"Każdy, kto ma telefon, jest ofiarą tego procederu". Kontrowersje wokół nowej ustawy
- Każdy, kto ma telefon, jest ofiarą tego procederu. O każdym z nas służby wiedzą, gdzie był, jak dzwonił, z kim rozmawiał, z kim SMS-ował. To jest nieprzebrana baza wiedzy - mówi w rozmowie z RadioZET.pl mecenas dr Paweł Litwiński, odnosząc się do przepisów dotyczących gromadzenia danych telekomunikacyjnych, które lada moment wejdą w życie.
Zastąpią one wciąż obowiązującą ustawę Prawo telekomunikacyjne. Sporo emocji wywołały szczególnie przepisy o gromadzeniu i przekazywaniu służbom danych telekomunikacyjnych obywateli. Konkretnie art. 47 nowej ustawy obliguje przedsiębiorców telekomunikacyjnych do zatrzymywania i przechowywania wybranych danych przez rok, a także udostępniania ich m.in. policji i służbom specjalnym.
- Są to dane niezbędne do zidentyfikowania osób biorących udział w rozmowie telefonicznej oraz uzyskujących dostęp do internetu. Oprócz tego są to również metadane, takie jak data, godzina, rodzaj i czas trwania połączenia, a także jej lokalizacja - wyjaśnia mecenas dr Paweł Litwiński. Jednym słowem są dzięki takim danym będzie można dowiedzieć się, kto z kim, kiedy i w jaki sposób się kontaktował.
Przepisy naruszają podstawowe prawa
Co ważne, gromadzone będą również informacje dotyczące wiadomości SMS. - Nie mówimy jednak o treści tych wiadomości, ale o samym fakcie takiej rozmowy. Czyli np. informacje będą dotyczyć tego, że rozmawiam z konkretną osobą 31 lipca o godzinie 12, będąc w Krakowie, a mój rozmówca jest w Warszawie. Nie wiadomo jednak, o czym rozmawiamy - tłumaczy dr Litwiński.
Gromadzenie takich danych to nic nowego w polskim prawodawstwie. We wciąż obowiązującym prawie telekomunikacyjnym, które ma zostać zastąpione nowym prawem komunikacji elektronicznej, istnieje taki sam przepis. Mimo apeli wielu środowisk i ekspertów regulacje te nie zostały zmienione. - Mimo wielu lat, orzeczeń, głosów opinii publicznej nasz ustawodawca, niestety, nic z tym nie zrobił. Ten stan zagrożenia dla naszych praw trwa i się nie zmienia. Narusza nasze podstawowe prawa, np. do ochrony danych osobowych czy ochrony tajemnicy korespondencji - wskazuje mecenas Litwiński.
O tym, że policja i prokuratura może mieć dostęp do danych telekomunikacyjnych obywateli mówi też Kodeks postępowania karnego. Zgodnie z art. 218 służby mają prawo żądać m.in. od operatorów telekomunikacyjnych informacji o użytkownikach, gdy mają one “znaczenie dla toczącego się postępowania”.
Polska nie respektuje orzeczeń TSUE
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski na etapie konsultacji i opiniowania projektu nowej ustawy alarmował, że polskie prawo umożliwia policji i prokuraturze zbyt swobodny dostęp do danych telekomunikacyjnych, niezależnie od wagi przestępstwa. “W demokratycznym państwie prawa zasadność udostępnienia danych telekomunikacyjnych powinna być poddana kontroli. Wzmocniłaby ona zaufanie obywateli do państwa i eliminowałaby ryzyko nieproporcjonalnej ingerencji w prawa podstawowe, jak i pewność stosowania prawa” - twierdził Mirosław Wróblewski.
- Nie ma żadnego ograniczenia ustawowego, jeżeli chodzi o dostęp do tych danych. W zasadzie przy dowolnym postępowaniu karnym służby mogą po te informacje sięgnąć - dodaje mecenas Litwiński. Taki stan prawny jest niezgodny z unijnymi przepisami. Polska od wielu lat nie respektuje orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. - Najnowszy wyrok TSUE wskazuje, że służby mogą mieć dostęp do danych telekomunikacyjnych, gdy chodzi o postępowanie w sprawie przestępstwa zagrożonego karą nie mniejszą niż 3 lata więzienia - przypomina dr Litwiński, odnosząc się do orzeczenia TSUE w sprawie C-178/22 z 30 kwietnia 2024 roku.
To nie jedyny warunek, który TSUE postawił w sprawie udzielaniu dostępu służbom do danych telekomunikacyjnych. “Trybunał Sprawiedliwości UE sformułował konkretne wytyczne, jakie krajowy ustawodawca musi spełnić, aby umożliwić policji i służbom specjalnym dostęp np. do lokalizacji telefonów komórkowych czy wykazu połączeń. Są to m.in. obowiązek informowania post-factum osób, których dane pozyskano oraz skuteczna kontrola sądu lub niezależnego organu administracyjnego nad tym działaniem” - podnosiła Fundacja Panoptykon w swoim stanowisku do projektu ustawy.
- Dobrze, że takie orzeczenie TSUE zapadło. Natomiast nie wiem, jak w praktyce to miałoby zostać przełożone na realia polskiej procedury karnej i polskich ustaw regulujących działanie służb w tym zakresie. Moje doświadczenia, zresztą nie tylko moje, są niezbyt dobre, bo mamy, chociażby, słynną dyrektywę niewinnościową (wzmocnienie niektórych aspektów domniemania niewinności - przyp. red.), która do dziś jest iluzją - komentuje dr Bartosz Fieducik, prawnik specjalizujący się w sprawach karnych.
Służby nadużywają prawa. “Skala jest duża”
W polskim ustawodawstwie nie ma ograniczeń w dostępie do danych, czego efektem - zdaniem dr. Pawła Litwińskiego - jest nadużywanie uprawnień przez służby. - Skala jest naprawdę duża, idąca w dziesiątki, czy nawet setki tysięcy sięgnięć po dane telekomunikacyjne przez służby. Zaczęło się od komisji śledczej do spraw Afery Rywina, gdzie po raz pierwszy pokazano tzw. bilingi, czyli kto z kim się kontaktował - przypomina ekspert.
Niekontrolowane gromadzenie danych o obywatelach i zbyt łatwy dostęp do nich to również szereg innych zagrożeń. - Dotyczą one środowiska dziennikarskiego. Były próby identyfikowania informatorów dziennikarzy na podstawie tzw. bilingów. A to są przecież informacje chronione tajemnicą dziennikarską - przypomina Litwiński. - Z kolei w Niemczech policjanci wykorzystywali łatwy dostęp do danych telekomunikacyjnych do rozwiązywania prywatnych spraw. Ostatecznie zostali za to ukarani. Na szczęście nie słyszałem o tego typu przypadkach w Polsce, choć może po prostu o tym jeszcze nie wiemy - zastanawia się nasz rozmówca.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych podkreślał, że powielane regulacje dotyczące niezróżnicowanego gromadzenia danych o użytkownikach są również niezgodne z Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej. W tej sprawie zapadło już kilka orzeczeń TSUE. - Nie wolno robić tego, co dziś dzieje się w Polsce, czyli gromadzić hurtem wszystkich danych o ruchu. To jest Orwell. Dziś operatorzy telekomunikacyjni działają tak, że gromadzą dande o każdej rozmowie, o każdym dostępie do internetu. Zakazuje tego prawo UE od czasu słynnego wyroku Digital Rights Ireland - tłumaczy mecenas Paweł Litwiński.
Ustawa czeka na podpis prezydenta
Polska nie respektuje orzeczeń TSUE w tej sprawie podobnie jak np. Francja. Oba kraje są jednak w mniejszości w całej Unii Europejskiej. - Politycy twierdzą, że dostęp do danych to jest kwestia bezpieczeństwa narodowego, w co UE nie ma prawa ingerować. W związku, z czym nie przejmują się orzeczeniami TSUE - mówi ekspert.
Nad kwestią gromadzenia danych i zasad dostępu policji i innych służb do danych telekomunikacyjnych pochylał się już Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z 30 lipca 2014 r. stwierdził, że niezbędna jest uprzednia, niezależna kontrola nad tym procesem. “Wyrok ten nie został nigdy prawidłowo wykonany” - przekazała w swoim stanowisku Fundacja Panoptykon.
Prawo komunikacji elektronicznej i ustawę wprowadzającą jego przepisy Sejm uchwalił w lipcu. Celem zmian miało być m.in. poprawienie pozycji konsumentów na rynku usług telekomunikacyjnych. Senat nie wniósł poprawek do ustawy. Teraz nowe prawo czeka na podpis prezydenta.
Źródło: Radio ZET
- Zaginięcia w Polsce. “Historia Jaworka pokazuje, że da się rozpłynąć w powietrzu”
- "Amerykanom żyje się lepiej, ale tego nie dostrzegają”. Dlaczego nawet Demokraci nie chcieli Bidena?
- Igrzyska w Paryżu w cieniu wojen i zamachów. "Specjalna ochrona dla wybranych zawodników"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET