"Jadła zupę palcami", "to jest niemożliwe". Szokujące relacje ws. 42-latki ze Świętochłowic
Po awanturze w mieszkaniu w Świętochłowicach na jaw wyszła wstrząsająca historia 42-letniej kobiety, która według sąsiadów przez niemal 30 lat nie opuściła domu. Kobieta, która trafiła do szpitala, a pacjentka, która leżała z nią na oddziale zwraca uwagę na jej zaskakujące zachowanie, jak mówi, 42-latka miała jeść zupy palcami. W szoku są również sąsiedzi, którzy nie rozumieją, jak mogło do tego dojść.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do odkrycia historii 42-latki ze Świętochłowic.
- Co odkryła policja po interwencji w mieszkaniu 42-latki.
- Dlaczego sąsiedzi byli zszokowani sytuacją 42-latki.
- Jakie były zachowania 42-latki podczas pobytu w szpitalu.
Wstrząsające historia ze Świętochłowic
Historia 42-latki ze Świętochłowic wstrząsnęła Polską. Kobieta przez prawie 30 lat miała nie wychodzić z mieszkania, a według medialnych doniesień, była ukrywana przez rodziców. O jej losie dowiedzieliśmy się dopiero po policyjnej interwencji. W lipcu sąsiedzi rodziny zgłosili, że w mieszkaniu trwa awantura.
Mundurowi, którzy przybyli na miejsce zastali tam 81-latkę, która przyznała, że w domu jest jeszcze jej 42-letnia córka. Gdy funkcjonariusze z nią rozmawiali, zauważyli rany na jej nogach i zwrócili uwagę na trudności z poruszaniem się - wezwali więc pogotowie.
Sąsiedzi w szoku. "Nikt nie przyszedł do nich przez 20 lat?"
Gdy 42-latka wyszła z mieszkania, sąsiedzi byli w szoku, bo od dekad nie widzieli kobiety. - Nikt nie przyszedł do nich do domu od 20 lat? Trudno powiedzieć, to jest naprawdę niemożliwe - mówi jedna z sąsiadek. - Nie wiemy, jaka jest historia, nie znamy przyczyn. Do psychiki człowieka się nie wejdzie - dodaje inna.
Teraz sąsiedzi chcą pomóc kobiecie, która - jak twierdzą - przez 27 lat nie wychodziła z domu. Policja z kolei apeluje o ostrożność w formułowaniu ocen i nie potwierdza, aby 42-latka była przetrzymywana wbrew swojej woli. - Na chwilę obecną nie podajemy szczegółowych ustaleń. Wszystko jest na etapie zbierania i weryfikacji danych - mówi w Radiu ZET podkomisarz Anna Hryniak.
Co się działo z 42-latką w szpitalu?
42-latka opuściła szpital, według nieoficjalnych informacji wróciła do domu rodziców. Radio ZET dotarło do kobiety, która leżała z nią na jednym oddziale. - Od razu zwróciłam uwagę na jej nietypowe zachowanie, miała swój świat - wspomina.
- Nie jadła w ogóle sztućcami. Palcami, np. jadła zupy. Dziewczyna nie umiała połykać lekarstw, nie umiała się napić z butelki. Jak dostała spodnie, to patrzyła na nie i mówiła, że jeszcze nigdy w życiu nie miała na sobie spodni - relacjonuje zszokowana kobieta.
Powiedziała też, że 42-latkę w szpitalu dwukrotnie miał odwiedzić ojciec. - Kłóciła się z tym ojcem, on tam wymachiwał laską - mówi. Sprawa z pewnością jest tajemnicza, a na pełne jej rozwiązanie przyjdzie nam jeszcze poczekać, zwłaszcza że służby i urzędnicy nabierają wody w usta. Miasto nie komentuje sprawy, opieka społeczna zasłania się z kolei tajemnicą służbową.
Historia 42-latki ze Świętochłowic. "Zniknęła z systemu"
O 42-letniej kobiecie wiadomo, że w 1997 roku skończyła podstawówkę i zaczęła naukę w liceum w Świętochłowicach. Po kilku miesiącach miała zostać wypisana przez rodziców - przypomnijmy, że wówczas nie było obowiązku nauki do 18. roku życia, więc nikt nie zareagował.
Jeden z urzędników przyznał nieoficjalnie, że kobieta po prostu "wypadła z systemu". Wyjaśnił, że nigdy nie pracowała, nie pobierała żadnych świadczeń, nie odwiedzała lekarzy, nie miała majątku, nikt też nie zgłaszał jej zaginięcia czy zgonu.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET