`

Koszmar pasażerów z Poznania. Koczowali w samolocie, potem wylądowali na innej wyspie

2 min. czytania
04.07.2025 16:25
Obserwuj nas na Google

Nie tak miały wyglądać wakacje osób podróżujących z poznańskiego lotniska Ławica. Pasażerowie przez kilka godzin oczekiwali na wylot w samolocie. W końcu wylądowali na innym lotnisku, niż zaplanowano. To nie był jednak koniec koszmaru.

Pasażerowie nie wylecieli na czas z lotniska w Poznaniu
fot. PRZEMEK SWIDERSKI/REPORTER/TVN24 - Facebook - screenshot

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak długo pasażerowie oczekiwali na wylot z Ławicy.
  • Dlaczego lot z Poznania przekierowano z Fuerteventury na Las Palmas.
  • Co spowodowało konieczność wymiany załogi przed startem.

Mieli lecieć na Fuerteventurę. Koszmar na lotnisku w Poznaniu

Pasażerowie, którzy chcieli wylecieć z lotniska  Poznań-Ławica w czwartek, 3 lipca, napotkali duży problem. Na grupie jednego z biur podróży na Facebooku osoba podróżująca ze stolicy Wielkopolski zapytała o przyczynę pięciogodzinnego opóźnienia startu do Fuerteventury w Hiszpanii. "Jest strajk we Francji niestety, a loty są nad nią. To jest niezależne od operatora. Sam miałem taką sytuację" - odpowiedział użytkownikowi inny podróżny. "Hiszpania cała opóźniona lub skasowana z Malagi. Syn właśnie tam jest i skasowali lot do Krakowa" - dodała w komentarzach inna z członkiń grupy operatora na Facebooku.

Jeden z pasażerów z Poznania o całej sprawie poinformował redakcję tvn24.pl. "Siedzimy w samolocie bez możliwości jego opuszczenia w upale i nadal nie wiemy, czy wylecimy. Nikt nic nie wie i nie potrafi nam odpowiedzieć na żadne z pytań. Brak jakichkolwiek działań: wyżywienia, opieki, jedyne co, to dostaliśmy po kubku wody" - napisał. 

Redakcja poleca

To nie koniec problemów pasażerów

Jakby było tego mało - zamiast na Fuerteventurze - samolot wylądował na lotnisku w Gran Canarii. "Widzę, że ten lot z Poznania na Fuerteventurę został przekierowany do Las Palmas" - komentował jeden z uczestników grupy w mediach społecznościowych. Ostatecznie pasażerowie mieli wylecieć na lotnisko docelowe dopiero w piątek około południa. "Nikt na nas nie czeka, nie mamy bagażu, niektórzy pasażerowie są na lekach, do których nie mają dostępu. Śpimy z dziećmi na lotnisku, nie wiedząc, co przyniosą nam kolejne godziny. Dostaliśmy talony do wykorzystania na lotnisku na 16 euro i poza tym brak jakichkolwiek informacji o godzinie lotu" - tak koczowanie na lotnisku w Las Palmas opisywał turysta na platformie Kontakt24.

Przewoźnik Enter Air już odniósł się do sprawy w komunikacie przesłanym portalowi tvn24.pl. "Samolot był przygotowany do startu zgodnie z planem, po czym start był wielokrotnie przesuwany przez kontrolę lotów. W rezultacie jeszcze na lotnisku w Poznaniu konieczna była wymiana załogi, której skończył się czas pracy, a już w trakcie lotu lotnisko docelowe zostało zamknięte ze względu na ograniczenie operacji w godzinach nocnych. Dlatego samolot został ostatecznie przekierowany na Gran Canarię. Wszystkie te zdarzenia były niezależne od przewoźnika i wynikały z dynamicznie zmieniającej się sytuacji" - przekazała dziennikarzom firma.

Źródło: Radio ZET/tvn24.pl/Facebook

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET