`

Kapucynki „dowodem rzeczowym”. 100 zwierząt czeka na decyzję w Borysewie

3 min. czytania
29.11.2024 14:09
Obserwuj nas na Google

Na wybiegu dla małp w ZOO Borysew w powiecie poddębickim wisi następująca informacja: „Kapucynki przebywają u nas jako dowód rzeczowy w postępowaniu sądowym”. O co chodzi? – zapytaliśmy Dariusza Pabicha, dyrektora ZOO Borysew.

Kapucynka
fot. Kapucynka/Shutterstock

Czytając informację o postępowaniu sądowym, nie sposób oprzeć się pytaniu: co te małpki przeskrobały?

Dariusz Pabich: Kapucynki, wraz z ponad setką innych zwierząt, trafiły do nas ponad rok temu z zamkniętego, decyzją prokuratury, mini zoo w Zakopanem oraz w Radomsku, należących do jednego właściciela. W obu przypadkach najpierw z prowadzenia firmy zrezygnował przedsiębiorca, potem odeszli też pracownicy. Opiekunowie zwierząt zgłosili się do mnie, jako przedstawiciela ogrodu w Borysewie, z pytaniem, czy przyjęlibyśmy te zwierzęta. Powiedziałem, że wszystkich nie przyjmiemy i poradziłem, by zapytano w innych ogrodach zoologicznych. Te odmówiły jednak pomocy, dlatego ponownie zwrócono się do mnie. Ostatecznie po dwóch miesiącach rozmów zgodziłem się pomóc, ponieważ zwierzęta pozostałyby bez opieki z braku środków na ich utrzymanie. Z powodu zaległości w opłatach za energię elektryczną wyłączano prąd w obiekcie, a przypomnijmy, że do kryzysu doszło w okresie zimowym. Ciepłolubnym gatunkom groziła śmierć.

Nie wiedzieliśmy nic o pochodzeniu zwierząt ani o stanie ich zdrowia. Oddelegowaliśmy dwie osoby, które zajmowały się tylko zwierzętami przejętymi z interwencji. Wszystko po to, by nie narażać pozostałych mieszkańców naszego ogrodu. Przygotowaliśmy izolatki i pomieszczenia do przeprowadzenia kwarantanny. Po wielu nieprzespanych nocach udało nam się w końcu zorganizować warunki niezbędne do pobytu u nas nowych zwierząt.

ZOO Borysew
Fot.

Wszystkie trafiły do was?

Dariusz Pabich: Tak, w tej chwili mamy już ponad 100 zwierząt z interwencji – 30 z nielegalnego transportu i ponad 70 z mini zoo w Zakopanem. W międzyczasie niektóre z przejętych zwierząt doczekały się jeszcze potomstwa.

Dlaczego rozmawiamy akurat o kapucynkach?

Dariusz Pabich: Kapucynki trafiły do izolatki, gdzie zostały dokładnie przebadane. Były wolne od chorób zakaźnych, ale miały duże niedobory witaminowe. Miały też bardzo rozbudowaną stereotypię – to uciążliwe powtarzanie czynności, jak kręcenie się w kółko i nieskoordynowane ruchy głowy. Nasza psycholog zwierzęca zdecydowała, że należy je przenieść do większego pomieszczenia z dużą ilością zabawek, mających na celu odwrócenie ich uwagi, co osłabia niepożądane efekty choroby.

Jak się teraz czują?

Dariusz Pabich: Samica dobrze, ale samiec wciąż ma niedobory. Musieliśmy rozdzielić parę, żeby skupić się na diecie samczyka, która jest bogatsza w makro i mikroelementy oraz witaminy.

Kartka na szybie to sygnał, że sytuacja jest wyjątkowa?

Dariusz Pabich: Tak, jeśli nie powiesimy kartki, to zwiedzający zaraz nam dopiszą jakąś straszną historię. Podam przykład: ostatnio urodził u nas osiołek Poitou, to francuska rasa z charakterystycznymi dredami. Rozgorzała emocjonalna dyskusja: dlaczego ich nie czeszemy i tym samym zaniedbujemy? Wielokrotnie tłumaczyliśmy, że to cecha rasy, pokazywaliśmy zdjęcia z wystaw i związków hodowlanych z Francji, skąd pochodzą te zwierzęta.

Co dalej ze zwierzętami z interwencji?

Dariusz Pabich: Było kilka spraw sądowych, w które się włączyliśmy. W tej chwili wszystko w rękach Ministerstwa Ochrony Środowiska i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Wyrok umożliwiający usankcjonowanie pobytu zwierząt z interwencji, zapadł trzy miesiące temu i sprawa utknęła w miejscu, bo wciąż nie mamy wystawionych dla nich dokumentów pochodzenia (CITES). Zgodnie z prawem, nie możemy bez tego eksponować zwierząt, czyli pokazywać ich zwiedzającym.

Prokuratura i policja zapewniały, że otrzymamy środki na utrzymanie zwierząt, którymi zdecydowaliśmy się zaopiekować w tak trudnym dla nich czasie. Zgodnie z prawem, podmiot, u którego znajduje się dowód rzeczowy, w tym przypadku żywe zwierzęta, może wystąpić do wyżej wymienionych instytucji o zwrot poniesionych kosztów utrzymania. Minął ponad rok, nie otrzymaliśmy jednak ani złotówki. Ostatnio znów wnioskowaliśmy do ministerstwa w tej sprawie. My pomogliśmy, a teraz nikt nie chce pomóc nam.

Wysłaliśmy pytania do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, co dalej ze zwierzętami z interwencji przebywającymi w Borysewie. Na odpowiedź czekamy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET