"Jak wyjdę, będziesz następna". Seryjny gwałciciel z Wrocławia wkrótce kończy wyrok
W 2010 roku Andrzej Ś. został skazany na karę 15 lat pozbawienia wolności za prawie 20 gwałtów i prób gwałtów - mimo że w swoim pamiętniku pisał o 96 atakach. 5 września 2025 roku kończy swój wyrok i może opuścić więzienie, o ile nie trafi do specjalnego ośrodka. - 18 marca 2025 roku sąd wydał postanowienie, w którym uznał uczestnika za osobę stwarzającą zagrożenie - mówi portalowi RadioZET.pl sędzia Karolina Halagiera, rzecznik prasowy spraw cywilnych Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.
- W 2010 roku policja zatrzymała Andrzeja Ś., który był odpowiedzialny za serię gwałtów na terenie Wrocławia
- Mężczyzna dokładnie planował każdy atak, przez dłuższy czas był nieuchwytny
- We wrześniu 2025 roku mężczyzna kończy odsiadywać wyrok. Nie wiadomo, czy wyjdzie na wolność, czy trafi do ośrodka w Gostyninie
Andrzej Ś. groził policjantce: "Będziesz następna"
Andrzej Ś. każdy gwałt miał dokładnie zaplanowany. Mężczyzna atakował najczęściej o poranku. Jego celem były biegaczki i samotnie spacerujące kobiety, głównie w okolicach Jagodna, Wojszyc, Jerzmanowa, Leśnicy, Bartoszowic oraz przy Wzgórzu Andersa. Atakował od tyłu, terroryzował nożem. Podduszał ofiary i zaciągał je w upatrzone wcześniej miejsca. "Su***, kur***, szmato, rób, co mówię, bo zabiję albo oszpecę!" – groził mężczyzna, cytowany przez Onet. Przygniatał kobiety swoim ciałem, krępował ręce z tyłu i zaciągał na głowę koszulkę, by nie zostać rozpoznany. Do gwałtu używał prezerwatyw, więc nie zostawiał śladów nasienia. Po wszystkim niszczył telefon swojej ofierze, tak, by nie mogła zadzwonić po pomoc, a na odchodne rzucał: "Dopiero jak policzysz do stu, będziesz mogła się ruszyć".
Mężczyzna nie spodziewał się, że jest na celowniku policji. Był zawsze dobrze przygotowany do ataku - w końcu popełnił jednak błąd. Jedna z kobiet wyrwała mu się, gdy nie był zamaskowany. Zaalarmowała policję - na osiedlu Klecina natychmiast pojawił się radiowóz, rozpoczęto poszukiwania. W końcu ofiara rozpoznała swojego oprawcę w jednym z przechodniów. W mieszkaniu Andrzeja Ś. funkcjonariusze znaleźli pamiętnik. Opisał w nim 96 ataków z lat 1995-2010. Oprócz szkiców i notatek, Ś. pisał: "Bóg zwalnia mnie z grzechu gwałtu na kobiecie", "Gwałcę kobiety od 12. do 50. roku życia", "W czasie pokoju mogę gwałcić kobiety, ale w czasie wojny mogę gwałcić i zabijać".
Andrzej Ś. został zatrzymany we wrześniu 2010 roku we Wrocławiu. Miał 34 lata. Przed sądem udowodniono mu prawie 20 gwałtów i prób gwałtów, bo nie do wszystkich ofiar udało się śledczym dotrzeć. Ostatecznie mężczyzna został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Podczas składania wyjaśnień oskarżony z entuzjazmem opowiadał o swoich przestępstwach, funkcjonariuszy traktował jak kolegów. Jedna ze śledczych podczas przesłuchania miała od niego usłyszeć "Jak wyjdę, to cię zgwałcę. Będziesz następna".
"Uznano go za osobę stwarzającą zagrożenie"
Portal RadioZET.pl pytania w sprawie dalszych losów Andrzeja Ś. przesłał m.in. do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. Z udzielonej nam odpowiedzi wynika, że 18 marca 2025 roku Sąd Okręgowy I Wydział Cywilny wydał postanowienie, w którym uznał mężczyznę za osobę stwarzającą zagrożenie (w rozumieniu ustawy z 22 listopada 2013 roku o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzającymi zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób) i orzekł umieszczenie Andrzeja Ś. w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. Znajduje się w mieście Gostynin. Trafiają tam najbardziej niebezpieczni przestępcy z całej Polski, którzy skończyli już odbywać wyroki, ale w dalszym ciągu mogą zagrażać zdrowiu i życiu innych osób.
- Sąd zarządził również pobranie od uczestnika wymazu ze śluzówki policzków w celu przeprowadzenia analizy kwasu dezoksyrybonukleinowego (DNA), odcisków linii papilarnych, wykonanie zdjęć, szkiców i opisów wizerunku uczestnika oraz umieszczenie wyników analizy DNA, odcisków linii papilarnych, zdjęć, szkiców i opisów wizerunku uczestnika w bazach i zbiorach danych, o których mowa w ustawie z 6 kwietnia 1990 roku o Policji. Orzeczenie jest zgodne z wnioskami biegłych, zawartymi w wydanych opiniach pisemnych oraz ustnych, złożonych na rozprawie - mówi nam sędzia Karolina Halagiera, rzecznik prasowy spraw cywilnych Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.
Andrzej Ś. reprezentowany jest przez adwokata ustanowionego z urzędu. - Wydane orzeczenie nie jest prawomocne, 20 marca 2025 roku pełnomocnik uczestnika złożył wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia postanowienia. Zapewne po jego otrzymaniu złoży apelację - dodaje sędzia Halagiera.
"Jeśli wyjdzie na wolność, znów będzie gwałcił"
Zdaniem policjanta, który zajmował się sprawą Andrzeja Ś., prawdopodobieństwo, że mężczyzna znowu popełni przestępstwo po wyjściu na wolność, jest wysokie. - Wszyscy wiemy, jaki to jest zawodnik. Nie wierzę w jego przemianę. Jeśli wyjdzie na wolność, znów to zrobi, znów będzie gwałcił. To było całe jego życie. On tego nie odpuści. Ale najpierw będzie się musiał dobrze przygotować do powrotu, bo podczas jego odsiadki Wrocław się zmienił i miejsca, w których atakował, wyglądają inaczej - powiedział w rozmowie z Onetem Artur, były policjant o pseudonimie Żużu, który zajmował się tą sprawą.
Źródło: Radio ZET/Onet
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET