`

Ewa zamarzła w polu. Koleżanka przerywa milczenie. To przyczyniło się do tragedii?

3 min. czytania
19.01.2024 13:06
Obserwuj nas na Google

60-letnia Ewa zaginęła 12 stycznia w drodze z pracy do domu. Dzień później znaleziono ją martwą w polu kilka kilometrów od domu. "Fakt" dotarł do znajomej pani Ewy, która opowiedziała o możliwej przyczynie zaginięcia koleżanki.

Pani Ewa nie żyje
fot. Piotr Jedzura/REPORTER/East News

Pani Ewa z Krakowa od 30 lat pracowała wraz z mężem na placu targowym Tomex przy rondzie Kocmyrzowskim. W piątek 12 stycznia wracała autobusem miejskim z pracy do domu przy ul. Darwina. Dramat rozpoczął się, gdy wysiadła z autobusu. Kobieta kontaktowała się z rodziną, ale mówiła, że leży w zaspie i do końca nie potrafiła powiedzieć, gdzie się znajduje. Akcja poszukiwawcza nie przyniosła skutku, pani Ewa zmarła w polu z wyziębienia.

– Cały czas nadzieją żyliśmy, że się odnajdzie cała i zdrowa. W sobotę koleżanka zadzwoniła i powiedziała, że znaleźli już ciało... Ona zmarła pewnie z wyczerpania, z wysiłku. Nie miała szans, żeby się wydostać z tego pola – mówi pani Barbara, znajoma zmarłej 60-latki w rozmowie z "Faktem". Obie panie znały się od lat. – Zawsze z mężem. Trzymali się razem, on jej dużo pomagał. Dbała o dom, bo to było widać. Biegała, obiady nosiła do domu – wspomina znajoma.

Koleżanka zdradziła też, że pani Ewa miała cukrzycę. – Przy tej chorobie cukrzyca robi swoje. Czasem człowiek absolutnie może zgubić orientację, gdzie się znajduje. Po prostu to są takie luki pamięciowe – dodaje.

Jak ustalił "Fakt", mąż pani Ewy także przypuszcza, że przez cukrzycę kobieta straciła orientację. To jednak nie znaczy, że rodzina odpuści, bo kobieta miała szanse na przeżycie.

Fot. FOT. JOANNA URBANIEC/GAZETA KRAKOWSKA

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Krakowa" na Facebooku

Ewa zmarła z wyziębienia. Rodzina domaga się wyjaśnień od policji

Mimo udziału w akcji poszukiwawczej ponad 350 osób i użycia dronów, zdaniem bliskich, doszło do wielu zaniedbań ze strony policji. – Matka kontaktowała się ze mną kilkanaście razy. Kilkanaście razy rozmawiała z policjantami, wielokrotnie próbując im powiedzieć, gdzie się znajduje. Leżała w tym samym miejscu – powiedział w rozmowie z "Faktem" jeden z czterech synów pani Ewy.

– Po północy matka zadzwoniła do mnie i poinformowała mnie, że nad jej głową leciał dron. Niezwłocznie powiadomiłem o tym ojca i policję. Sam nie wiedziałem o tym, że są puszczone drony. Policjant, któremu zgłaszaliśmy informację, stwierdził, że widocznie matka ma zwidy. Moja matka poinformowała mnie następnie, że słyszała w oddali swoje imię, słyszała głosy policji. Policjant stwierdził znowu, że to niemożliwe, bo miała zwidy, bo tyle czasu leży na śniegu. Nie skierowano w ten rejon żadnych sił. Następnego dnia, 13 stycznia, znaleziono ją właśnie w tym rejonie, dokąd nie poszli – dodał syn. Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nowej Hucie.

Fot. fot. Konrad Kozlowski/Agencja Wyborcza.pl

Źródło: Radio ZET/fakt.pl

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET