 90. wciąż pachnie Danucie malinową herbatą, którą mama stawiała na stoliku obok rogala cienko posmarowanego masłem. W drugim rogu pokoju z meblościanką i kocem w tygrysy czekał już wieszak z odświętnym strojem. – O dziwo pamiętam dokładnie delikatny dotyk tej galowej bluzki. Do tego rajstopy, granatowa spódnica i lakierki. Cieszyłam się tak, jak dziecko powinno – wspomina Danuta. Justynie w pamięci zapadły czyste kartki zeszytu – jeszcze niepomięte, nieskalane niechęcią do matematycznych równań i dat historycznych. Lśniły ambitnymi planami i systematycznością. – Blakły po miesiącu – przyznaje. 

Po apelu chodziliśmy pod trzepak

– Jest taki fragment piosenki: „lato trwało całe lata". I tak je właśnie wspominam z dzieciństwa. Nie mieliśmy telefonów, dzieciaki z okolicy zbiegały się, żeby pograć w klasy. Czasem w chowanego, innym razem skakaliśmy przez kabel od kosiarki taty, bo nie było skakanek. I trwało to całe wieki – opowiada Danuta. W końcówkę sierpnia zaczął się już powoli wkradać znajomy posmak kanapek z polędwicą i rogali z masłem, które mama szykowała na śniadanie przed szkołą. W końcu na drewnianym biurku pojawił się mały stos zeszytów z kolorowymi zakładkami. 1 września tornister dalej pachniał nowością. 

– Samo rozpoczęcie roku szkolnego nie było wcale takie stresujące, bo wiadomo, że bez lekcji. Lubiłam je; mogłam ubrać strój galowy, świecące buty, wpleść kokardkę we włosy. Po uroczystym apelu i akademii spotykaliśmy się pod trzepakiem. Bardzo się wtedy pilnowałam, żeby nie pobrudzić bluzki. Mama straszyła, że się nie dopierze – wspomina Danuta.

Wakacje
Fot. Rutowska Grażyna/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Wakacje – zdj. archiwalne

W oczach dzieci tliły się jeszcze iskry lipcowych poranków z jagodziankami. Został ślad po truskawkach ze śmietaną i leniwych dniach na plaży. Do 1 września nie zdążył jeszcze ulecieć. – Każdy miał coś ciekawego do opowiedzenia z wakacji, wymienialiśmy się skarbami: ktoś nawet przyniósł muszlę znad morza, żeby przyłożyć do ucha i posłuchać, jak szumi – dodaje nasza rozmówczyni. 1 września szkoła jeszcze nie zaczynała się naprawdę. 

Dyrektor zaprasza do wniesienia węgla

Alina wylicza po kolei. Dla niej 1 września to: pełna gala, białe bluzeczki, granatowe spódniczki lub spodnie, białe rajstopki i skarpetki, nowe buciki. – I dyrektor szkoły, który zaprasza uczniów piątej, szóstej, siódmej i ósmej klasy do wniesienia węgla do kotłowni. Tylko godzinka pracy – wspomina. 

Joanna cofa się do drugiej albo trzeciej klasy podstawówki, a to „czasy zamierzchłe, jeszcze fartuszkowe". – Początek roku szkolnego, to i cała szkoła staje na uroczystym apelu. Gospodarz każdej klasy wychodzi na środek placu i przez mikrofon uroczyście mówi: „Gospodarz klasy x melduje klasę x na uroczystym apelu". Kolej na mnie. Wychodzę powoli na środek. I co mówię? „Gospodarz klasy 3b GOTUJE klasę 3b na uroczystym apelu". Żebyście słyszeli ten śmiech paru setek uczniów – mówi Joanna. – Mam 47 lat i pamiętam ten wstyd do dzisiaj.

