Groźny wirus u bram Europy. Tak przygotowana jest Polska
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła międzynarodowy alert w związku z nową epidemią wirusa Ebola. Europejskie szpitale, w tym placówki w Berlinie i Pradze, postawiono w stan podwyższonej gotowości - do Czech ma trafić pacjent z podejrzeniem zakażenia groźnym podtypem Bundibugyo, którego śmiertelność sięga 50 procent. Zapytaliśmy Głównego Inspektora Saniarnego o to, jak przygotowana jest Polska.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kraje w Afryce zostały dotknięte epidemią Eboli.
- Dlaczego wirus Bundibugyo jest szczególnie niebezpieczny.
- Co robi Europa, aby przygotować się na przypadki Eboli.
- Jakie środki zostały przygotowane w Polsce na wypadek przybycia Eboli.
Ebola w Europie. Czesi przygotowują się na przyjęcie pacjenta
Oczy świata skierowały się w stronę Afryki, gdzie wybuchła epidemia Eboli. Złe wieści są takie, że wirusa wykryto w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie stosunkowo późno, a co za tym idzie, chorobę mogą przenosić turyści wracający z Afryki.
Co więcej, podtyp Eboli o nazwie Bundibugyo (od nazwy prowincji, w której pojawiło się ognisko) jest bardzo groźny. Śmiertelność wśród chorych sięga 50 proc. Europejskie szpitale przygotowują się na przyjęcie ewentualnych chorych - wśród takich placówek jest szpital w Pradze, gdzie trafi Amerykanin z podejrzeniem zakażenia. Wcześniej pacjent z grupy ryzyka został przyjęty do szpitala w Berlinie. WHO ogłosiła międzynarodowy alert.
Grzesiowski: Sytuacja jest poważna
Radio ZET o sprawę zapytało Głównego Inspektora Sanitarnego - dr Paweł Grzesiowski ocenia, że sytuacja jest poważna, choć na ten moment ograniczona do Afryki. - Zarówno w Ugandzie, jak i w DRK są międzynarodowe lotniska. Nie można więc wykluczyć, że do samolotu wsiądzie osoba zdrowa, która rozpowszechni później wirusa w swoim kraju, bo czas jego wykluwania wynosi trzy tygodnie - tłumaczy.
Przypomina też epidemię Eboli z lat 2013-2014, gdy doszło do pojedynczych przypadków wydostania się wirusa z Afryki - właśnie za sprawą pasażerów, którzy wsiedli na pokład w okresie wylęgania. - Nie można więc absolutnie wykluczyć, że w Europie czy Ameryce nie pojawią się pojedyncze przypadki. Stąd też stan podwyższonego alarmu dla służb sanitarnych i restrykcyjne badania na lotniskach - mówi Grzesiowski.
Co, gdyby Ebola przedostała się do Polski?
Grzesiowski zapewnia jednocześnie, że gdyby wirus przedostał się do Polski, to są przygotowane odpowiednie przepisy prawne i procedury. - A więc obowiązkowa hospitalizacja i izolacja, a także kwarantanna. Mamy w Polsce kilkanaście albo kilkadziesiąt łóżek izolacji w klasie BSL-3, czyli takich, które izolują, można powiedzieć, wszystkie drogi przenoszenia wirusa - informuje.
Problem i zagrożenie leży jednak w tym, kiedy rozpoznaje się chorobę. - Pacjent może trafić z bólami mięśniowymi czy wysypką na dowolny SOR w Polsce. On nie będzie miał na czole napisane, że choruje na Ebolę, więc na początku powoduje to zagrożenie, bo finalne określenie tego, z czym mamy do czynienia, może zająć jakiś czas. To naraża personel na ryzyko zakażenia - dodaje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET