Koszmar na poligonach. "Chłopaki mieli mdłości, wymiotowali, piekła ich skóra"

2 min. czytania
18.12.2024 19:51
Obserwuj nas na Google

Na poligonach żołnierze byli zmuszani do utylizacji toksycznych odpadów Nitro-Chemu. Pracowali bez żadnych zabezpieczeń. Mieli przenosić beczki wypełnione chemikaliami, wrzucać je do dołów na poligonie, uzbrajać, wysadzać i nie kwestionować rozkazów. Prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo. Jak ustalił Onet, już ponad 20 osób usłyszało zarzuty.

  • Detonacje toksycznych odpadów organizowano na poligonach w Orzyszu, Ustce, Nowej Dębie, Drawsku Pomorskim oraz pod Bydgoszczą
  • Wysadzania odpadów poprodukcyjnych Nitro-Chemu organizował Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia. Pretekstem były badania naukowe, które okazały się fikcyjne
  • Toksyczne substancje mogły zagrozić zdrowiu ludzi oraz środowisku. Jak na razie śledztwo obejmuje 22 osoby. Prokuratorzy badają możliwość popełnienia przez te osoby w sumie ponad 140 przestępstw

Skandal na poligonach. Saperzy nie wiedzieli, co jest w beczkach

Jak ustalił Onet na podstawie relacji żołnierzy oraz materiałów prokuratorskich, detonacje toksycznych odpadów organizowano na poligonach w Orzyszu, Ustce, Nowej Dębie, Drawsku Pomorskim oraz pod Bydgoszczą. Wysadzania odpadów poprodukcyjnych Nitro-Chemu organizował Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia. Pretekstem były badania naukowe. Z relacji żołnierzy wynika jednak, że były one fikcyjne - potwierdza to prokuratura. - Jeżeli byłyby badania, to swoim ludziom powiedziałbym: "słuchajcie, będzie więcej materiału, więcej wybuchów, będą mocniejsze". Ale niczego takiego nie było - mówił jeden z saperów w rozmowie z Onetem. - Nie było żadnego sprzętu pomiarowego. Gdyby był, to bym o tym wiedział, bo byłem w strefie zero - dodał.

W 2017 roku na poligon w Orzyszu trafili saperzy z 6. Brygady Powietrznodesantowej z Krakowa. Tam czekał już na nich mjr Marcin M., ówczesny szef szkolenia saperów w brygadzie (obecnie z zarzutami za udział w zorganizowanej grupie przestępczej). Wkrótce na miejscu pojawiły się również wojskowe jelcze i stary wyładowane beczkami. Saperzy nie wiedzieli, co się w nich znajduje. Mieli za zadanie je wyładowywać. - Od samego kontaktu z beczkami chłopaki mieli mdłości, wymiotowali, piekła ich skóra. Po pewnym czasie zorientowali się, że nie można przy tym palić papierosów, bo z twarzy schodzi skóra - relacjonował Onetowi saper, który na poligonie został zmuszony do utylizacji toksycznych odpadów. 

Żołnierze dostawali rozkaz

Żołnierze detonowali szkodliwe substancje, nie wiedząc, z czym mają do czynienia. Wielu z nich skarżyło się na różne dolegliwości - niektórym leciała krew z nosa, zdarzały się omdlenia i poparzenia chemiczne. - Ktoś nawet chciał jechać do szpitala, ale dowódcy straszyli nas komisją lekarską. Powiedzieli, że komisja stwierdzi, że taki żołnierz będzie niezdolny do służby i go z wojska wywalą - przyznał jeden z saperów. Z ustaleń Onetu wynika, że żołnierze detonowali szkodliwe substancje, a to prywatna spółka pobierała ogromne wynagrodzenie - jej właścicielem był były kierownik Zakładu Badań Uzbrojenia Artyleryjskiego w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia.

Redakcja poleca

Z dokumentów prokuratorskich wynika, że "chodziło o pozorną usługę w postaci zdetonowania materiałów wybuchowych w celu badań fali uderzeniowej i sejsmicznej na poligonach. W rzeczywistości prowadzono detonacje, aby zutylizować zalegające w magazynach Nitro-Chemu poprodukcyjne, odpadowe materiały wybuchowe". Toksyczne substancje mogły zagrozić zdrowiu ludzi oraz środowisku. Jak na razie śledztwo obejmuje 22 osoby. Prokuratorzy badają możliwość popełnienia przez te osoby w sumie ponad 140 przestępstw. Na ten moment ponad 20 osób usłyszało zarzuty.

Źródło: Radio ZET/Onet

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET