Katastrofa ekologiczna na rzece Bóbr. Jest ważny apel Sanepidu

3 min. czytania
01.07.2026 15:01
Obserwuj nas na Google

Pusty zbiornik, tony martwych ryb i odrzucający smród, który paraliżuje lokalną turystykę. Remont kluczowej zapory w Pilchowicach zamienił się w koszmar dla środowiska i mieszkańców Dolnego Śląska. Z rzeki Bóbr odłowiono już ponad 11 ton śniętych ryb. Sanepid apeluje o unikanie kontaktu z wodą.

Rzeka Bóbr
fot. Grażyna Wiatr

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego unikać wody z rzeki Bóbr poniżej zapory w Pilchowicach.
  • Jak spuszczenie wody z jeziora wpłynęło na śnięcie ryb.
  • Co robi inwestor, by zmniejszyć negatywne skutki remontu zapory.
  • Jak sytuacja wpłynęła na przedsiębiorców związanych z turystyką.

Apel o unikanie kontaktu z wodą z rzeki Bóbr

Sanepid i Wody Polskie apelują o unikanie kontaktu z wodą z rzeki Bóbr poniżej zapory w Pilchowicach. Z samej rzeki, jak i zbiornika odłowiono już ponad 11 ton śniętych ryb, a to jeszcze nie koniec. Problemem jest też wymywanie mułu, który przez lata zbierał się na dnie. 

- W tej chwili nie ma żadnego zagrożenia dla wody pitnej. Ostatnie badania wychodziły bardzo dobrze. Dzisiaj zarządziliśmy pobranie próbek do badań. Natomiast oczywiście w pobliżu Bobru znajduje się kilka gospodarstw, które posiadają własne studnie. Jeśli pojawi się zagrożenie, podejmiemy działania w celu ich zabezpieczenia - mówi powiatowa inspektor sanitarna w Lwówku Śląskim Zofia Lipka.

Remont zapory a śnięcie ryb

Sam zbiornik jest już praktycznie pusty z powodu remontu zapory przeciwpowodziowej. To kluczowa inwestycja dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego na Dolnym Śląsku. Inwestor - Tauron Energia - zapewnia, że plan remontu powstał przy współpracy z przyrodnikami. Mimo to, efektem spuszczenia wody z Jeziora Pilchowickiego są tony śniętych ryb w zbiorniku i dopływającej do niego rzece Bóbr. - Te ryby zdychały 3-4 dni. Nagle napęczniały i wszystkie naraz wypłynęły. One nie padły w jeden dzień, tylko pomału się dusiły. Pogoda też im nie pomogła - mówi jeden z wędkarzy, który zajmował się odławianiem ryb. 

- Po dzisiejszym posiedzeniu Zespołu Zarządzania Kryzysowego mamy trzy najważniejsze wnioski. Po pierwsze apel do inwestora o zintensyfikowanie robót związanych z odławianiem nieżywych ryb. Mamy wrażenie, że tych łódek było za mało. Druga sprawa to badania jakości wody na różnych odcinkach, już mamy wstępne wyniki, które mówią o jej pogorszeniu się - mówi starosta lwówecki Małgorzata Szczepańska.

Inwestycja prowadzona ze szczególną starannością

Małgorzata Szczepańska dodaje, że ewentualne, bardziej restrykcyjne zalecenia, będą wydawane po tym, jak poznamy wyniki badań próbek wody. Te powinny pojawić się w ciągu kilku dni. - Czekamy na wyniki badań. Inspektorzy pobrali te próbki, to jest proces, którego nie możemy przyspieszyć - podkreśla. 

Redakcja poleca

Zapewnia też, że sama inwestycja przygotowywana była z dużą starannością. - Każda sekunda tej inwestycji jest pod specjalistycznym nadzorem. Jest grupa przyrodników, która pracowała nad zabezpieczeniem środowiska na spuszczenie wody z zapory. Jednak warstwa tego mułu, jej grubość, zaskoczyła inwestora - mówi.

Region żyje z turystyki. Przedsiębiorcy mają problem

Ogromny problem w związku z całą sytuacją mają również przedsiębiorcy - region żyje bowiem z turystyki. - My w ogóle teraz nie żyjemy. Ja mam agroturystykę. Kto do nas przyjedzie przy takim smrodzie. Jak my możemy kogokolwiek zapraszać - mówi Krzysztof Czaplicki. 

Dodaje, że cały czas ma nadzieje na zadośćuczynienie od inwestora. - Staramy się rozmawiać. Cały czas mamy nadzieję, bo ona umiera ostatnia. Czy coś z tego wyjdzie? Na ten moment nie widzimy żadnego światełka w tunelu - dodaje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET