Kontrowersje ws. "ustawy łańcuchowej". Chodzi o kastrację zwierząt. "Może mieć skutki uboczne"
Mnożą się kontrowersje w kwestii tzw ustawy łańcuchowej. Ma ona chronić zwierzęta, ograniczyć ich bezdomność, ale obowiązkowa kastracja wszystkich niehodowlanych psów i kotów nie wchodzi w grę. Taki zapis znalazł się w projekcie obywatelskim, ale - jak przekonują posłowie - raczej się nie utrzyma. Weterynarze zaś mówią wprost: ten przepis idzie zdecydowanie za daleko.
Spór ws. "ustawy łańcuchowej". Chodzi o sterylizację i kastrację zwierząt
Sejm skierował w środę do dalszych prac w komisji nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt obywatelski projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Zawarte w nim rozwiązania mają pozytywnie wpłynąć na warunki, w jakich żyją zwierzęta towarzyszące, a więc psy i koty. Dokument przewiduje m.in. zakaz trzymania zwierząt na uwięzi, a w domyśle ma je chronić i ograniczyć ich bezdomność. Obecne prawo o ochronie zwierząt obowiązuje w Polsce od 2012 roku. To wówczas w życie weszła nowelizacja, która zakłada kary za niehumanitarne traktowanie zwierząt lub nielegalne ich zabijanie.
Ustawa ta jest jednak przestarzała i nie bierze pod uwagę ogólnego dobrostanu zwierząt - zauważają przedstawiciele prozwierzęcych organizacji. Prawo zezwala m.in. na trzymanie zwierząt towarzyszących na uwięzi. Zgodnie z nim, jeśli pies nie jest przywiązany na stałe (a więc na więcej niż 12 godzin w ciągu doby), zwierzęciu nie dzieje się krzywda. Długość uwięzi nie może być krótsza niż trzy metry.
O ile w przypadku zakazu trzymania zwierząt na łańcuchach jest raczej ogólny konsensus, o tyle kontrowersje budzi zapis dotyczący obowiązkowej kastracji wszystkich niehodowlanych psów i kotów. Jak przekonywała m.in. posłanka KO Katarzyna Piekarska, zapis ten raczej się nie utrzyma. Wprowadzenie obowiązku kastracji czy sterylizacji to byłby nie tylko trudny do wyegzekwowania, a łatwy do ominięcia przepis - bo kto niby miałby weryfikować, czy kot albo pies nie mają już zdolności rozrodczych - ale również szkodliwy ze względów zdrowotnych dla części zwierząt.
"To może wywoływać skutki uboczne"
- Nie ma sensu takiego czegoś wprowadzać. Poza tym, taki zabieg robi się wtedy, gdy są ku temu medyczne wskazania. Kastracja czy sterylizacja mogą mieć bowiem skutki uboczne, takie jak nietrzymanie moczu, niedoczynność tarczycy, problemy skórne czy problemy natury behawioralnej, np. lękowe. Są to częste powikłania - wylicza lekarka weterynarii Ilona Kaszak z Kliniki Małych Zwierząt Szkoły Główej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Ekspertka w rozmowie z Radiem ZET podkreśla, że są inne, mniej inwazyjne metody ograniczania płodności zwierząt.
Mamy teraz metodę antykoncepcji bezpiecznej, która nie wpływa negatywnie na układ rozrodczy i pozwala na czasowe zatrzymanie płodności czy libido. To dobra alternatywa dla kogoś, kto nie jest jeszcze w 100 proc. przekonany, czy chce, by zwierzę miało ten układ pozostawiony
Jej zdaniem propozycja ta jest nadinterpretacją wytycznych Parlamentu Europejskiego ws. zredukowania problemów bezdomności wśród zwierząt. Sejmowa komisja ds. ochrony zwierząt nie ogłosiła jeszcze terminu prac nad uwagami, ale ma się wsłuchać w głosy ekspertów, zanim prześle projekt do dalszych prac w Sejmie. Wygląda jednak na to, że poprawek i uwag będzie naprawdę sporo.
Źródło: Radio ZET/PAP/Anna Józefowicz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET