Koszmar po pożarze w Charnowie. Puszki wpadały na posesje. „Spadały jak meteoryty”
W Charnowie rozpoczęła się rozbiórka zakładu produkcji aerozoli, gdzie w niedzielę wybuchł potężny pożar. Mieszkańcy wsi są straumatyzowani, a pracownicy czekają na informację dotyczącą ich przyszłości. - Baliśmy się, że już po nas - mówi reporterowi Radia ZET Maciejowi Bąkowi jedna z mieszkanek Charnowa.
-
-
- 5 Zobacz
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak przebiegała akcja gaśnicza w Charnowie.
- Dlaczego mieszkańcy wsi byli przerażeni pożarem.
- Jak prokuratura zareagowała na zdarzenie.
Mieszkańcy przerażeni po pożarze w Charnowie
Do pożaru doszło w niedzielę przed godz. 13 na terenie na terenie zakładu produkującego aerozole w miejscowości Charnowo w powiecie słupskim. Z ogniem walczyło 60 zastępów PSP i OSP. Z okolicznych gospodarstw ewakuowano 20 mieszkańców i osiem osób z zakładu. Nikt nie został poszkodowany. W poniedziałek przed południem pierwsi mieszkańcy zaczęli powracać do swoich domów. Jak mówią obecnemu na miejscu reporterowi Radia ZET Maciejowi Bąkowi, ostatnie kilkanaście godzin były dla nich koszmarem. - Nie spałam, bałam się - opowiada jednak z mieszkanek wsi.
Mieszkańcy tłumaczą, że co chwila słychać było odgłosy eksplozji. - To było jak z karabinu, zwierzęta uciekały - opowiada jedna z miejscowych kobiet. Fabryka była wypełniona materiałami łatwopalnymi. Niektórzy twierdzą, że dezodoranty wręcz wpadały im do ogródków - Wszystko wybuchało. Widać było jakby fajerwerki - opowiada jeden ze świadków. - Spadały jak meteoryty - dodaje kolejny mężczyzna.
Szybkość rozprzestrzenia się ognia była ogromna. Jeden z mieszkańców opowiada, że nie wierzył, że uda się uratować jego dom. - Mówię „Panie Boże, to już po nas” - wspomina. Inna rozmówczyni mówi o dwóch największych zbiornikach, których eksplozji najbardziej się obawiała. - Baliśmy się, że jak wybuchną, to już po nas - tłumaczy. Na szczęście, udało uniknąć się ich wybuchu.
Rusza śledztwo po pożarze fabryki
Obecnie strażacy wciąż dogaszają pożar, zaczęła się również rozbiórka doszczętnie spalonej hali. Najwcześniej do jej oględzin dojdzie w środę. Prokuratura Okręgowa w Słupsku wszczęła śledztwo w sprawie pożaru. Na ten moment jego przyczyny nie są znane. Wiadomo, że udało się zapobiec wybuchowi dwóch największych zbiorników, ale doszło do szeregu mniejszych eksplozji. W fabryce pracowało ok. 250 osób, w dużej mierze byli to mieszkańcy wsi z gmin Ustka i Redzikowo.
Źródło: Radio ZET
(5) zobacz galerię