Jeden dumniejszy od drugiego

Kamila z 1996 roku zapamiętała wielką „tytę" pierwszoklasisty wypchaną słodyczami, a do tego kucyka z kokardą i grzywkę. – Całą noc nie spałam. Wiedziałam, że dostanę ten Róg Obfitości – u nas to się nazywa tyta. Wyprasowane ubrania były już przyszykowane na krześle. Przed pójściem do łóżka poprawiałam jeszcze wszystko. Rano byłam o godzinie 5 na nogach, ekscytacja szkołą była nie do opisania – wspomina. Nie było jej żal nawet wakacji. Latem nie mogła się doczekać pierwszego dzwonka. – Byliśmy wtedy u rodziny w Niemczech. Przywiozłam wypasiony tornister i piórnik. Było piękne pióro (jak na tamte czasy). Mam je do dzisiaj – opowiada Kamila. 

Kiedy zaczęła już kompletować z rodzicami książki, wakacje dawno poszły w niepamięć. Myśląc o 1 września 1996 roku, widzi wszystkie pierwszaki na holu z tytami. Jeden dumniejszy od drugiego. – Było pasowanie na ucznia, hymn Polski i rozeszliśmy się do klas. Usiadłam w pierwszej ławce. Nawet pamiętam, że dziewczynka, która ze mną siedziała, miała na imię Justyna – dodaje. Kamila trafiła do klasy innej niż dzieci z jej osiedla. – Jakoś tak przez przypadek rozdzielono mnie od znajomych. Po spotkaniu w klasie wszyscy rozeszli się do domu. Wiadomo: każdy chciał dorwać się do tej wypchanej tyty – śmieje się. 

Pasowanie
Fot. Archiwum Państwowe w Szczecinie Oddział w Międzyzdrojach
Szkoła Podstawowa nr 1 im. Marynarki Wojennej. Pasowanie na ucznia

W domu były gratulacje od babci – i zaraz biegiem na podwórko. – Wszyscy przynieśli coś z swojej tyty i wymienialiśmy się. Byliśmy podekscytowani, opowiadaliśmy sobie o tym, co się działo w sali, gdzie kto usiadł. Pytali, jacy są ci, z którymi jestem w klasie. Później poszłam do domu, bo było mi już trochę przykro, że tak nas rozdzielili. Na szczęście szybko przestało mi to przeszkadzać, miałam świetną klasę – uśmiecha się Kamila. – Aż mam ochotę poszukać albumów i obejrzeć zdjęcia, jak to było 30 lat temu.

„Smutek, bo jeszcze bym pospał"

Wrzesień z lat 90. dla Grzegorza nie ma tylu ciepłych barw. W coraz krótsze dni wdzierało się więcej smutku. Pierwszy poranek bez wakacji zrobił się nerwowy. – Krzątanina w domu, każdy szukał spodni, koszuli do wyprasowania. Było mi smutno, bo jeszcze bym pospał dłużej – wspomina. 

Gdy przymknął oczy, uderzył go przeraźliwy chłód, którego jeszcze za oknem nie było, ale już czekał za rogiem. Razem z całym rzędem krótkich dni i mroźnych poranków. Dla Grzegorza już 1 września zbliżały się nieubłagalnie. – Pamiętam, że dyrektor na apelu szkolnym powitał nowych uczniów, jak i tych, co wrócili szczęśliwie z wakacji. Później jego słowa stawały się coraz mniej wyraźne. Chyba nikt nie słuchał. Byłem wtedy w ósmej klasie, więc po uroczystości musiałem wraz z kolegami z klasy wrócić i pomóc rozładować kilka przyczep z cegłami – wspomina Grzegorz. – Dalej była juz tylko jedna myśl: że trzeba na nowo się „użerać" z niektórymi nauczycielami czy znajomymi ze szkoły. 

Syntia, wspominając tamten wrzesień sprzed lat, nie widzi chłodniejszych barw. Słyszy za to charakterystyczną melodię: „Wakacje, znów będą wakacje, na pewno mam rację, wakacje będą znów". – Co roku śpiewaliśmy tę piosenkę. Teraz mieszkam niedaleko szkoły podstawowej. I znów słyszę ją na apelu.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET