`

Głuchołazy dwa lata po powodzi. „Jak zaczyna padać, wszyscy się boją”

3 min. czytania
15.09.2026 11:04
Obserwuj nas na Google

Rozkopane ulice, korki i ślady wody widoczne na budynkach przypominają mieszkańcom Głuchołaz o tragedii sprzed dwóch lat. Odbudowa miasta trwa, ale strach przed kolejną powodzią nie minął do dziś.

Mieszkańcy wciąż boją się deszczu
fot. Przemek Taranek

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak mieszkańcy Głuchołaz radzą sobie dwa lata po powodzi.
  • Dlaczego budowa mostu wciąż trwa i jakie to powoduje problemy.
  • Co opowiadają Krzysztof i Joanna Marlikowscy o powodzi.
  • Którzy pomocnicy byli kluczowi dla odbudowy Głuchołaz.

Dwa lata po tragicznej powodzi. Głuchołazy walczą o powrót do normalności

Dokładnie dwa lata temu, w połowie września 2024 roku, przez Polskę przeszła katastrofalna powódź. Jednym z miast najbardziej doświadczonych przez żywioł są Głuchołazy w woj. opolskim - tam fala sięgnęła nawet dwóch metrów, zalewając szkoły, przedszkola, urzędy, ale przede wszystkim ponad 1000 domów i mieszkań. 

Skalę klęski żywiołowej obrazują dane Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Głuchołazach. - Na tę chwilę można podsumować już pracę, jaką zrealizowaliśmy na rzecz mieszkańców [...] Strat doznało co dziesiąte gospodarstwo domowe. Z pomocy doraźnej w kwocie 8 tys. zł skorzystało 2965 gospodarstw na terenie gminy Głuchołazy. 1227 gospodarstw otrzymało do tej pory zasiłek na remont i odbudowę - mówi Radiu ZET dyrektorka MOPS-u w Głuchołazach Katarzyna Krzętowska-Zapała.

Po dwóch latach od tych dramatycznych wydarzeń w mieście wciąż widać ślady powodzi. Charakterystyczna linia na budynkach i rozkopane ulice nie pozwalają zapomnieć o tragedii, która spotkała miasto. Nadal trwa tam też odbudowa mostu nad Białą Głuchołaską, na ulicach tworzą się korki, a mieszkańcy są już zwyczajnie zmęczeni remontami. 

Ludzie boją się każdego deszczu

Mieszkańcy Głuchołaz zapytani przez Radio ZET o codzienność dwa lata po powodzi mówią, że w mieście żyje się trudno. Zwracają uwagę na trwające remonty i tworzące się korki, które uniemożliwiają płynne przemieszczanie się. - Żyje się fatalnie, być może brakuje nam już cierpliwości. Prace idą powoli. Widać, że coś jest robione, że wkładane są pieniądze, ale przed nami jeszcze długa droga - słyszymy. 

Ludzie w mieście zniszczonym przez powódź powtarzają, że od dwóch lat z niepokojem patrzą w niebo w obawie przed większymi opadami. - Jak zaczyna padać, to wszyscy się boją. Moja wnuczka ma dzisiaj 20 lat i do tej pory nie może sobie poradzić z tymi przeżyciami. Jak jest ulewa, to ze strachu nie może być sama w domu - mówi jedna z napotkanych Głuchołazianek. 

W mieszkaniu państwa Marlikowskich było ponad 1,5 metra wody

Więcej o powodzi i walce o powrót do normalności opowiedzieli Radiu ZET Krzysztof i Joanna Marlikowscy. - W naszym mieszkaniu na parterze było ponad 1,5 metra wody. Lała się oknami. Żywioł zabrał wszystko, praktycznie nic nie zostało - mówią. 

- Pamiętam sam początek, wyszedłem z psem na spacer, wróciłem i zacząłem robić śniadanie. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, jak samochód odpływa, a pięć minut wcześniej wody nie było - wspomina Krzysztof Marlikowski. 

- Powiedziałem do żony: Uciekamy, bo nie zdążymy. Wzięliśmy psa, leki, dokumenty i pobiegliśmy wyżej, na klatkę schodową - dodaje. Kilka następnych godzin spędzili w mieszkaniu sąsiada z góry, później przenieśli się do lokali po zmarłym bracie pana Krzysztofa. Kilka miesięcy spędzili też w mieszkaniu po zmarłej sąsiadce w swoim budynku, które udostępnił im jej brat. 

Nieoceniona pomoc wojska i wolontariuszy

Do własnego mieszkania udało im się wrócić w lutym 2026 roku. Małżeństwo mówi jednak, że to nie byłoby możliwe bez pomocy wojska i wolontariuszy. - Włożyli tu naprawdę ogrom pracy. Najpierw wojskowi, którzy praktycznie wszystko wynieśli, wyrzucili, później ci chłopcy skuli ściany, od nich mamy też pościele, kanapę, telewizor. Będziemy im wdzięczni do końca życia - wylicza Joanna Marlikowska. 

- Na początku myśleliśmy, że sobie nie poradzimy, nie wiedzieliśmy, w co włożyć ręce, byliśmy zrozpaczeni. Do teraz człowiek boi się każdego deszczu, bo nie ma co się oszukiwać, woda jeszcze wróci. To już z nami zostanie, tu nie pomoże żaden psycholog. Z tym trzeba żyć - słyszymy. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET